Dwumiesięcznik dla chorych

Chrześcijanin równa się święty

Autor: , opublikowano: 04.09.2018

Chrześcijanin równa się święty

Czym jest świętość na wzór o. Pio, jak poradzić sobie z grzesznością Kościoła, jak przeżyć sakrament pokuty, gdy jesteśmy do niego zrażeni? Na te i inne pytania szukaliśmy odpowiedzi w rozmowie z br. Mateuszem Magierą OFMCap.

Stygmaty, umiejętność czytania w ludzkich sercach, dar bilokacji, zdolność długich, niekończących się modlitw, walki duchowe. To wszystko jest takie niesamowite, budzące podziw. W jaki sposób współczesny człowiek może naśladować o. Pio?

Często patrzymy na o. Pio tylko przez pryzmat cudów, które miały miejsce w jego życiu. A przecież był on chrześcijaninem z krwi i kości, zwykłym człowiekiem, który lubił nawet wypić piwo. Chciał być świętym, to znaczy chciał mieć głęboką relację z Bogiem i o taką świętość zabiegał. Nie pragnął wyniesienia na ołtarze, ale bliskości i zażyłości ze swoim Panem. Był człowiekiem swojego czasu, miał wady, w tym trudny charakter, był szorstki, bezpośredni i czasami działał impulsywnie. Gdy np. przyszedł do niego ubogi, potrafił wysypać całą skarbonę z kościoła i wręczyć mu pieniądze albo zabrać wotum ofiarowane Matce Bożej i oddać potrzebującemu. Możemy sobie tylko wyobrazić, jakie reakcje wywoływało jego zachowanie wśród współbraci w klasztorze… Długi czas zastanawiałem się nad tym, czy nasz Święty jest tylko do podziwiania, czy faktycznie da się go w czymś naśladować. Nie posiadam żadnego spośród wymienionych wyżej darów, ale o. Pio to bez wątpienia człowiek czynu i człowiek miłosierdzia. Dowodem tego są powszechnie znane grupy modlitwy św. o. Pio, czy Dom Ulgi w Cierpieniu w San Giovanni Rotondo.

 

Na czym zatem ma polegać świętość? Przecież to normlany stan chrześcijanina, katolika, a niejednokrotnie potrafimy się obruszyć, gdy ktoś nazywa nas świętymi!

Świętość to stawanie w prawdzie o sobie, w pokorze. Ojciec Pio dużo pracował nad sobą, ale też wiedział, że pewnych rzeczy nie da się zmienić. W pracy nad sobą trzeba być trochę jak skoczek w skoku o tyczce. Ustawiamy poprzeczkę na takim poziomie, który będzie możliwy do pokonania, bo jeśli będzie za niski lub za wysoki, to odniesiemy porażkę. Mając świadomość swoich wad, nie powinniśmy się nimi chwalić, zgadzając się na nie, a innych zmuszać, aby je zaakceptowali. Musimy brać odpowiedzialność za swoje postępowanie i tak stawać się lepszymi.

Niestety, nasza wizja świętych często odbiega od prozy życia. Niektórzy autorzy piszą, że święci już się takimi urodzili: pościli jako niemowlęta, nigdy nie używali wulgaryzmów, nic złego nie zrobili, nie popełniali błędów… Święty to zwykły człowiek borykający się z tymi samymi problemami co my, z tą różnicą, że otwiera się na Boga, daje mu pierwszeństwo i dzięki temu zaczyna się zmieniać.

Świętość to konkretne działanie z miłości, to zwykłe, codzienne dzieła względem swoich najbliższych, ale też te większe, które narodziły się z małych rzeczy.

Oczywiście, z małego gestu zrodziły się grupy modlitwy św. o. Pio. Gdy Papież Pius XII w czasie II Wojny Światowej wzywał do modlitwy o pokój i zgodę na świecie, o. Pio odpowiedział na ten apel bardzo spontanicznie i prosił o modlitwę ludzi, którzy gromadzili się wokół niego. Tak zwyczajnie, nie powołując żadnych struktur, nie określając zasad, po prostu prosił ludzi o modlitwę, aby oni także odpowiedzieli na apel ojca świętego. Gdy z biegiem lat liczba osób pragnących wspólnie się modlić znacząco się powiększyła, o. Pio objął ich troską duszpasterską. Natomiast gdy zakończyła się wojna, we Włoszech wielu ludzi cierpiało z powodu biedy, chorób i powojennych szkód. Pomoc medyczna była dostępna dla niewielkiej grupy społecznej, oczywiście tej zamożniejszej. Ojciec Pio widząc to, postanowił zbudować szpital, ale nie byle jaki. Chciał zbudować taki, który będzie najlepszy i najnowocześniejszy. Miał być na najwyższym poziomie, gdyż miał służyć ubogim i cierpiącym. Zaczął zbierać pieniądze, rozpoczęła się budowa i w 1956 roku został otwarty największy i najbardziej nowoczesny szpital w całym kraju. Do dziś jest jedną z pierwszych placówek, w której wprowadza się najnowsze metody leczenia i najlepszy sprzęt. Ojciec Pio zawsze twierdził, że było to dzieło Boże i nie chciał, aby zostało nazwane jego imieniem. Niejednokrotnie odwiedzał chorych w szpitalu, spotykał się z nimi, spowiadał, modlił się i rozmawiał. Ten szpital to konkret, który pozostał po jego życiu, owoc, który wyłonił się z jego świętości.

Na podstawie tego, co Brat mówi, można wywnioskować, że świętość w wydaniu o. Pio to prawdziwa miłość bliźniego i zasłuchanie w głos Kościoła. Jak to jest z tym Kościołem, pełnym dobroci, ale też grzechu i niesprawiedliwości?

Niektóre ruchy religijne chwalą się tym, że u nich nie ma żadnych problemów na przykład w kwestii nadużyć seksualnych czy defraudacji finansowych. Owszem, jest tak, gdyż w momencie pojawienia się problemu, członek wspólnoty, który dopuścił się przewinienia, zostaje z niej natychmiast wyrzucony. W odróżnieniu od tych ruchów Kościół to związek świętych i grzeszników. W naszej wspólnocie Kościoła zachwyca mnie to, że nikogo nie odrzucamy. W sytuacji, w której pojawia się grzech w postępowaniu któregoś z członków wspólnoty, my nie mówimy: „Wynoś się stąd, nie chcemy cię pośród nas”. Owszem, nazywamy grzech po imieniu, jednak nikogo nie odrzucamy, a wskazujemy drogę nawrócenia. Postępujemy według nauczania Jezusa, przebaczając siedemdziesiąt siedem razy, gdy tylko ktoś o to prosi. W Kościele jest miejsce dla grzeszników, ale nie dla grzechu. Skoro jest miejsce dla grzeszników, dzieci Kościoła cierpią z powodu grzeszności.

Ojciec Pio był także skrzywdzony przez wielu ludzi Kościoła…

Wielu mu zazdrościło popularności, wśród nich także kapłani. Aczkolwiek on sam nigdy nie złorzeczył, wręcz przeciwnie, wzmagał swoje modlitwy za tych, którzy byli przeciwko niemu.

Czy posłuszeństwo kapłanów lub kogokolwiek w Kościele swoim przełożonym może być dla nas, ludzi wierzących, znakiem, że posługa tych osób podoba się Panu Bogu?

W całym życiu o. Pio widzimy jego posłuszeństwo Kościołowi. Otrzymywał przecież różnego rodzaju zakazy – zakaz spowiadania, odprawiania publicznie Mszy Świętej, spotykania się z ludźmi- był jednak zawsze posłuszny. Nie uprawiał publicznej krytyki, nie wychodził na zewnątrz Kościoła, aby tam głosić swoje „mądrości”. Niestety, dziś wielu kapłanów otrzymując jakiś zakaz, żali się publicznie, że zostali skrzywdzeni. Wierność Kościołowi jest cechą świętych.

Niejednokrotnie wierni się skarżą, że w sakramencie pokuty zostali niewysłuchani, źle potraktowani, jak wtedy mają się zachować?

Byłoby naprawdę pięknie, gdyby człowiek przychodząc do sakramentu pokuty i pojednania, miał świadomość, że spotyka się z Jezusem Miłosiernym. Pomimo tego, że czasem narzędzie, którym Bóg się posługuje, nie działa tak, jak powinno, to Bóg i tak może się nim posłużyć, docierając do serca człowieka. To pytanie, to wezwanie do nas kapłanów, abyśmy upodabniali się jeszcze bardziej do Chrystusa. Z drugiej strony penitenci też powinni pamiętać, że kapłan w konfesjonale czasem działa jak dentysta, który lecząc, zadaje człowiekowi ból, aby oczyścić zęba z próchnicy i założyć plombę. Gdyby nie proces oczyszczania, czasem dogłębnego, plomba nic by nie dała. Z zewnątrz wszystko wyglądałoby pięknie, jednak choroba nadal niszczyłaby od wewnątrz. Czasem spowiednik musi trochę „poborować” w duszy, zanim założy „plombę miłosierdzia”.

Czy spowiedź jest miejscem na naszą wyobraźnię?

Mamy różne obrazy Boga, które narastają w nas przez całe życie. W pewnym momencie może się okazać, że wierzymy w boga, którego nie ma, którego sami sobie ulepiliśmy z naszych wyobrażeń. Gdy będziemy kontemplowali prawdziwe oblicze naszego Boga w Piśmie Świętym, Tradycji, w Kościele, przybliżymy się do Niego, a nasze spowiedzi staną się bardziej owocne.

Czy jakiś grzech może nas definitywnie oddzielić od Boga?

Wyobraźmy sobie dziecko, które podczas beztroskich zabaw wpada do studzienki kanalizacyjnej. Czy jego rodzice widząc to, zostawią je samemu sobie, aby zginęło? Czy powiedzą sobie: „Ale tam jest smród, a nasze dziecko jest tak brudne, że nawet go nie dotknę”? Oczywiste jest, że nie! Oni zrobią wszystko, żeby mu pomóc! Pod warstwą cuchnącego brudu będą nadal widzieć swojego ukochanego syna czy córkę. Dokładnie tak samo postępuje z nami Bóg, gdy wpadamy w „szambo” grzechu – On chce nas z niego uratować. Nieustannie przecież pomimo brudu widzi w nas swoje ukochane dzieci. Z takim obrazem Boga warto chodzić do spowiedzi! Co więcej, Bóg jest większy w swojej miłości i miłosierdziu, niż potrafimy to sobie wyobrazić.

Życzymy sobie wspólnie, aby takie spojrzenie na naszego Stwórcę uwalniało nas od lęku przed spowiedzią. Proszę Brata, już na koniec chciałem zapytać, jak cierpiał o. Pio?

Chorował już od samej młodości, w wieku 6 lat nabawił się zapalenia żołądka, cierpiał na dur brzuszny, choroby płuc, śmiertelnie wysokie gorączki, bóle zatok itd. Cierpiał z powodu zwykłych chorób, ale także z powodu nadprzyrodzonego daru stygmatów. Doświadczał w nich męki Chrystusa. Nigdy też nie zwalniał się z powodu swoich dolegliwości ze zwyczajnych obowiązków klasztornych. Nie zamykał się w celi, aby samotnie cierpieć, wręcz przeciwnie, on wchodził świadomie w to cierpienie, przyjmował je. Było to dla niego uciążliwością, ale postrzegał to wszystko jako wyjątkową łaskę, w której mógł cierpieć z Jezusem dla zbawienia człowieka. Ojciec Pio jest dowodem na to, że pokornie przyjęte i zaakceptowane cierpienie, gdy tylko zostanie odniesione do Jezusa Chrystusa, może prowadzić do wielkiej świętości.

Bóg zapłać za rozmowę.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *