Dwumiesięcznik dla chorych

Idź w stronę Słońca

Autor: , opublikowano: 24.12.2014

Idź w stronę Słońca

„Nim nadejdzie święta noc, aby pokój ludziom dać, śpiewajmy Mu, On Panem jest” – takimi słowami rozbrzmiewa jedna z adwentowych pieśni i nimi chcę rozpocząć ten tekst pisany z myślą o tych, którzy wciąż czekają na to życiodajne spotkanie. Chcę podzielić się prawdą i nadzieją, że w każdej chwili, kiedy podejmujemy decyzję o przyjęciu Boga jako Pana każdej sytuacji, to zawsze wtedy rozpoczyna się cud Bożego narodzenia. Bóg codziennie chce przychodzić, rodzić się, obdarowywać coraz większym dobrem, wolnością, radością, pokojem, miłością.

Nie lękaj się

Pewnego wieczoru, kiedy wróciłam do rodzinnego domu, zobaczyłam na stole nową książkę. Był to Dzienniczek św. Faustyny Kowalskiej, który mama kupiła podczas misji. Pragnę podzielić się fragmentem, który wówczas otworzyłam, a potem zapisałam głęboko w sercu: „Córko Moja, niech cię nic nie przeraża, ani miesza, zachowuj głęboki spokój, wszystko jest w ręku Moim, dam ci zrozumienie wszystkiego (…)” (nr 219).

Do wyrzekania się postawy lęku i formowania zaufania nawoływał też Bóg w czasie drogi do Taizé. Jechaliśmy wśród Alp; piękne zapewne, ale nie było ich widać, ponieważ podróż odbywała się nocą. Strasznie trudna jest świadomość, że w ciemności nie widać piękna. Nie pomagają ludzkie sposoby wyostrzania wzroku czy przyświecania za pomocą latarek. Bardzo smutne jest trwanie w tej ciemności, ono powoduje coraz większą tęsknotę za jasnością, za ujrzeniem piękna, za poczuciem bezpieczeństwa. Nie można tkwić w ciemności.

Podczas modlitw w Taizé towarzyszyła nam grupa osób niedosłyszących. Niezwykle ubogacające były dla mnie rozmowy z tymi ludźmi. Czasem słyszeli więcej niż my, pełnosprawni. Niesłyszący Paweł na porannej modlitwie powiedział: „Usiądę obok ciebie, żeby wiedzieć, gdzie jestem”. Chodziło o pomoc we wskazaniu w śpiewniku, jaka modlitwa lub pieśń teraz rozbrzmiewa, by przynajmniej duchem mógł się włączyć. Pomyślałam, że też tak powinniśmy mówić do Boga: „Usiądę obok Ciebie, żeby wiedzieć, gdzie jestem, a nawet więcej – żeby wiedzieć, gdzie idę, co jest moim pragnieniem, co da mi szczęście”. Tylko tak odkryjemy sens obecnych doświadczeń.

Mamy być dla innych ludzi światłem pokazującym drogę, rozświetlającym ciemności, w których trudno rozeznać, co robić dalej, gdzie iść, jaką decyzję podjąć. My także potrzebujemy takich świateł, przy których będziemy się ogrzewać, swobodnie myśleć, pytać. Mamy prawo do słabości, mamy prawo prosić o pomoc, mamy prawo usiąść i powiedzieć: „Już nie mogę”. Bo w gruncie rzeczy wszyscy jesteśmy tacy sami, wszyscy walczymy z własnymi słabościami. A Bóg nie jest Bogiem samotności, On posługuje się ludźmi jako narzędziami swojej miłości.

Dasz radę

Ważne, by w tym trudzie nie zamykać się, nie zatrzymywać, by dalej szukać, a Pan Bóg odpowie. Oto sekundy z trudnej drogi na Giewont. Nie sądziłam, że trzeba będzie wspinać się po łańcuchach i że będzie tak ślisko. Poza tym moja kondycja niezbyt się rozwinęła w wyniku codziennego podróżowania komunikacją miejską. Gdy już zaczynałam wątpić i spuściłam głowę, myśląc, że to niemożliwe, bym tam weszła, że lepiej wrócić, zobaczyłam kamień, na którym ktoś napisał: „DALEJ”. Musimy iść dalej, nie możemy oglądać się wstecz czy nawet zatrzymywać. Dalej, dalej, dalej… Nie można się bać.

A podczas wchodzenia na Czerwone Wierchy doświadczyłam takiej scenki Bożego narodzenia w moim sercu. Dziecko zawołało do taty: „Nie dam rady!”, na co ten odpowiedział: „Dasz radę, ja patrzę”. Nasz niebieski Tato też patrzy, choćby nasza bezsilność i rozpacz sięgały granicy wiary, że damy radę.

Usłysz podpowiedź Miłości

Pełniłam kiedyś w przedstawieniu dla dzieci rolę suflera. Dzięki temu doświadczeniu zrozumiałam, że muszę patrzeć na ludzi i reagować. Tak jest z Bogiem, który ma dla nas plan, taki rozpisany scenariusz. On jest suflerem, ale co ważne – patrzy na aktorów! Jeśli aktor robi niepewną minę, w jego oczach pojawia się strach, spogląda na suflera, a ten zawsze podpowie, co dalej robić. W życiu te suflerskie podpowiedzi to różni ludzie, słowa, gesty, które są znakami Boga na naszej drodze. Musimy tylko popatrzeć na Boga, zawierzyć Mu, posłuchać Go. On wtedy urodzi się i pomoże.

Kiedy Sufler jest najbliżej, spełniają się pragnienia, jest radość, pełnia szczęścia. Trzeba ciągłej łączności z Bogiem, znaków wzajemnego należenia do siebie. Kiedyś dostałam od przyjaciela w prezencie piernikowe serce z napisem „Ty i ja należymy do siebie”. I ta miłość, i tylko miłość, nas chroni.

Na koniec jeszcze taka perełka. Pewna nauczycielka opowiedziała mi o sytuacji, kiedy była w muzeum w Sukiennicach z rodziną, a jej 3-letnie dziecko zgubiło się: „Świat zadrżał mi pod nogami, ucichł, nic i nikt nie był ważny, tylko to moje dziecko, którego tak szukałam… Byłam zrozpaczona i całkowicie bezradna. A najszczęśliwszą chwilą była ta, kiedy mogłam je znów przytulić”.

Boże Dziecię daje się nam znów odnaleźć. Pragnie, byśmy Je utulili, przylgnęli do Niego. Chce, byśmy to my w Jego wielkiej miłości poczuli się dziećmi. Byśmy Je objęli ramionami i usłyszeli: „Przyjmij Mnie, tak bardzo cię kocham”.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *