Dwumiesięcznik dla chorych

Jestem szczęśliwy, że mogę tutaj głosić Ewangelię

Autor: , opublikowano: 17.05.2017

Jestem szczęśliwy, że mogę tutaj głosić Ewangelię

Z ks. Józefem Kurkowskim SCJ, misjonarzem w Indonezji, rozmawia kl. Wojciech Bochenek SCJ.

To już 50 lat naszej misji w Indonezji. Jakie były jej początki?

Wszystko zaczęło się od prośby ze strony Kościoła Indonezyjskiego, gdzie pracowali już nasi współbracia z Holandii. Pierwsza grupa 12 polskich sercanów przybyła do Indonezji w 1967 roku. Do niej należeli ks. Andrzej Łukasik SCJ i ks. Tadeusz Latoń SCJ, którzy pracują obecnie na terenie Sumatry Południowej. Kolejna grupa przybyła w 1970 roku, z niej pozostał już tylko ks. Herbert Henslok SCJ.

A Ksiądz?

Zgłosiłem się na misje zaraz po święceniach kapłańskich w 1969 roku. Wybrałem Kongo w Afryce, ale ówczesny prowincjał, ks. Józef Nawieśniak, zaproponował mi Indonezję. Miałem do namysłu jedną noc. Kiedy zapytałem, z kim jadę, usłyszałem odpowiedź, że jedziemy we dwóch, ale na razie nie muszę wiedzieć z kim. „Dowiesz się jutro rano”. Oczywiście nie spałem całą noc, myślałem i modliłem się. Rano dałem odpowiedź: „Jestem gotowy na Indonezję”. I tak wyjechałem razem z ks. Czesławem Koziełem SCJ w 1971 roku. Pracuję w tym kraju już prawie 46 lat i jestem szczęśliwy, że właśnie tutaj jest mi dane głosić Ewangelię.

Początki były trudne?

Najgorszy był klimat. W Indonezji panują ogromne upały i częste monsunowe ulewy, to nasza codzienność. Do tego jedzenie ostre i składające się głównie z ryżu. Na szczęście język jest dość łatwy i szybko się go nauczyłem. Gorzej było z językiem jawajskim.

Co urzekło Księdza w tym kraju?

Ludzie, kultura, zwyczaje i oczywiście zapierające dech w piersiach krajobrazy. Indonezyjczycy są bardzo uprzejmi, uczynni, radośni i cierpliwi. Tutaj panuje całkiem inna kultura, inna mentalność, którą cały czas poznaję.

Podobno jest Ksiądz niezłym motocyklistą?

Wymagała tego praca w buszu na Sumatrze Południowej. Długie czarne włosy, krzaczasta czarna broda oraz motor. Najbardziej mnie cieszy, że dużo powołań właśnie wtedy się tam zrodziło: siostry zakonne, bracia, księża zakonni i diecezjalni. Cieszę się, że kiedyś ich ochrzciłem, udzieliłem Pierwszej Komunii Świętej albo że byli moimi ministrantami. Jeden z nich, ks. bp Yohanes Harun Yuwono, jest teraz biskupem ordynariuszem diecezji Tanjung Karang w Lampungu.

Indonezja to największy muzułmański kraj świata. Czy dialog z islamem jest tam możliwy?

Są oczywiście niektóre organizacje czy partie wrogo nastawione do chrześcijan i buntujące innych, ale większość społeczeństwa darzy nas szacunkiem, więc współpraca z muzułmanami jest możliwa. Trzeba tylko mieć dla nich otwarte serce. Niestety są trudności z pozwoleniami na budowę kościołów. Zdarzają się też przypadki, że chrześcijanom utrudnia się sprawowanie wysokich stanowisk w państwie czy przedsiębiorstwach. Z powodu zaostrzeń prawnych od 1978 roku już nikt właściwie nie może wyjechać na misje do Indonezji. Ja sam musiałem przyjąć tamtejsze obywatelstwo, by móc zostać.

Jak zatem wygląda sytuacja tamtejszego Kościoła?

Chrześcijan przybywa z każdym rokiem, szczególnie w dużych miastach. Ciągle wzrasta też ilość braci i sióstr zakonnych. Indonezyjscy sercanie wyjeżdżają już na misje do innych krajów azjatyckich: Filipin, Indii, Wietnamu czy Taiwanu. Obecnie właśnie w Azji mamy wspaniałą okazję do rozwoju naszego zgromadzenia.

Jakieś ostatnie słowo do naszych czytelników?

Proszę was, drodzy bracia i siostry, chorzy i cierpiący, o modlitwę za nas, misjonarzy, bo wy poprzez wasze cierpienia jednoczycie się z Bogiem i On na pewno was wysłucha, abyśmy dalej mieli zdrowie, zapał i siły do pracy na niwie Pańskiej. My również obiecujemy pamięć i modlitwę przed Panem o siły dla was w waszych cierpieniach.

Dziękuję za rozmowę.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *