Dwumiesięcznik dla chorych

Klinika miłosierdzia

Autor: , opublikowano: 25.06.2012

Klinika miłosierdzia

„Sam zaś Pan nasz, Jezus Chrystus, i Bóg, Ojciec nasz, który nas umiłował i przez łaskę udzielił nam wiecznego pocieszenia i dobrej nadziei, niech pocieszy serca wasze i niech utwierdzi w każdym działaniu i dobrej mowie” (2 Tes 2,16-17). Sakrament spowiedzi trzeba pokochać, a Jezusowi zaufać jak komuś, kto jest w stanie uleczyć bolące miejsca. Czasami dotyka nas jednak nie tyle problem związany z trudem wyznawania win, co zakłopotanie, gdy nie potrafimy odkryć w sobie grzechu. Pojawia się pytanie: Z czym mam pójść do konfesjonału, skoro nie mam grzechu? Bóg jednak zachęca nas do szczerego przyglądania się sobie, by móc dzięki spowiedzi czynić nas świętszymi.

Uleczyć swoją przeszłość

Głęboki sens spowiedzi może odkryć osoba starsza, która z racji przeżytych już lat zaczyna podsumowywać swoje życie i coraz częściej zastanawiać się nad tym, co może czekać ją po śmierci. Niejednokrotnie refleksja nad własnym życiem sprawia, że osoby starsze zaczynają koncentrować się nad niektórymi postawami z przeszłości, przypominając sobie także własne dawno popełnione grzechy. Może pojawić się niepokój, gdy nie będą w stanie przypomnieć sobie, czy dany grzech został rzeczywiście wyznany na spowiedzi. To dobra okazja do przemyślenia swoich postaw i przygotowania się do spowiedzi, podczas której wyznam Bogu to wszystko, co z różnych powodów nie zostało powiedziane. Takie podsumowanie wymagać będzie cierpliwości i skupienia, a także pokrzepienia, dlatego dobrze jest „upatrzyć” sobie spowiednika, przed którym łatwiej będzie nam otworzyć swoje serce. Najlepiej do spowiedzi wybierać również czas, kiedy przy konfesjonale nie ma długich kolejek, które narzucają wszystkim pośpiech. Jeśli trudno nam dotrzeć na spowiedź w wyznaczonych w kościele godzinach, spróbujmy umówić się z wybranym księdzem w określonym czasie, tak by nasza spowiedź mogła odbyć się w spokoju i bez niepotrzebnego pośpiechu.

Jakie ja mogę mieć grzechy?

Czasem u osób starszych – zwłaszcza tych, które żyją samotnie lub są uwięzione przez chorobę we własnych domach – pojawia się problem niedostrzegania grzechu we własnym życiu. Mimo chęci wyspowiadania się po przeprowadzonym rachunku sumienia nie są one w stanie wskazać swych błędów. Rzeczywiście człowiek żyjący samotnie nie popełnia tak często grzechów przeciwko miłości bliźniego, takich jak chociażby kłótnia, obmowa, nieposłuszeństwo czy złośliwość. Należy jednak pamiętać, że niejednokrotnie musimy się rozliczać przed Bogiem nie tylko z naszych uczynków, ale i z myśli. Zdarzyć się może, że w naszym sercu i rozumie skrywane są różnego rodzaju nierozwiązane sprawy związane z zazdrością, złym myśleniem o drugim. Pojawiać się mogą również pokusy w odniesieniu do samego Stwórcy: niewiara w Boże działanie w naszym życiu, brak zaufania lub odrzucanie Bożej pomocy. Grzechem może stać się również zaniedbywanie dobra i unikanie okazji do podjęcia wysiłku duchowego w celu pomnożenia łask w życiu osobistym lub kogoś bliskiego. Przyglądanie się i ocenianie własnych myśli nie ma na celu pognębienia nas, wręcz przeciwnie – przy Bożej pomocy ma nam wskazać, które sfery naszego życia potrzebują nadprzyrodzonej interwencji i uleczenia.

Jezus wypełnia samotność

Niejednokrotnie sakrament spowiedzi w podeszłym wieku może przynieść wielkie pokrzepienie, zwłaszcza gdy doskwiera nam samotność i brak zrozumienia, a czasem nawet zainteresowania ze strony najbliższych. Osoby chore, które przyjmują Najświętszy Sakrament w domu podczas wizyt pierwszopiątkowych, powinny korzystać z posługi kapłana także w kwestii regularnego spowiadania się. Spotkanie z Bogiem podczas sakramentu pojednania umacnia nas w wierze, że Bóg nieustannie towarzyszy człowiekowi i niesie mu dar pocieszenia i pokrzepienia. Bycie wysłuchanym i rozgrzeszonym dodaje sił i przegania świadomość opuszczenia i samotności. Pozwala uwierzyć, że Bóg nie jest w stanie zapomnieć o człowieku. Niejednokrotnie różnice zdań w wielopokoleniowej rodzinie, ból zadawany sobie wzajemnie przy słownych utarczkach i narastająca agresja z powodu własnej bezsilności mogą zostać wyciszone w sakramencie, który leczy to wszystko.

Rachunek z dobra i zła

Spowiedzi mogą być trudne oraz wymagać od nas czasu, przygotowań i walki ze wstydem. Dobrze przeżyty sakrament, poprzez rzetelnie zrobiony rachunek sumienia (czasem przy pomocy książeczki lub innych pomocy), kończy się jednak zwycięstwem. Chrystus wypełni swoją osobą poczucie samotności i wyciszy wzburzenie wywołane nieżyczliwością najbliższych. Będzie dodawał otuchy i stawiał diagnozy. Stanie się najczulszym lekarzem o bardzo delikatnym sercu, jeśli tylko pokażemy mu nasze rany i trawiące nas choroby. Sakrament spowiedzi, a może i przeprowadzony wcześniej rachunek sumienia, powinien przywoływać również dobre wspomnienia, otwierać nam oczy na łaski i dobra, jakich doświadczaliśmy przez całe życie. Prawdziwa radość z tego, co udało nam się wypracować, z osób, które spotkaliśmy i które mogły być przez nas ubogacone, jest największym i najpiękniejszym dziękczynieniem oddanym Bogu. Radość z doznawanych błogosławieństw będzie umacniała zwycięstwo wiary w naszym życiu. Bronić nas będzie przed duchem upadku i beznadziei. Sakrament pokuty i pojednania sprawia, że stajemy się otwarci na prawdę o sobie.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *