Dwumiesięcznik dla chorych

Krajobraz jak po bitwie

Autor: , opublikowano: 04.04.2012

Krajobraz jak po bitwie

Minęły już ponad trzy miesiące od dnia, kiedy tajfun Sendong (Washi) nawiedził północne tereny filipińskiej wyspy Mindanao, o czym pisałem w poprzednim numerze „Wstań”. Tajfun zmiótł z powierzchni ziemi wioski i przyrzeczne dzielnice dwóch miast: Cagayan de Oro i Iligan. Teraz pomoc humanitarna skończyła się, tak jak i zainteresowanie mass mediów.

Znamy już rozmiary kataklizmu. Oficjalnie mówi się o 1259 ofiarach, które utonęły w powodzi lub zostały zasypane przez błotną maź spadającą z gór. Wielu ciał (ponad 600) nie znaleziono, zostały bowiem porwane przez wodę do morza. Rodziny ciągle ich poszukują, nie tracąc nadziei na odnalezienie i godny pogrzeb. Gdy odwiedzam ośrodki tymczasowego zamieszkania, tzw. relocation centres, widzę wiele zdjęć zaginionych osób z napisem: missing – please help.

Tajfun zniszczył 51 757 domów i pozbawił dachu nad głową tysiące ludzi. Ci, którzy przeżyli, mieszkają w relocation centres. W samym Cagayan de Oro jest 38 takich ośrodków, a w nich 8353 rodziny. Powstają one na boiskach i w halach sportowych, na parkingach i placach przykościelnych. Większość z nich nie ma dachu, więc ludzie mieszkają tam pod namiotami. Takie miejsca nazywa się tent cities (miasta namiotowe). Perspektywy Filipińczyków na przyszłość? Zakup ziemi i budowa domów. Pozostaje – nie jedno zresztą – pytanie: za co? Według Carla Caborabana, z Diecezjalnej Akcji Społecznej, jest kilka ośrodków, do których nie trafiają już regularne dostawy jedzenia i brakuje najważniejszych środków do życia. W Cagayan de Oro zostaliśmy sami z przerastającymi nas problemami. Jednak mimo wszystko dziękujemy za hojność, dobre słowo i solidarność z tymi, którzy ucierpieli w tej tragedii.

Filipińczycy to jednak nie tylko ludzie borykający się z niedawnym wybrykiem natury. Są oni przede wszystkim narodem uśmiechu. Pinoy (Filipińczyk) śmieje się zawsze: w domu, w autobusie i na ulicy. Gdy jest do tego powód i gdy go nie ma. Zatem uśmiech, a nie znajomość języka czy zwyczajów, jest tutaj lekarstwem na wszelkie problemy i przepustką do celu. Jednakże Filipińczycy mają trzy duże kompleksy: wzrost, kolor skóry i płaski nos. Uważają się za gorszych i brzydkich, mimo że wcale tak nie jest. Dla nich lepszy i piękniejszy to ten, który jest wyższy, bielszy i ma długi nos. Nie mogą też zrozumieć, dlaczego ludzie biali spędzają godziny, smażąc się na plaży, aby być ciemniejszymi!? Oni natomiast wydają fortunę na mydła i mleczka wybielające… Zdarzyło się, że przyszła do mnie kobieta w ciąży z prośbą: „Czy mogę potrzymać twój nos?”. „Nie ma sprawy, ale dlaczego?” – zdziwiłem się. W odpowiedzi usłyszałem: „Jak ja bym chciała, żeby moje dziecko miało taki długi nos…”.

Ludzie z wiosek uważają natomiast, że gruby człowiek ma powodzenie i jest bogaty. Wynika to z faktu, że wielu z nich nie ma szans na regularne posiłki. Często są one bardzo proste i nie wystarczają dla wszystkich. Zwykle jest to zmielona kukurydza i warzywa. Tylko bogatsi ludzie w mieście jedzą ryż trzy razy na dzień, a do tego rybę lub kawałek mięsa. Dlatego na tych puszystych patrzy się z nutką zazdrości.

Często centralnym punktem w dyskusji na temat przygotowania świąt lub spotkania nie jest to, co będziemy świętować, o czym będziemy mówić, jakie problemy poruszać, ale raczej ile i co będziemy jeść oraz jak to jedzenie zdobyć. Każde spotkanie musi mieć przewidziany czas na tzw. snack (mirienda), czyli przekąskę. Wystarczy, że jest to mały kawałek chleba lub ciastko, byleby tylko o tym nie zapominać.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *