Dwumiesięcznik dla chorych

Jak doświadczyć Boga Żywego?

Autor: , opublikowano: 13.07.2018

Jak doświadczyć Boga Żywego?

Z ks. Adamem Pastorczykiem SCJ o doświadczeniu modlitwy uzdrowienia rozmawia kl. Wojciech Olszewski SCJ.

Proszę Księdza, ostatnio słyszałem o kobiecie, której dziecko ciężko zachorowało, a ona mimo tego modliła się od samego początku jego choroby. Po jakimś czasie zachorowało jednak kolejne dziecko, a na końcu u niej samej zdiagnozowano nowotwór… Chciałoby się zapytać, co poszło nie tak? Przecież Bóg ma moc uzdrowić człowieka. Jaką więc postawę powinien on przyjąć na modlitwie, a zarazem, co jest istotą modlitwy o zdrowie?

Nie chcę szukać winnych, czasami po prostu ich nie ma. W takich sytuacjach wolę milczeć. W Ewangelii wg św. Jana możemy przeczytać, jak uczniowie pytali o człowieka niewidomego od urodzenia, co poszło nie tak. Pytali o winę, o grzech. Jezus jednak stanowczo stwierdził, że ten przypadek nie zna winnego…

Dwukrotnie w swoim życiu miałem operowane oczy. Nigdy nie zapomnę tych momentów, w których zasypiałem i czułem się bezradny jak małe dziecko. Jedyną myślą, jaka mi wtedy przyszła do głowy, były mniej więcej takie oto słowa modlitwy: „Jezu, jestem Twój, Tobie się powierzam, prowadź mnie”. To były chwile zaufania i płynącego z niego pokoju, którego nie oddadzą najpiękniejsze nawet poezje. Dziś, po latach, właśnie w tych szczerych, niereżyserowanych słowach, odnajduję istotę modlitwy, o którą mnie pytasz.

Jak należy się zachować, gdy modlitwa trwa nieraz od bardzo dawna, a nic się nie zmienia? „Wówczas człowiek wręcz zawodzi się na Bogu…”

Modlitwa jest nierozdzielnie związana z wiarą, a wiara jest czekaniem na wypełnienie się obietnicy. W tym sensie wszyscy żyjemy wiarą, bo wszyscy na kogoś czekamy… Na przykład na milionach przystanków czekają ludzie na poranny tramwaj lub autobus, jednak najtrudniej czeka się na Boga, na wypełnienie się tego, co obiecał, a więc na doświadczenie Jego wierności. Tym, co może być zagrożeniem dla wiary jest czas, czekanie… Przecież już powinien tu być, przecież obiecał, przecież… To paradoksalne, bo Bóg jest jedynym, który zawsze mówi „tak” i czyni „tak”. Jego mówienie jest tożsame z działaniem. Czasami jednak to drugie „tak” wydaje się nigdy nie spełniać, chociaż już się spełniło… Jak to rozumieć?

Bóg już nas zbawił, to nieodwołalne. Toteż nasze największe pragnienie zostało wysłuchane: żyjemy i żyć będziemy. Jednak to nie wszystko… Wzruszające jest to, że Bóg jest nam wierny wiernością swoich dzieci. One są niejako Jego ambasadorami, światłami Światła w świecie. Bynajmniej nie myślę tu tylko o Jezusie, lecz o każdym człowieku.

Czyż nie jest tak, że codzienna wierność małżeńska umacnia w małżonkach wiarę w sens wytrwałej modlitwy o dobrego męża/dobrą żonę? Myślę, że zbyt często jest tak, że zawodzimy się na Bogu, bo zawodzimy się na ludziach…, a przecież On jest nam ciągle wierny.

Czy Bóg zadowala się ludzkim cierpieniem?

Bóg jest przede wszystkim Ojcem. Nasze ludzkie doświadczenie rodzicielskiej miłości pokazuje, że gdy dzieje się cokolwiek złego z dzieckiem, to nie ono, lecz jego rodzice cierpią najbardziej. Bóg jest Ojcem nie jednego, a setek milionów dzieci.

Msze Święte z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie – czym są i jak należy je dobrze przeżywać?

Trzeba powiedzieć, że wszystkie Msze Święte są modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie. Każda Eucharystia jest paschą, przejściem od człowieka starego, poranionego grzechem, przywiązanego do zła, do człowieka nowego, narodzonego w Chrystusie, a więc przywdzianego w najlepszą szatę, z królewskim pierścieniem na ręku i sandałach na nogach. Czasami, być może zbyt często, zdarza się, że „zwyczajna” Msza jest tak odprawiana, że staje się zaprzeczeniem tego wszystkiego, co przed momentem powiedziałem. To jest jeden z powodów, dla których jesteśmy skłonni stwierdzić, że tylko niektóre celebracje mogą być nazwane „Mszami o uzdrowienie i uwolnienie”.

Jak zatem należy przeżywać Eucharystię? Pragnąc paschy, przejścia, które jest drogą do zdrowia i wolności. Jeśli to pragnienie jest szczere, zatem potwierdzone nawróceniem oraz sakramentalnym życiem w bliskości z Jezusem, wtedy pozwalamy Mu się wprowadzić na tę drogę. Co prawda, jej horyzont jest bez kresu, jednak każdy postawiony na niej krok jest krokiem w kierunku wolności.

Niektórzy wskazują na modlitwę uwielbienia, która otwiera nas bardziej na działanie Pana Boga – mówiąc w pewnym uproszczeniu. Czym zatem powinna być owa modlitwa i jaką postawę przyjąć w sytuacjach, w których po ludzku wydaje się, że nie mamy za co dziękować?

Wdzięczność jest pamięcią serca. Myślę, że w pełnym zwróceniu się w stronę Boga należałoby szukać istoty modlitwy uwielbienia. Bóg staje się dla ciebie otwartą księgą, w której strona po stronie możesz przeczytać o Jego miłości do ciebie, o „wielkich rzeczach, które ci uczynił”. Wtedy już wiesz, że choćby nie wiem, co się działo, nie oderwiesz od niej wzroku. Trwasz na adoracji, na uwielbieniu, śpiewasz swoje osobiste Magnificat.

Prawdą jest jednak, że nie zawsze łatwo nam o taką wdzięczność. Gdy mnie dotyka podobna sytuacja, przypominam sobie historię paralityka, któremu Pan Jezus powiedział, aby wstał i wziął swoje łoże. Wiele razy pytałem się, po co mu to łoże, skoro może już chodzić…?! W końcu jednak zrozumiałem, że jest ono przypomnieniem tego konkretnego uzdrowienia i ciągłym wołaniem o wdzięczność. Wtedy, w momentach mojej niewdzięczności, gdy patrzę na moje osobiste łoże, to, na którym kiedyś leżałem, a dziś trzymam je w rękach, i we mnie samym rodzi się wdzięczność.

Każdy z nas nosi w sobie swój obraz Boga, niejednokrotnie jest on jednak przeciwny temu, jaki naprawdę On jest. Jaki obraz Boga powinniśmy zatem przywoływać w swoich myślach, gdy stajemy do modlitwy?

Obrazy i mozaiki pierwszych wieków Kościoła przedstawiały Jezusa z wielkimi, wręcz nieproporcjonalnymi do całości twarzy oczami. Chrześcijańskim twórcom zależało na tym, by każdy, kto wejdzie w obszar Jezusowego spojrzenia, mógł doświadczyć ogromu Jego miłości i przebaczenia. Odtąd chrześcijanin nie miał być już „widzącym”, lecz „widzianym”, „zobaczonym”, „ujrzanym”.

Bóg był i jest pierwszym, który widzi. Dopiero, gdy pozwolę Mu, aby objął mnie swoim spojrzeniem, wtedy nareszcie będę nosił na nosie właściwe okulary, dzięki którym zobaczę Go takim, jakim On rzeczywiście jest. Poczuję, że jestem kochany, że jestem w domu…

Gdyby sytuacja była odwrotna, a więc jeżeli to ja zobaczyłbym Go pierwszy, istniałoby ogromne ryzyko, że namalowałbym Go na miarę uczuć, którymi obecnie żyję. Prawdopodobnie przeniósłbym na Niego moje lęki, frustracje, zdenerwowanie i w konsekwencji powstałaby karykatura Boga, a nie Jego prawdziwy obraz. Jeśli to jednak On będzie pierwszym, wtedy ryzyko zobaczenia Go w krzywym zwierciadle jest bardzo niewielkie.

Jeśli chcesz ujrzeć Jezusa, to wpierw pozwól, by On zobaczył ciebie. Myślę, że właśnie taka jest chrześcijańska dynamika „malowania” w nas właściwego obrazu Boga.

Co znaczy oddać Bogu wszystko? Co znaczy zawierzyć mu siebie, swoją chorobę, swoją codzienność?

Bóg nie jest ideą, doktryną, lecz jest Osobą. Trzeba to głośno powiedzieć, aby w ogóle mówić o wierze. Nie zawierzam się czemuś, lecz Komuś. Zawierzenie łączy się z zaufaniem Osobie, mianowicie w to, że Ona wie lepiej, widzi szerzej i dalej, że chce mojego dobra, choć ja mogę Jej nie rozumieć. Gdy byłem dzieckiem, nie rozumiałem mojej mamy, która zawsze o poranku przynosiła mi do picia ciepłe mleko. Wolałem coca-colę. Ona jednak nie chciała mnie słuchać. Wtedy nie było jeszcze reklam w stylu „pij mleko, będziesz wielki”, więc zostało mi tylko zaufanie, które było zakorzenione w „maminej trosce” o mnie. Dlatego ostatecznie, mimo iż mleko mi nie smakowało, piłem je duszkiem. Oddałem się w ręce mojej mamy… Taka jest dynamika wiary, a ponieważ wszyscy jesteśmy synami i córkami Ojca, możemy powierzyć się właśnie Jemu.

Jak doświadczyć mocy modlitwy, jak doświadczyć Boga Żywego?

Po prostu się modląc…, naprawdę…

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *