Dwumiesięcznik dla chorych

Łzy Boga

Autor: , opublikowano: 22.11.2017

Łzy Boga

Jeśli Bóg istnieje

Jeśli Bóg istnieje…

Nie pozwoli zgasnąć nadziei.

Dotknie mego serca

i delikatnie uzdrowi.

 

Jeśli Bóg istnieje,

będzie milczał, gdy boli

i nie uczyni cudu,

by do mnie nie stać się podobnym.

 

Jeśli Bóg istnieje,

spóźni się odrobinę,

abym mógł spotkać rozpacz

i z nią porozmawiać.

 

Jeśli Bóg istnieje,

nie będzie mi tłumaczył śmierci,

lecz opowie, czym jest życie

i prawdziwa radość.

 

 

Cud

Mojemu dziecku zdrowie poprawiło się.

– To cud! – w kaplicy krzyczy matka.

Mamo – poczekajmy jeszcze – to się zdarza,

roztropnie – tłumaczy ksiądz…

 

– Ksiądz chyba w Boga nie wierzy,

przecież dziecku poprawiło się…

To z pewnością cud…

– A może On inaczej myśli – szepcze ksiądz…

 

Niestety choroba wróciła,

dziecko wkrótce umarło…

Trzeba było cudu modlitwy,

aby nie oszalała matka…

 

 

Powiem Bogu

Kochany synku powiedz mamie,

jak cię w nocy bolało…

Kiedy przy tobie mnie nie było

i jak bardzo chciałam ci pomóc…

 

Chłopczyk zmrużył oczy,

chwilę zastanowił się…

i z pewnością mędrca wyszeptał:

Mojemu Bogu wszystko opowiem…

 

Synku, Bóg to wie,

kochającej mamie wszystko powiedz…

Przyjaciel Boga zasnął,

dostał kolejną dawkę morfiny…

 

Skulona kobieta przy dziecku siedziała…

Chłopczyk przez sen szeptał

Mamusiu, Bóg to wie…

 

 

Wieczór

Kiedy rodzice już odejdą,

wieczorem do mnie przyjdź…

Wtedy najgorzej jest,

gdy w sali już ciemno…

 

Ból można zwyciężyć,

ale samotność jest najgorsza…

Proszę okaż mi litość

i do mnie wieczorem przyjdź.

 

Kiedy oddział uśpi się,

opowiem ci o sobie…

Jak choroba boli – opowiem

i jak bardzo chcę żyć.

 

Wieczorem przyszedłem.

Świt nas zaskoczył…

Mnie znowu na kiepskie życie,

jego na spotkanie z Bogiem…

 

 

Nie zdążyłem

W środku nocy – wezwano mnie.

Wybacz mi Dziecko, nie zdążyłem…

Zastałem skamieniałych z bólu rodziców

i w bezładzie porzucone ciałko…

 

Brakowało mi słów,

położyłem więc na jasnej główce ręce.

Ukochana miłość już stygła.

Wyszeptałem, śpij kochany – śpij.

Wybacz mi Dziecko, nie zdążyłem, śpij kochany – śpij…

 

 

Obiecałem

Matce dziecka obiecałem modlitwę,

a teraz boję się…

Dałem słowo za Boga

i nie wiem, czy Bóg jest w tym słowie.

 

Modlitwa jest dla mnie jak kamień u szyi.

Jeśli poproszę Boga, a On nie odpowie…

Będę widział, jak dziecko umiera,

a z nim serce matki w łzach goryczy.

 

Wiersze pochodzą z książki pt. Łzy Boga, Wydawnictwo Dehon, Kraków 2000.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *