Dwumiesięcznik dla chorych

Kochać! Kochać! Kochać!

Autor: , opublikowano: 01.09.2017

Kochać! Kochać! Kochać!

Widząc ludzkie cierpienie, chorobę, biedę, często pytamy: Gdzie jest Bóg? Dlaczego pozwala, aby ludzie, których kocha, doświadczali życiowych tragedii? Dlaczego ja doświadczam bólu, skoro jestem Jego umiłowanym dzieckiem!? Przykład św. Wincentego à Paulo jest dowodem, że Bóg nie jest obojętny na to, co dzieje się na świecie. Jeżeli będziemy kochać tak jak św. Wincenty, Bóg będzie obecny w świecie i w naszym życiu jeszcze bardziej! Do dzieła!

Sytuacja we Francji

W Królestwie Francuskim panowała niezgoda, społeczeństwo było rozdarte, partie polityczne nawzajem się zwalczały, poszczególne miasta i wioski trawiły wojny domowe. Nieurodzaj i głód były powszechne. Kobiety i siostry zakonne były zniesławiane, gwałcone. Wojsko dopuszczało się morderstw i grabieży. Kościoły ulegały profanacji, niszczeniu, kradzieżom. Ludność była pozbawiona sakramentów, gdyż duchowieństwo uciekło z miejsc swojego pasterzowania lub pogrążone w skrajnym lenistwie i ignorancji nie troszczyło się o powierzony sobie lud.

Niestety na przełomie XVI i XVII wieku Kościół we Francji był traktowany jako możliwość wyrwania się ze skrajnej biedy, anonimowości, zrobienia kariery i zapewnienia sobie i swoim bliskim godnego życia. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że i sam św. Wincenty à Paulo właśnie z podobnych pobudek został księdzem, jednak jego droga do świętości wyglądała nieco inaczej…

Początki

Vincent de Paul (Wincenty à Paulo) urodził się 24 kwietnia 1581 roku w Pouy na południu Francji. Jako sześcioletni chłopiec żył w małej wiosce. Jego rodzina zmagała się z wielką biedą, on sam, jak to wówczas bywało, pomagał rodzicom przy codziennych obowiązkach w gospodarstwie, na roli, często pasąc świnie. Był niezwykle inteligentny, co nie uszło uwadze jednego z paniczów, który wpłynął na jego ojca, by ten wysłał go na naukę do kolegium w jednym z francuskich miast. Tata chłopca zgodził się, by młodzieniec mógł się kształcić. Wincenty wyjeżdżając z domu, powziął postanowienie, że zrobi karierę, a swoje biedne dzieciństwo puści w niepamięć. Początkowo udawało mu się to do tego stopnia, że gdy jego ojciec przyjechał w odwiedziny do kolegium, młody chłopak uniknął z nim spotkania, gdyż wstydził się przed swoimi kolegami własnego taty. Gdy już był w podeszłym wieku, bardzo żałował tamtego wydarzenia, przeżywał ogromny wstyd i mówił: „Jestem jedynie ubogim wieśniakiem, który pasł świnie, a moja matka była służącą”. Te słowa wypowiadał, kiedy był jednym z najbardziej szanowanych księży w ówczesnej Francji.

Biskup wysłał młodego kapłana do pracy w jednej z podparyskich miejscowości, w której duchowny poświęcił się ubogim parafianom i poznał, co to znaczy być szczęśliwym. Pisał wówczas: „Jestem szczęśliwy, ponieważ mam wokół siebie ludzi tak dobrych, tak uważnych na to, co im mówię… nawet sam papież nie jest tak szczęśliwy jak ja!”. Po roku Wincentego odwołano z parafii na polecenie biskupa i mianowano go wychowawcą synów jednej z najznamienitszych francuskich osobistości – Filipa Emanuela Gondiega – komendanta floty królewskiej. Wincenty nie spełniał się jednak w tej roli, ponieważ pragnął być z ubogimi i tymi, którzy cierpieli niedostatek. Uciekł więc z zamku komendanta i objął probostwo w pełnej nędzy miejscowości Chatillon les Dombes. Złożył ślub poświęcenia się ubogim. Zgromadził wokół siebie kapłanów, którzy pragnęli pomagać i głosić Ewangelię ubogim, zwłaszcza najbardziej opuszczonym. W ten sposób dał początek nowemu zgromadzeniu zakonnemu – Zgromadzeniu Misji (Księży Misjonarzy). W tym samym celu założył też zgromadzenie żeńskie – Siostry Miłosierdzia, które do dzisiaj znane są jako szarytki.

Kochać pomimo

Nie sposób w tym krótkim artykule opisać całe życie św. Wincentego à Paulo, jego drogę nawrócenia i przemiany, to jak i w jaki sposób pomógł wielu ludziom. Pozwolę sobie zatem na pewien skrót i wniosek zarazem: Wincenty à Paulo zrozumiał, że drogą do szczęścia jest miłość. Pewnie znamy tę prawdę, ale czy ją odkryliśmy? Czy naprawdę zrozumieliśmy i wprowadziliśmy w życie? Nie jest bowiem łatwo kochać bliźniego, nie jest łatwo okazywać miłość tym, którzy nas ranią… nawet wtedy, gdy mamy najszczersze intencje! Osoby, którym pomagał Wincenty i jego współpracownicy, to ludzie, którzy w pierwszym kontakcie odrzucali, wzbudzali obrzydzenie i lęk. Zatem miłość dająca prawdziwe szczęście to taka, która jest pomimo, a nie w zamian. Doskonałym przykładem takiej ofiarności są kobiety – Siostry Miłosierdzia, które posługiwały wśród galerników idących na śmierć. Żyły w permanentnym strachu o swoją godność, życie i bezpieczeństwo. Ponadto dzieci ulicy, którymi się opiekowały, były rozwydrzone, niewychowane i ściągały na siebie i swoich wychowawców masę problemów… Święty Wincenty w posłudze dla ludzi z marginesu upatrywał przywilej, jakim obdarzył go Bóg. W tych ludziach widział Jezusa.

Żyć jak święci!

Powiem szczerze, że myśl o tym, aby żyć tak radykalnie jak św. Wincenty mnie przeraża! Postawa naszego bohatera to typowy heroizm, możliwy jedynie dzięki działaniu Pana Boga w życiu człowieka. Zatem pierwszym krokiem jest modlitwa. Rozmowa z Bogiem, pomimo naszych oporów i braku szczerego pragnienia kochania tych, których po ludzku nie da się kochać, jest drogą do naśladowania Jezusa, do naśladowania Wincentego, do… kochania! Bogu zostawmy resztę.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *