Dwumiesięcznik dla chorych

Miernik duchowego zdrowia

Autor: , opublikowano: 16.07.2013

Miernik duchowego zdrowia

Człowiek jest słaby, ale dopóki wierzy, jest w stanie podnieść się z upadku. Może powstać, bo widzi jeszcze sens takiego powstania. Jeśli człowiek straci wiarę, utraci wszystko.

Co daje wiara?

Benedykt XVI mówił o wierze, że nie jest ona jakąś abstrakcją. Wiara nam coś daje. Tym czymś jest pewność rzeczy, których jeszcze nie widzimy, ale mamy świadomość ich istnienia. Wiara jest potężną siłą, bez której liczni męczennicy nie byliby w stanie oddać swojego życia za Ewangelię, przebaczając swoim prześladowcom. To dlatego po śmierci wiara nie będzie już nikomu potrzebna. Nie będziemy musieli wierzyć, że istnieją demony, aniołowie, ani że jest czyściec, piekło i niebo. Słowem – będziemy widzieć rzeczywistość, której teraz nie możemy dostrzec naszymi oczyma. Dopóki jednak człowiek żyje na tym świecie, wiara jest dla niego czymś niezbędnym jak powietrze. Wiara stanowi wyznacznik duchowego zdrowia, tak jak wyznacznikiem zdrowia fizycznego jest apetyt i dobre samopoczucie.

Żyć bez wiary?

Paradoksalnie o tym, że człowiek bez wiary żyć nie potrafi, świadczy zjawisko ateizmu. Ateista to człowiek, który wierzy, że Boga nie ma, choć nie potrafi udowodnić Jego nieistnienia. Ateistyczni władcy budują ateistyczne świątynie, kreują ateistycznych świętych, organizują ateistyczne święta. Wystarczy spojrzeć w stronę Korei Północnej, której komunistyczny dyktator kreowany jest na boga, a nieoddawanie należnego mu kultu karane jest pobytem w obozie koncentracyjnym.

W naczyniach glinianych

Człowiek nie może żyć bez wiary, może natomiast utracić wiarę w Boga. Jest to skarb, który „przechowujemy w naczyniach glinianych” (por. 2 Kor 4,7). Czasem utrata wiary jest zawiniona. Dzieje się tak, kiedy ktoś rezygnuje z modlitwy, uczestnictwa we Mszy św., przyjmowania sakramentów. Jego wiara stopniowo stygnie, aż w końcu nie wie, czy ten Pan Bóg jest, czy go nie ma. Znałem człowieka, który w dzieciństwie był gorliwym ministrantem, a po latach omijania z daleka Kościoła zaczął się zastanawiać, czy przypadkiem po śmierci nie ma reinkarnacji.

Równia pochyła

Czasem utrata wiary jest niezawiniona, ale skutki pozostają opłakane. Za przykład może posłużyć Rudolf Hess – komendant Auschwitz. Podejrzewając księdza o zdradę tajemnicy spowiedzi, odsunął się od Kościoła. Tracąc wiarę w Boga, wszedł na równię pochyłą. Uwierzył w innego boga, który nazywał się Führer.

Świadectwa osób, które przeszły przez piekło obozu koncentracyjnego, są zgodne, że człowiek, w którym tliła się wiara, miał o wiele większe szanse na przeżycie. Ludzi wiary trudniej było upodlić, a w otaczającym ich zezwierzęceniu udawało im się ocalić człowieczeństwo. To dlatego dziś demon próbuje zniszczyć wiarę przez propagowanie okultyzmu i różnych form zabobonu tak szkodliwych dla naszej wiary.

Jeśli sól straci swój smak, czym ją posolić?

Natura nie znosi próżni. Dzieje się tak nie tylko w świecie materialnym, ale i duchowym. Kto traci wiarę w jedynego Boga, automatycznie ucieka w świat okultyzmu i ezoteryzmu. Jeśli nie ma dostępu do Źródła Światła, ucieka się do zdobywania świecidełek. Ugania się za namiastkami Prawdy.

Jeśli ktoś uwierzy kartom czy astrologii, w jego sercu nie będzie już miejsca na wiarę w jedynego Boga. Ktoś taki traci wiarę, a wraz z nią duchowe zdrowie. Już nie wie, że jego życie jest kierowane przez pełną miłości Bożą opatrzność. Sądzi raczej, że przyszłość zapisana jest w gwiazdach. Stan takiej osoby można określić jako duchową ślepotę. Jak taki człowiek ma odnaleźć drogę do nieba, skoro jej po prostu nie widzi? Jak ma dotrzeć do Jezusa, jeśli wierzy, że po śmierci następuje wędrówka dusz? Czy wierząc w reinkarnację, można jeszcze wierzyć w sens śmierci Jezusa na krzyżu?

Niezawodne lekarstwo

Tak jak w przypadku schorzeń fizycznych, tak w życiu duchowym najważniejsza jest profilaktyka. Wiadomo przecież, że lepiej jest zapobiegać chorobie, niż ją leczyć. W każdym razie jest to na pewno mniej bolesne.

Kościół w swoim nauczaniu podkreśla, że sakramenty są tworzywem wiary. One po prostu dają człowiekowi wiarę. Bo czy ktoś przyjmujący często Jezusa Eucharystycznego do serca zwątpi w istnienie Zbawiciela? Czy ten, kto regularnie oczyszcza swój duchowy wzrok w sakramencie pokuty, może cierpieć na duchową ślepotę?

Obok sakramentów niezawodnym środkiem do utrzymania wiary jest modlitwa. Ten, kto często rozmawia z Bogiem, nie będzie miał wątpliwości, że On istnieje.

Wiara jest skarbem, który otrzymaliśmy za darmo. Jest ona jak ewangeliczny talent, który trzeba pomnażać. Trzeba ten skarb pomnażać w innych poprzez głoszenie Jezusa – jedynego Zbawiciela. Na nas, wierzących, ciąży też szczególna odpowiedzialność, aby nie dawać naszym braciom powodu do zwątpienia. Dlatego powinniśmy unikać wszystkiego, co może przyczynić się do zmniejszenia wiary w nas i u tych, do których zostaliśmy posłani.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *