Dwumiesięcznik dla chorych

Jestem spełniona

Autor: , opublikowano: 22.04.2013

Jestem spełniona

„Nie żałuję niczego. Może gdybym skończyła karierę, mając 17 lat, wtedy gdy po raz pierwszy dowiedziałam się o swojej chorobie, teraz byłabym zdrowa. Nie przeżyłabym jednak tych wszystkich wspaniałych chwil…”. O czym albo o kim myślała Agata Mróz-Olszewska, wypowiadając te słowa? Bez wątpienia o czuwającym przy szpitalnym łóżku aż do końca mężu… i córce Lilianie – Życiu, które się w niej poczęło i któremu nie pozwoliła przedwcześnie zgasnąć.

Rodzinne zamiłowanie

Jedna z najwybitniejszych polskich siatkarek przyszła na świat 7 kwietnia 1982 roku w Dąbrowie Tarnowskiej. Urodzona w rodzinie o sportowych tradycjach od najmłodszych lat realizowała odziedziczoną po rodzicach pasję. Wpierw była koszykarką, tak jak jej ojciec. Gdy jednak stwierdziła, że to nie dla niej, wybrała siatkówkę, idąc w ślady matki.

Już w wieku 15 lat trafiła do sosnowieckiej Szkoły Mistrzostwa Sportowego Polskiego Związku Piłki Siatkowej, w której dojrzewały największe talenty żeńskiej siatkówki w Polsce. Dzięki ponadprzeciętnym umiejętnościom Agata została zauważona przez trenera polskiej kadry i w krótkim czasie z nieznanej nikomu zawodniczki stała się filarem krajowej reprezentacji. Z nią odniosła największe życiowe sukcesy, którym były wywalczone na Mistrzostwach Europy w Turcji i Chorwacji dwa złote medale. Laury zbierała również na rodzimej ziemi, kilkukrotnie zdobywając mistrzostwo i puchar Polski.

Białaczka

Myliłby się jednak ten, kto sądziłby, że jej życie było nieprzerwanym pasmem sukcesów i płynącej z tego faktu radości. Rzeczywistość – o czym do pewnego momentu wiedzieli tylko najbliżsi – okazała się brutalna! Wykryty u nastoletniej Agaty zespół mielodysplastyczny (MDS) zakłócał w jej organizmie tworzenie się prawidłowych komórek szpiku. U młodej siatkarki tego typu białaczka prowadziła do śmierci. Pomimo tego przez osiem lat walczyła z chorobą i kontynuowała karierę sportową. W 2007 roku zdecydowała o jej przerwaniu… Było to niezbędne, gdyż czekała ją konieczność transplantacji szpiku.

Dynamizm zza szpitalnego okna

Mimo to ta trudna dla każdego sportowca decyzja nie wpłynęła na życiowy dynamizm Agaty. Nie rezygnując z życia, jako Bożego daru, wyszła za mąż za Jacka Olszewskiego, z którym zamieszkała w Warszawie, gdzie zajmowała się prowadzeniem domu.

Jednakże z każdym dniem nasilały się objawy choroby, dlatego siatkarka coraz więcej czasu zaczęła spędzać w szpitalach. Wkrótce okazało się również, że z powodu niezbędnych transfuzji krwi będzie musiała być hospitalizowana co kilka tygodni. Wtedy też zdecydowała, że swych najwierniejszych kibiców poprosi o pomoc, inicjując akcję pod hasłem „Oddaj krew dla Agaty Mróz”.

Jej osobowość i naturalna dobroć sprawiły, że wielu ludzi w sposób spontaniczny zareagowało na ten apel. Dosłownie wszyscy: zarówno ci, którzy ją znali, jak również zupełnie anonimowi przechodnie, oddawali krew, i to już nie tylko dla niej. Sama bowiem mówiła: „Potrzebna jest każda krew. Nie tylko dla mnie. Przecież sama nie jestem w stanie przyjąć tyle, ile zostało oddane. Mam rzadką grupę krwi B Rh-, ale potrzebny jest każdy jej rodzaj. Nie dla mnie, dla innych”. Jak się później okazało, żadne z powyższych słów w życiu Agaty Mróz nie upadło na ziemię, lecz w momencie decyzji o życiu i śmierci znalazło swoje wypełnienie.

Dar niebios

Głęboka wiara, wola walki z chorobą i nadzieja na jej pokonanie sprawiły, że Agata zjednoczyła wokół siebie tysiące osób, które oddając krew, uratowały niejedno ludzkie życie. Jedno z nich było jednak szczególne… życie jej własnej córki Liliany.

Ta nieplanowana przez Agatę i Jacka ciąża okazała się darem niebios. To dla ukochanej córki schorowana matka postanowiła nie przyjmować chemioterapii, aby zwiększyć jej szanse na urodzenie się i normalne życie. Jak mówił Jacek: „Do samego końca powtarzała, że jeśli miałaby jeszcze raz zdecydować: dziecko czy własne zdrowie to nigdy nie zmieniłaby swej decyzji. Córeczka była czymś najwspanialszym, co spotkało ją w życiu”.

Życie za życie

4 kwietnia 2008 roku Agata urodziła Lilianę. W ten sposób macierzyński heroizm i poświęcenie zostały nagrodzone darem nowego życia. Wbrew uzasadnionym obawom dziecko urodziło się w pełni zdrowe i do złudzenia przypominające mamę.

Radość z narodzin i krótkiego pobytu w domu nie trwała jednak długo. Niespełna dwa miesiące później Agata przeszła zabieg transplantacji szpiku, który był dla niej jedynym ratunkiem. Wszyscy w napięciu czekali na pozytywne skutki przeszczepu… Niestety, transplantowany szpik nie podjął produkcji bakteriofagów, które mogłyby zniszczyć chorobotwórcze bakterie. Być może zabrakło godzin…

Testament

W ostatnich słowach Agata napisała: „Jestem szczęśliwa, odchodzę spełniona”. Słowa-marzenie, które każdy człowiek chciałby wypowiedzieć w chwili umierania. Niezwykły testament, który – jak powiedział ówczesny minister sportu Mirosław Drzewiecki – zawiera „tę najcenniejszą prawdę, że prawdziwy sukces odnosimy wtedy, gdy dajemy siebie innym”.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *