Dwumiesięcznik dla chorych

Kardynał z Dachau

Autor: , opublikowano: 06.12.2016

Kardynał z Dachau

„Jedno wiem, że wiara w Boga i w ostateczną Bożą sprawiedliwość krzepi mnie i nadaje sens mojej udręce, mojemu cierpieniu oraz broni mnie przed rozpaczą. Wiem, dlaczego nie odbieram sobie życia. Jak nigdy przedtem otwierają mi się teraz oczy na wiele rzeczy. W niedoli posiada człowiek jakiś dar głębszego przenikania rzeczywistości, zwłaszcza tej duchowej, o której czytamy w Ewangelii. Niejednokrotnie przypominają mi się ni stąd, ni zowąd przy pracy, na apelach, w nocy, gdy się budzę, jakieś słowa, jakieś sceny z Ewangelii i zdaje mi się, że je lepiej rozumiem…”pisał ks. Adam Kozłowiecki SJ o swoim pobycie w KL Auschwitz.

Biskup w „buszu”

Adam Kozłowiecki urodził się w 1911 roku, w zamożnej rodzinie ziemiańskiej w Hucie Komorowskiej k. Kolbuszowej. Kiedy miał dziesięć lat, został wysłany przez rodziców do jezuickiego gimnazjum w Chyrowie, jednej z najlepszych szkół w międzywojennej Polsce, a jako osiemnastoletni młodzieniec wstąpił do nowicjatu ojców jezuitów. Został wyświęcony na kapłana w Lublinie w 1937 roku, a już dwa lata później rozpoczął się jego sześcioletni pobyt w nazistowskich obozach koncentracyjnych. Był więziony w krakowskim więzieniu Montelupich, w Wiśniczu oraz Auschwitz aż do czerwca 1940 roku, kiedy to zesłano go do obozu koncentracyjnego w Dachau, gdzie doczekał się końca II wojny światowej. Nie wrócił jednak do Polski po wyzwoleniu z Dachau. Powiedział, że nie miał do kogo wracać. Jednego z jego braci rozstrzelali Niemcy, drugi mieszkał na obczyźnie i nie zamierzał wracać do Polski, a ojciec kapłana niedługo po wojnie zmarł. Ksiądz Kozłowski udał się więc do Rzymu, gdzie złożył śluby wieczyste w zakonie jezuitów oraz zgodził się na wyjazd do Afryki jako misjonarz. Do Rodezji Północnej (dzisiejszej Zambii) dotarł w 1946 roku i pozostał w niej do swej śmierci w 2007 roku – w sumie 61 lat pracy misyjnej! Ofiarna praca duszpasterska, miłość do ludzi jemu powierzonych, życzliwość i otwartość w końcu doprowadziły do mianowania go pierwszym arcybiskupem w Lusace w 1959 roku. Zjednywał sobie przychylność lokalnej ludności walką z rasizmem. Kazał na przykład przyjąć do szkoły dla białych Hinduskę. Kiedy natomiast lokalny biskup w Harare (Zimbabwe) nie reagował na lekceważące traktowanie pewnego czarnego biskupa z Ugandy na terenie swej diecezji, Kozłowiecki sam o wszystkim zawiadomił prasę. Gdy w 1964 roku Zambia, znajdująca się pod panowaniem Wielkiej Brytanii, odzyskała niepodległość, abp Kozłowiecki zwrócił się do Stolicy Apostolskiej z prośbą o zwolnienie go z urzędu. Uważał, że niepodległe państwo afrykańskie powinno mieć swego „czarnego biskupa”. Jego rezygnację przyjęto dopiero w 1969 roku. Arcybiskupem Lusaki został rodzimy ksiądz, a emerytowany abp Kozłowiecki wrócił do zambijskiego „buszu”, gdzie pracował jako wikariusz.

„87-letni młodzieniec”

Do Polski po raz pierwszy od 1940 roku przyjechał w 1970 roku, a później jeszcze kilkakrotnie odwiedzał ojczyznę. Przez długie lata był przewodniczącym Papieskich Dzieł Misyjnych w Zambii, a jego ofiarna i pokorna służba na chwałę Boga i pożytek powierzonego mu ludu została uwieńczona nominacją kardynalską w 1998 roku. W jednym z listów do przyjaciela, ks. Stępniaka, napisał: „…Ja sam, 87-letni młodzieniec, poczułem się nagle jak hipopotam wezwany nagle do tańca w balecie w najsławniejszej operze świata. Ja nie wiem, jak ukłonić się publiczności, a kiedy wreszcie jakiś miły gest zrobiłem, to cała publika wybuchła śmiechem, rzucając we mnie kwiaty. (…) Musiałem pojechać do Rzymu, towarzyszył mi i pilnował o. Bronisław Kondrat, a w Rzymie dodawał ducha przez cały czas ks. kard. Macharski, a ze strony Towarzystwa o. Asystent Bogusław Steczek uznał nawet moje normalne umundurowanie za niegodne kardynała i zmusił do nowego garnituru, nowej pary butów, prawdopodobnie bym wyglądał więcej na kardynała, mniej jak Buszman…”. A podczas pewnego wywiadu rzekł: „Powiedziałem Janowi Pawłowi II, że mianował mnie kardynałem tak późno, żebym nie mógł brać udziału w konklawe. Mogłem sobie na to pozwolić, bo byłem od niego starszy o 9 lat i nie przewidywałem, że to on pierwszy odejdzie z tego świata. Ojciec Święty mi odpowiedział: «I o to chodziło», więc dodałem: «Ale za to mogę zostać wybrany». I wtedy papież roześmiał się i powiedział: «Nie martw się, to niemożliwe»”.

Całkowite poświęcenie się

Kardynał zmarł w głębokiej starości, mając 96 lat, w Lusace, gdzie go pochowano. Całe jego życie kapłańskie było wielką ofiarą, poświęceniem się na rzecz Chrystusa, Kościoła i ludzi, do których go posyłano. W ten sposób rozumiał kapłaństwo: jako całkowite oddanie się drugiemu człowiekowi, głosząc całą osobą Dobrą Nowinę o Zmartwychwstałym. „Praca kapłańska i praca zawodowa pochłaniają przecież, a przynajmniej powinny pochłaniać całego człowieka. I jeżeli ksiądz jest naprawdę gorliwym kapłanem, wówczas nie będzie miał czasu na inne zajęcia. Przeciwnie, jeśli będzie dobrym pracownikiem w jakimś innym zawodzie, nie potrafi być równocześnie dobrym kapłanem oddanym całkowicie swemu powołaniu kapłańskiemu”.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *