Dwumiesięcznik dla chorych

Budujemy wspólny dom

Autor: , opublikowano: 14.08.2012

Budujemy wspólny dom

„Kochać, jak On kocha, pomagać, jak On pomaga, dawać, jak On daje, służyć, jak On służy, wspierać, jak On wspiera, przebywać z Nim przez wszystkie godziny dnia i dotykać samej Jego istoty w jej zbolałej postaci”. To modlitwa Matki Teresy z Kalkuty, która wzmacnia ludzi dobrej woli pracujących w Hospicjum św. Tomasza w Sosnowcu. Z Małgorzatą Czaplą – prezes Zarządu Stowarzyszenia prowadzącego owe hospicjum – rozmawia ks. Radosław Warenda SCJ

Jak to było na początku? Tworzyliście jedną z grup duszpasterskich w parafii św. Tomasza w Sosnowcu i pewnego wieczoru wpadł Wam do głowy pomysł: otwórzmy hospicjum?

Niezupełnie. W październiku 1996 r. proboszcz ks. Jan Szkoc zaprosił swoich parafian po mszy świętej do oratorium na spotkanie z ciekawymi ludźmi: lek. Jolantą Markowską i ks. Markiem Kujawskim SAC, którzy poświęcają swoje życie ludziom umierającym. Spotkanie zapowiadało się na tyle interesująco, że chętnych przybyło kilkunastu. Ich opowiadania tak nas poruszyły, że postanowiliśmy zawiązać taką nieformalną, do niczego nie zobowiązującą grupę przy parafii. Nikt wtedy nie przypuszczał, że kilkuosobowa grupa przerodzi się w poważną organizację pozarządową, organizację pożytku publicznego, obejmującą profesjonalną opieką paliatywno-hospicyjną jednocześnie sporo ponad stu chorych. To znak działania Bożego, bo my na sposób ludzki ani nie byliśmy przygotowani, ani dojrzali. Co więcej, gdyby wtedy nam ktoś przepowiedział nasz rozwój, to z pewnością zrezygnowalibyśmy przed czasem, z prostej przyczyny – z tchórzostwa przed działaniem na wielką skalę.

Wspieracie osoby chore i ich rodziny w ich domach. Na jaką pomoc mogą oni liczyć?

Opieka, w miarę naszego rozwoju, jest coraz większa i bardziej profesjonalna, po prostu lepsza. Każdy nasz chory może liczyć na stałą i regularną opiekę zespołu medycznego: lekarza, pielęgniarki; na pomoc psychologa, kapelana, wolontariusza niemedycznego. To chory i jego rodzina są naszymi przewodnikami, to oni wyznaczają nam niejako płaszczyzny współpracy. Po zaspokojeniu najpilniejszych potrzeb tworzy się jakaś bliskość z chorym i z jego rodziną, pozwalająca na pełniejszą służbę.

Pani prezes Stowarzyszenia Małgorzata Czapla wraz z wolontariuszami

Stale żywy w Polsce jest stereotyp, że jeśli ktoś trafia pod opiekę hospicyjną, to jego dni są już policzone. Fundacja hospicyjna działa jednak pod hasłem: „Hospicjum to też życie”. Czy w pracy towarzyszy Wam nadzieja również na wyzdrowienie podopiecznych?

Naprawdę jest tak, że im wcześniej chory trafi pod naszą opiekę, tym żyje dłużej i to w dobrych warunkach. Opanowanie bólu nowotworowego, ograniczenie dolegliwości, odbudowanie wiary w życzliwego człowieka śpieszącego z pomocą często wyzwala w chorym mocne zaangażowanie w pokonywanie codziennych trudności. Bo hospicjum to też życie, i to dobre życie. Hospicyjną troską jest staranie, aby każda przeżyta chwila była ważna i wartościowa. Nie my decydujemy o długości życia, dlatego powierzamy naszych chorych Bożej opatrzności i mamy nadzieję na dobre życie doczesne, ale przede wszystkim na szczęśliwsze życie wieczne.

Mamy w naszej historii kilka spektakularnych przypadków może nie całkowitego wyzdrowienia, ale ozdrowienia i poprawy jakości życia na tyle, że chory został wypisany spod naszej opieki. Statystyka byłaby znacznie lepsza, gdyby włączyć przypadki wyzdrowienia na duchu. Na ten temat jednak może się wypowiedzieć nasz hospicyjny kapelan.

Hospicjum jest kolorowe także dzięki zaangażowanym w jego działalność ludziom. Kto poświęca tu swój czas? Jakie predyspozycje trzeba mieć, by do Was dołączyć?

Bardzo sympatycznie określił ksiądz hospicjum przymiotnikiem „kolorowe”. Istotnie, nabiera swoich barw dzięki różnorodnym działaniom i dzięki wspaniałym ludziom. Opieka nad chorymi i ich rodzinami to główny cel statutowy, ale równolegle podejmujemy bardzo dużo akcji społecznych, by przybliżać działalność hospicyjną, by przełamywać stereotypy, by docierać z informacją i edukacją do nowych osób. Wspomnę tu choćby prowadzoną przez nas od czterech lat kampanię społeczną „Pola Nadziei”, w którą włączają się przedszkola i szkoły wszystkich szczebli. Dzieci i młodzież robią własnoręcznie kartki i prezenty dla wszystkich naszych chorych i darczyńców, przygotowują kiermasze swoich prac artystycznych, organizują koncerty muzyczne, aukcje i festyny.

Szczególnym zainteresowaniem cieszy się już od lat organizowany przez nas „Marsz Nadziei” na znak solidarności z nieuleczalnie chorymi, potrzebującymi opieki. Rzeczywiście barwny marsz kilku tysięcy młodych ludzi z żółtymi żonkilami, kolorowymi balonami, pięknymi transparentami przetacza się ulicami miasta. Jeśli nawet te osoby nie zostaną naszymi aktywnymi wolontariuszami, to mam nadzieję, że przynajmniej będą więcej wiedzieć o opiece hospicyjnej, o nieuleczalnie chorych, będą wrażliwsi na ich potrzeby.

Co zrobić, by smutnych i trudnych doświadczeń hospicyjnych nie przynosić do domu? Czy można w ogóle zdystansować się od tego? Co osobiście Pani daje praca hospicyjna?

Pamiętam pierwsze doświadczenie odejścia chorej w mojej obecności. Nie byłam na to absolutnie przygotowana. Wcześniej nigdy nie myślałam o kresie ostatecznym ani mojego, ani cudzego życia. Był to temat, który zaledwie gdzieś muskał tylko moją świadomość, ale tak naprawdę nie gościł nigdy długo w moich myślach.

Jak widzę z perspektywy czasu, to, że włączyłam się do grupy hospicyjnej od początku jej istnienia, działo się jakby poza mną. Jakby ktoś za mnie decydował i prowadził mnie dosłownie za rękę. Teraz Bogu dziękuję, że pozwolił mi wytrwać w trudnym powołaniu, bo tak odbieram moją posługę hospicyjną. Lata pracy społecznej odmieniły mnie, uczyniły bardziej dojrzałą, świadomą naturalnego scenariusza życia każdego z nas i pozwoliły otwierać się na działanie Boże. Przewartościowałam swoje życie i cenię sobie każdą jego chwilę.

Nie potrafię się całkiem dystansować od doświadczeń hospicyjnych i czasem przychodzę do domu w smutnym nastroju, ale próbuję to wykorzystać we właściwy sposób, dzieląc się przemyśleniami z mężem czy dorosłymi już dziećmi.

Chyba trudno powiedzieć, że hospicjum to tylko miejsce pracy – tworzycie wspólnotę, również w jedności z Bogiem.

To prawda. Jeśli ktoś potraktuje hospicjum tylko jako miejsce pracy, może się liczyć z rychłym przemęczeniem, nawet wypaleniem zawodowym. Trzeba mocno poczuć w sobie powołanie do opieki nad ciężko chorymi, by trwać w tej posłudze dłużej. Z pewnością trudno jest wytrwać osobie bez głębokich fundamentów duchowości chrześcijańskiej, dlatego dbamy o stałą formację: comiesięczne msze wspólnotowe, coroczne rekolekcje dla pracowników i wolontariuszy.

Służymy wszystkim zgłaszającym się do nas pod opiekę, ale rekrutujemy osoby z kręgów osób wierzących. Naszym wzorem jest Matka Teresa z Kalkuty, która stawiała bardzo wysokie wymagania swoim siostrom i one nie miały wątpliwości, że służąc drugiemu, służą samemu Chrystusowi w cierpiącym człowieku.

Plany na przyszłość?

Najnowszym pomysłem, choć w sumie już dość zaawansowanym, jest budowa hospicjum stacjonarnego.

Przed jakimi największymi problemami stajecie dzisiaj?

Dwa lata temu podjęliśmy decyzję o rozszerzeniu opieki domowej o opiekę stacjonarną, całodobową. I proces budowy praktycznie został już rozpoczęty, bo trzeba pamiętać, że aby zapewnić opiekę hospicyjną, nie wystarczy mieć niezbędne środki. Znacznie ważniejszy jest kapitał ludzki i tak rozumiejąc budowę, rozpoczęliśmy ją już bardzo dawno…

Teraz robimy projekt architektoniczny i mocno gromadzimy środki finansowe, głównie z odpisów 1% podatku. Przedsięwzięcie inwestycyjne przekracza możliwości zwykłej organizacji pozarządowej, ale nie tracimy ducha, szukając wsparcia we władzach kościelnych i samorządowych. Liczymy też na powszechną społeczną aprobatę.

Potrzebujemy środków finansowych, ale przede wszystkim potrzebujemy modlitwy. Nie ruszymy do przodu z budową, jeśli nie będziemy mieć wsparcia z góry. Prosimy więc wszystkich ludzi dobrej woli choćby o najkrótszą, byleby gorliwą modlitwę w intencji naszej hospicyjnej wspólnoty.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *