Dwumiesięcznik dla chorych

Daję się prowadzić Duchowi Świętemu

Autor: , opublikowano: 07.11.2016

Daję się prowadzić Duchowi Świętemu

Z ks. Jackiem Kubicą, sercaninem pracującym w Szwajcarii rozmawia ks. Piotr Chmielecki SCJ z Sekretariatu Misji Zagranicznych Księży Sercanów.

Na początek takie „tradycyjne” pytanie do Księdza pracującego poza granicami Polski. Jaka jest historia tego, że posługuje Ksiądz obecnie w Szwajcarii?

Najpierw zostałem wysłany przez księdza prowincjała do Austrii. Tam, po kilku latach mojego pobytu, sercanie przeprowadzili reorganizację miejsc zamieszkania i pracy. Ja miałem wówczas zostać proboszczem. W tym właśnie czasie zadzwonił do mnie ksiądz prowincjał Józef Gaweł SCJ z propozycją, abym pojechał na zastępstwo do Szwajcarii. Odpowiedziałem pozytywnie na jego pomysł. Miałem pojechać na rok. Po dwóch miesiącach mojej pracy w Szwajcarii ponownie zadzwonił do mnie prowincjał, sugerując, abym pozostał w tym państwie ze względu na trzech innych sercanów, który już tam pracowali. Nie zgodziłem się od razu… Poprosiłem o kolejny telefon za miesiąc. Pierwszą rzeczą, jaką wtedy zrobiłem z myślą o moim dłuższym zamieszkaniu w Szwajcarii, była „pielgrzymka” po kościołach, aby przyjrzeć się, a bardziej przysłuchać temu, w jakim języku księża prowadzą modlitwę. Ludzie tutaj „lubują się” w dialekcie szwajcarskim (języka niemieckiego), nawet w radio i telewizji jest on używany. Przyznam, że właśnie tego się bałem, że liturgia jest też taka „lokalna”. Okazało się jednak, że liturgia i kazania są w klasycznym języku niemieckim. Po tej próbie wiedziałem, że mogę zostać w Szwajcarii.

W Szwajcarii widać duże zaangażowanie – rolę świeckich w życiu parafii. Jakie są różnice w tym względzie pomiędzy Szwajcarią a Polską?

Tu jest zupełnie inna struktura Kościoła niż w Polsce. Przede wszystkim parafia jest pracodawcą dla księdza, wręcz go sobie wybiera. Kiedy w parafii nie ma księdza, bo np. zmarł, to zostaje wystawiona oferta na zatrudnienie nowego kapłana. Trzeba mieć oczywiście od biskupa misję kanoniczną, ale cała reszta to już rodzaj umowy pomiędzy księdzem a radą parafialną.

Tutaj rada parafialna jest odpowiedzialna za wszystkie sprawy administracyjne takie jak: biuro parafialne, remonty kościoła, zarządzanie cmentarzem. Ksiądz jest „tylko” od duszpasterstwa: sprawowania sakramentów, głoszenia słowa Bożego, przewodniczenia liturgii, umacniania ludzi w wierze.

W Kościele w Szwajcarii ważną rolę odgrywają również lektorzy oraz nadzwyczajni szafarze Komunii Świętej. Tyle tylko, że jeśli w parafii jest np. czterech lektorów, to służba (czytanie) wypada im raz w miesiącu, wtedy taki lektor przyjdzie na Mszę Świętą tylko w tę niedzielę, w którą ma posługę. W inne nie przychodzi do kościoła… Trzeba powiedzieć też, że tu się za wszystko płaci. Nie zawsze w formie bezpośrednio materialnej, ale np. dla wspomnianych lektorów czy szafarzy parafia organizuje obiad czy wycieczkę. Panuje zasada, że „nie ma nic za darmo”.

A skąd się biorą na te wszystkie potrzeby pieniądze? Z tego co zauważyłem,  na tacę rzucają „grosze”…

Przede wszystkim Szwajcarzy płacą podatek na rzecz Kościoła. Nie jest on jednak przekazywany bezpośrednio dla Kościoła, a pośrednikiem – dystrybutorem tych pieniędzy jest organizacja, która nazywa się Landeskireche. To też powoduje uzależnienie Kościoła od „woli” świeckich… Z tego funduszu wynagrodzenie otrzymują księża oraz finansowane są remonty kościołów.

Moją uwagę zwróciły cmentarze, a raczej groby, które są w bezpośredniej bliskości kościołów, otaczają je. To wygląda tak, jakby wspólnota parafialna cały czas była ze sobą…

Mnie również się to bardzo podoba – ołtarz, tabernakulum, Eucharystia są w centrum i „promieniują” również na zamarłych. Szwajcarzy dużo chętniej przychodzą odwiedzić zmarłego na cmentarzu niż na niedzielną Mszę Świętą. Podoba mi się również to, że nie ma tu wielkich pomników, tylko są po prostu groby, na których często rosną piękne kwiaty. Nad grobami znajdują się ozdobne krzyże lub kamienie, ale rzadko się zdarza, żeby były identyczne, co też dodaje piękna tym miejscom.

Z kolei nie podoba mi się to, że po Mszy Świętej ludzie nie zostają nawet na chwilę na dziękczynienie w kościele. Ale przynajmniej… idą na cmentarz pomodlić się przy grobach swoich bliskich zmarłych.

Zauważyłem również, że zdecydowanie więcej ludzi jest na niedzielnej Mszy Świętej, kiedy jest ona celebrowana za kogoś w rocznicę śmierci. Młodych ludzi w kościele widziałem tylko przy takiej okazji… Czy śmierć to jest naczelny „motyw”, który przyprowadza tutejszych katolików do kościoła, do Boga?

Niestety tak. Ciągle próbuję zachęcać ludzi, aby nie tylko zamawiali Msze Święte z okazji rocznicy śmierci, ale też dla takich okazji jak urodziny, operacja, narodziny dziecka, egzamin, jednak bez większych rezultatów.

Próbuję szukać też nowych form pobożności – modlitwy, aby ludzi do kościoła i do modlitwy zaprosić, zachęcić. Niedawno temu wprowadziłem nabożeństwa o uzdrowienie i uwolnienie. Przychodzi na nie bardzo dużo ludzi, co pokazuje, że szukają oni łaski zdrowia nie tylko u lekarzy, ale też i u Boga, że jest w nich taka potrzeba, pragnienie.

Po święceniach pracował ksiądz w Chorwacji, potem była Austria, teraz Szwajcaria. Jakieś plany na przyszłość? Może jeszcze posługa w jakimś innym kraju?

Nie wiem… Daję się prowadzić Duchowi Świętemu. Niedawno nasz ojciec generał rozesłał list z prośbą, aby składać „deklaracje gotowości misyjnej”. Zastanawiam się, czy takiej nie napisać… Po święceniach kapłańskich składałem podanie o pracę na Białorusi, a tymczasem jestem w Szwajcarii. Dlatego nie mam własnych planów i pomysłów na dalsze życie.

Dziękuję za rozmowę.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *