Dwumiesięcznik dla chorych

Finlandia – misja w Europie

Autor: , opublikowano: 07.03.2017

Finlandia – misja w Europie

 

Z ks. Robertem Gallą SCJ, misjonarzem w Finlandii, rozmawia kl. Wojciech Bochenek SCJ.

Jakie były początki sercańskich misji w Finlandii?

Po reformacji w XVI wieku katolicyzm odrodził się na bazie duszpasterstwa żołnierzy z armii carskiej, która opanowała tereny Finlandii. W swoich szeregach miała także katolików. W XIX wieku powstał kościół garnizonowy, który obecnie jest katedrą. Oprócz żołnierzy byli tam także emigranci pracujący w fabrykach oraz kupcy. Była to ciągle bardzo mała grupa. Od tego zaczął się Kościół w Finlandii. W 1954 roku erygowano diecezję, chociaż do tej pory nie jest to Kościół samowystarczalny ani pod względem materialnym, ani powołaniowym. Częściowo jesteśmy utrzymywani przez fundacje niemieckie. Już w 1907 roku o. Dehon, który wcześniej był w Finlandii, wysłał pierwszych misjonarzy z Holandii, jest to więc już długa obecność w tym państwie.

Jak wygląda obecna sytuacja Kościoła w Finlandii? Czy to nadal głównie przybysze spoza kraju, czy też ich potomkowie?

Trudno powiedzieć, co by było z Kościołem katolickim, gdyby nie emigranci. Są kłopoty z przekazywaniem wiary, takim międzypokoleniowym. Przykładowo, przyjeżdżają emigranci, wierzący, praktykujący katolicy, ich dzieci podlegają już bardzo mocno wpływom sekularyzmu, a bardzo często zdarza się, że dzieci tych dzieci, czyli trzecie pokolenie, są już nieochrzczone. Sekularyzm doprowadza do bardzo dużych zmian w mentalności oraz w sposobie przeżywania i praktykowania wiary. Obecnie Kościół katolicki w Finlandii, liczącej trochę ponad 5 mln mieszkańców, ma ok. 14 tys. zarejestrowanych członków, z tym że wielu z nich jest tam ze względu na pracę, także Polaków. Od około 5-6 lat liczba katolików niefińskojęzycznych przewyższa liczbę fińskich. Finowie z dziada pradziada stanowią więc mniejszość.

Czyli można powiedzieć – Kościół multi-kulti?

Bardzo multi-kulti, ale ja wolę określenie bardzo katolicki, czyli powszechny. Przykładowo moja parafia Wniebowzięcia Matki Bożej w Helsinkach liczy ok 3,8 tys. wiernych. Proszę zgadnąć, ile narodowości?

Przypuszczam, że ponad pięćdziesiąt…

Siedemdziesiąt osiem! I to nie jest rekord. Gdyby sprawdzić to w skali całej diecezji, tych narodowości będzie więcej. Ja nazywam to „misje light”, bo można pracować z każdym narodem, z którym się chce i nawet nie trzeba wyjeżdżać.

Czy ta wielokulturowość prowokuje misjonarzy do dialogu międzyreligijnego?

Tak na dobrą sprawę i uczciwie mówiąc, my nie mamy za dużo kontaktu z innymi religiami. Działamy jednak w ramach ruchu ekumenicznego z chrześcijanami innych wyznań.

Czy my jako sercanie jesteśmy tam potrzebni?

Jako sercanie absolutnie mamy tam misję. Częściowo bierze się to z faktu reewangelizacji, której wymaga zsekularyzowane społeczeństwo. To bardzo głęboki proces, ale po tylu latach złagodniałem w swoich ocenach, może bardziej pokochałem i dlatego nie jestem taki krytyczny. Coś w tym jest, że Finlandia jest obecnie krajem postchrześcijańskim. U progu swojej drogi kapłańskiej w Polsce mogłem zauważyć pewne procesy, które się zaczynają, a w Finlandii widziałem skutek i efekt tych procesów. To nie jest pocieszające, to nie jest pozytywne, ale tym większym jest dla nas wyzwaniem. Reewangelizacja, czyli głoszenie na nowo Chrystusa, jest tam konieczna.

Po drugie istotna jest nasza specyficzność sercańska. Ten kraj i ci ludzie potrzebują ciągle głoszenia Bożej miłości. Wiąże się to z całą religią i duchowością luterańską, w której Bóg, sprawiedliwy i groźny Sędzia jest na pierwszym miejscu, a Bóg, który jest miłością jest prawie nieznany. Z pewnością nie zabraknie nam pracy.

Jak Ksiądz zachęci innych do bycia misjonarzami?

Jeśli odkryje się miłość, to z tą prawdą nie można zostać samemu, chce się nią dzielić – to chyba wszystko.

 

 

 

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *