Dwumiesięcznik dla chorych

Cierpiący ratują świat!

Autor: , opublikowano: 11.02.2013

Cierpiący ratują świat!

Zakład Opiekuńczo-Leczniczy im. Świętej Siostry Faustyny Kowalskiej w Rabie Wyżnej istnieje od 12 lat. Od początku jego istnienia posługują w nim siostry zakonne ze Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu. Celem i misją ośrodka jest niesienie pomocy osobom chorym, cierpiącym i niepełnosprawnym. Z s. Natalią i s. Bogusławą oraz ich podopiecznymi – Moniką i Jolą rozmawia kl. Michał Tomaka SCJ.

Na czym polega posługa w tym miejscu?

Siostra Natalia: Nasza praca to 24 godziny na dobę spędzane z chorymi pod jednym dachem. Aby ośrodek mógł funkcjonować, zajmujemy się sprawami administracyjnymi, a jedna z sióstr pełni posługę pielęgniarską. Jednak naszą zasadniczą misją jest to, aby to miejsce było domem – takim, w jakim żyła Najświętsza Rodzina z Nazaretu.

Jak wyobrażała sobie siostra swoją posługę wśród chorych?

Siostra Natalia: Kiedy byłam dzieckiem i zachorowała moja mama, to za wszelką cenę chciałam jej pomóc i myślałam, że wszystkim chorym i niepełnosprawnym trzeba pomagać i tylko pomagać, że to takie oczywiste, humanitarne. Dziś wiem, że ludzie chorzy potrzebują przede wszystkim miłości, potrzebują kogoś, kto przy nich będzie. Niekoniecznie to jest ten człowiek, który wszystko dla nich zrobi. Oni potrzebują kogoś, kto w ich twarzach dostrzeże cierpiącego Chrystusa. Potrzebują kogoś, kto się do nich uśmiechnie, kto otrze ich łzę, kto ich wysłucha, potrzyma za rękę, pogłaszcze po policzku. Potrzebują kogoś, kto będzie im towarzyszył w tym, co dla nich piękne i radosne, oraz w tym, co jest trudne.

A co jest dla siostry trudne?

Siostra Natalia: Praca z chorymi bardziej wymaga zaangażowania mojego serca niż rąk czy nóg. Dać komuś serce, to dać siebie całego, tak jak Chrystus dał się nam cały. I to jest trudne!

Czy każdy jednakowo radzi sobie z cierpieniem, chorobą?

Siostra Natalia: Są osoby chore od urodzenia i takie, które cierpienie dotknęło w pewnym momencie ich życia: nagła choroba, wypadek. Każdy człowiek chorobę czy cierpienie przyjmuje inaczej, począwszy od negacji i buntu, przez obwinianie wszystkich wokoło – włącznie z Panem Bogiem, a skończywszy na przyjęciu cierpienia i łączeniu go z cierpieniem Chrystusa.

Siostra Bogusława: Monika ma 47 lat, choruje od urodzenia na dziecięce porażenie mózgowe, porusza się na wózku inwalidzkim, jest całkowicie zdana na pomoc i opiekę innych.

Monika: Pod pewnym względem jestem w łatwiejszej sytuacji, gdyż brak fizycznej sprawności nie jest dla mnie stratą tylko sytuacją, którą znam od zawsze, nie znam innej.

Siostra Bogusława: Jola ma 50 lat, choruje na dystrofię od dziewiątego roku życia, obecnie porusza się na wózku inwalidzkim i jest zależna od innych osób.

Jola: Łatwiej jest mi zaakceptować chorobę niż sytuację rodzinną, w której z nią żyję. Choroba ogranicza mnie tylko z samej definicji i tak musi po prostu być. A tymczasem ciężko jest mi zrozumieć, że ktoś najbliższy – moja mama – potrafi wykorzystać to ograniczenie dla własnych celów, i to jest dla mnie najtrudniejsze. Mama nie akceptuje mnie taką, jaką jestem; nie wierzy w istnienie choroby ani w to, że nie daję rady chodzić, wręcz przeciwnie – oczekuje ode mnie pełnej sprawności.

rozmowa-Wstan_145_1c

Czyli rodzina ma znaczenie dla cierpiących?

Siostra Bogusława: Jako siostry żyjące charyzmatem Najświętszej Rodziny z Nazaretu wiemy, jak wiele zależy od rodziny i ludzi, z którymi żyje się na co dzień. Kochająca, otaczająca troską rodzina jest dla chorych i niepełnosprawnych ogromnym wsparciem i pomocą. Ale spotykamy w swojej pracy i takie osoby, które tej pomocy nie otrzymują. A przecież każdy chciałby usłyszeć: „Kocham cię taką, jaką jesteś!”, „Dobrze, że jesteś!”, a nie spotykać się tylko ze spojrzeniem wyrażającym litość i współczucie… i nic więcej.

Jak widzą siebie chorzy, a jak postrzegają ich osoby zdrowe?

Siostra Natalia: My, zdrowi, boimy się ludzi chorych i niepełnosprawnych. Niejednokrotnie nie wiemy, jak do nich podejść, jak się zachować. Wynika to często z braku kontaktu z takimi osobami, z lęku o siebie.

Monika: Najgorsze jest to, gdy mówią o tobie ponad tobą; rozmawiają z opiekunem, a nie z chorym. Chciałabym, aby choroba nie determinowała patrzenia na mnie od zewnątrz.

Zatem potrzebujemy siebie nawzajem?

Siostra Natalia: Paradoksem jest to, że my, zdrowi, potrzebujemy osób chorych nie mniej niż one nas. To przede wszystkim my możemy wyjątkowo dużo zaczerpnąć z bogactwa ich cierpienia i życiowego doświadczenia, z owoców ich modlitwy i ofiary. Chory człowiek uczy nas wdzięczności za najdrobniejszy gest dobroci, wrażliwości na otaczające piękno, zachwytu nad małymi i pozornie banalnymi rzeczami, a także cierpliwości i życia chwilą obecną.

Cierpienie wiele w życiu zmienia. Czy zmienia się również relacja z Bogiem?

Siostra Natalia: Choroba zmienia zupełnie perspektywę patrzenia na wiele spraw. Większość osób podkreśla ogromną, choć przecież niewidzialną pomoc, jaką otrzymują poprzez sakramenty i modlitwę. W Eucharystii sprawowanej codziennie w naszej kaplicy uczestniczą w pełni niemalże wszyscy pacjenci. Patrząc na ludzi modlących się, dostrzegam w niejednych oczach głębokie zaufanie do Pana Boga i głębię modlitwy, w innych zaś prośbę, tęsknotę i nadzieję na to, aby nie było gorzej, aby był ktoś, kto zawsze im pomoże, aby nie zostali sami. Piękne jest to, że wiele osób chorych i niepełnosprawnych powierza się Jezusowi bez reszty, wierząc, że On z ich cierpienia wyprowadzi dobro, zbawia świat.

Monika: Sakramenty są dla mnie źródłem siły, zwłaszcza w kryzysowych momentach, trudnych sytuacjach. One wzmacniają mnie duchowo. Szczególnie bez Eucharystii i sakramentu namaszczenia chorych ciężko byłoby mi przetrwać. Cierpienie samo w sobie jest dla mnie pozbawione sensu, czasem traktuję je nawet jak zło konieczne, ale wszystko zmienia się, gdy patrzę na nie przez pryzmat wiary w Jezusa Chrystusa. W obliczu Jego cierpienia zmienia się moje postrzeganie choroby i niesprawności. A kiedy nie potrafię się już modlić i brakuje mi siły, powtarzam słowa z piosenki Edyty Geppert: „Lecz czemu mnie do raju bram prowadzisz drogą taką krętą i czemu wciąż doświadczasz tak, jak gdybyś chciał uczynić świętą.

rozmowa-Wstan_145_1b

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *