Dwumiesięcznik dla chorych

Długa noc Jakuba

Autor: , opublikowano: 18.10.2012

Długa noc Jakuba

W czasie jednej z ubiegłorocznych audiencji generalnych papież Benedykt XVI podjął się wyjaśnienia jednego z trudniejszych fragmentów Księgi Rodzaju, który dotyczy wewnętrznej walki jaką Jakub toczy w czasie snu.

.

Dziś chciałbym rozważyć razem z wami urywek Księgi Rodzaju, który opowiada dość szczególny epizod z historii patriarchy Jakuba. Interpretacja tego fragmentu (Rdz 32,25-32 – przyp. red.) (…) jest niełatwa, ale ma on istotne znaczenie dla naszego życia wiary i modlitwy, a opowiada o walce z Bogiem przy brodzie potoku Jabbok.

Jak zapewne pamiętacie, Jakub odebrał swojemu bratu Ezawowi prawo pierworództwa w zamian za talerz soczewicy, a potem podstępnie zdobył błogosławieństwo ich ojca Izaaka, który był już bardzo stary, wykorzystując jego ślepotę. Uszedł przed gniewem Ezawa i schronił się u swojego krewnego Labana; ożenił się, wzbogacił i wracał właśnie, po podjęciu pewnych środków ostrożności, do rodzinnej ziemi, gotowy na spotkanie z bratem. Kiedy jednak wszystko było przygotowane do tego spotkania, kiedy towarzyszący mu ludzie pokonali bród potoku, wyznaczającego granicę terytorium Ezawa, Jakub, który pozostał sam, został nagle zaatakowany przez nieznajomego i walczył z nim przez całą noc. Ta właśnie walka wręcz – której opis znajdujemy w 32. rozdziale Księgi Rodzaju – staje się dla niego szczególnym doświadczeniem Boga.

Noc jest czasem sprzyjającym działaniu w ukryciu, a zatem najlepszym momentem dla Jakuba, żeby mógł wejść niezauważenie na terytorium brata, łudząc się być może, iż uda mu się zaskoczyć Ezawa. Tymczasem to on zostaje niespodziewanie zaatakowany, na co nie był przygotowany. Posłużył się podstępem, by uniknąć niebezpieczeństwa, myślał, że zdoła nad wszystkim zapanować, a tymczasem przychodzi mu stoczyć tajemniczą walkę, samotnie i bez możliwości zorganizowania odpowiedniej obrony. (…) Tekst nie mówi, kim jest napastnik; używa hebrajskiego wyrażenia, które ogólnikowo oznacza jakiegoś „człowieka”, „kogoś, tamtego”; jest to zatem definicja mglista, nieokreślona, która celowo utrzymuje tożsamość napastnika w tajemnicy. Jest ciemno, Jakub nie jest w stanie zobaczyć wyraźnie swojego przeciwnika, a pozostaje on nieznany również czytelnikowi, nam; ktoś przeciwstawia się patriarsze, i jest to jedyna pewna informacja podana przez narratora. Dopiero na końcu, kiedy walka zostanie zakończona i ów „ktoś” zniknie, Jakub nazwie go i będzie mógł powiedzieć, że walczył z Bogiem.

Epizod rozgrywa się zatem w ciemnościach i trudno jest nie tylko zorientować się, kto jest napastnikiem Jakuba, ale i co do tego, jak przebiega walka. (…) Na początku wydaje się bowiem, że Jakub jest silniejszy, a przeciwnik – mówi tekst – „nie może go pokonać” (Rdz 32,26); jednakże zadaje on Jakubowi cios w staw biodrowy i powoduje jego zwichnięcie. Można by zatem pomyśleć, że Jakub powinien ulec, a tymczasem to ten drugi prosi go, by go puścił; patriarcha odmawia, ale stawia warunek: „Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz!” (Rdz 32,27). Ten, który podstępem pozbawił brata błogosławieństwa należnego synowi pierworodnemu, domaga się go teraz od nieznajomego, w którym być może zaczyna dostrzegać cechy boskie, ale nie może go jeszcze naprawdę rozpoznać.

Rywal, który – jak się wydawało – został zatrzymany, a zatem pokonany przez Jakuba, zamiast spełnić żądanie patriarchy, pyta go o imię: „Jakie masz imię?”. Patriarcha odpowiada: „Jakub” (Rdz 32,28). I tu następuje istotny zwrot w walce. Poznanie czyjegoś imienia wiąże się bowiem z pewną władzą nad tą osobą, ponieważ według mentalności biblijnej imię zawiera najgłębszą istotę jednostki, odsłania jej tajemnicę i przeznaczenie. Poznanie imienia oznacza zatem poznanie prawdy o drugim, a to pozwala nad nim zapanować. Kiedy zatem na pytanie nieznajomego Jakub wyjawia swoje imię, oddaje się w ręce swojego przeciwnika, jest to forma kapitulacji, całkowitego oddania się drugiemu.

Jednakże poddając się, Jakub również, paradoksalnie, staje się zwycięzcą, ponieważ otrzymuje nowe imię, a także zostaje uznane jego zwycięstwo przez przeciwnika, który mówi: „Odtąd nie będziesz się zwał Jakub, lecz Izrael, bo walczyłeś z Bogiem i z ludźmi i zwyciężyłeś” (Rdz 32,29). (…) Oto zatem w walce patriarcha wyznaje swojemu przeciwnikowi, poprzez gest poddania się i kapitulacji, że jest oszustem, uzurpatorem; ale ten drugi, którym jest Bóg, przemienia tę negatywną rzeczywistość w pozytywną: Jakub, oszust, staje się Izraelem, otrzymuje nowe imię, które oznacza nową tożsamość. Również w opowiadaniu zachowana jest jednak celowa dwuznaczność, bo najbardziej prawdopodobnym znaczeniem imienia Izrael jest: „Bóg jest potężny, Bóg zwycięża”.

Jakub uzyskał zatem przewagę, zwyciężył – przyznaje to sam przeciwnik – ale jego nowa tożsamość, jaką otrzymał od tegoż przeciwnika, potwierdza i zaświadcza, że zwyciężył Bóg. Kiedy z kolei Jakub pyta o imię przeciwnika, ten odmawia odpowiedzi, ale objawia się przez jednoznaczny gest, udzielając mu błogosławieństwa. Patriarcha otrzymuje wówczas błogosławieństwo, o które prosił na początku walki. A nie jest to błogosławieństwo zdobyte podstępnie, ale dane bezinteresownie przez Boga, a Jakub może je otrzymać, ponieważ teraz, bezbronny, bez zabezpieczeń, bez oszustw i podstępów, sam poddaje się, przestaje walczyć i wyznaje prawdę o sobie.

(…) Drodzy bracia i siostry, całe nasze życie jest jak ta długa noc walki i modlitwy; winno wypełniać je pragnienie Bożego błogosławieństwa i proszenie o nie; nie może być ono bowiem wyrwane czy zdobyte własnymi siłami, musi być z pokorą przyjęte od Niego, jako niezasłużony dar, który pozwala na koniec rozpoznać oblicze Pana. Kiedy do tego dochodzi, zmienia się cała nasza rzeczywistość, otrzymujemy nowe imię i błogosławieństwo od Boga.

Audiencja generalna, 25 maja 2011 roku.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *