Dwumiesięcznik dla chorych

Milczeć i modlić się

Autor: , opublikowano: 01.11.2017

Milczeć i modlić się

Z ks. Lucjanem Szczepaniakiem, sercaninem, kapelanem Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie, doktorem habilitowanym teologii moralnej, lekarzem i poetą rozmawia ks. Krzysztof Zimończyk SCJ.

Już od ponad 20 lat jest Ksiądz kapelanem Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie. Jak wygląda Księdza praca w tym szpitalu?

Moja praca jest wielowymiarowa, a najważniejszym jej aspektem pozostaje zaspokojenie potrzeb religijnych chorych dzieci i ich opiekunów. W praktyce sprowadza się to do posługi Słowa, udzielania sakramentów, organizowania życia modlitwy i pomocy socjalnej. W centrum uwagi jest przede wszystkim dziecko ciężko chore i bliskie śmierci. Dla niego jestem dostępny przez całą dobę, przez wszystkie dni tygodnia. Służę mu rozmową, posługą sakramentalną i modlitwą, zwłaszcza w zagrożeniu życia i umieraniu. Kiedy dziecko odejdzie do Boga, żegnam je w prosektoryjnej kaplicy.

Posługa Słowa nie kończy się w kaplicy szpitala, lecz jest kontynuowana tam, gdzie spotykam się z chorym. Do niej należy zaliczyć również rozmowy telefoniczne i korespondencję. Słowo wypowiedziane z wiarą i poparte cichą, lecz żarliwą modlitwą może uratować nadzieję.

Ksiądz służy nie tylko chorym dzieciom, ale także ich rodzicom i pracownikom służby zdrowia.

Zagrożenie życia dziecka wyzwala niepokój i cierpienie rodziców czy opiekunów, których nie można pozostawić samych sobie. Sercem szpitalnego duszpasterstwa jest kaplica, w której adorowany jest Najświętszy Sakrament i otoczony czcią słynący łaskami, ukoronowany obraz Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Na moc tego szczególnego miejsca zwrócił uwagę całego świata papież Franciszek, modląc się w kaplicy w czasie Światowych Dni Młodzieży w lipcu 2016 roku. Źródłem duchowej siły dla rodziców chorych dzieci, a także pracowników służby zdrowia, wielu lekarzy i pielęgniarek, jest codzienna Eucharystia, adoracja Najświętszego Sakramentu, codzienne nabożeństwo różańcowe połączone z nowenną do NMP Nieustającej Pomocy. W kaplicy szpitalnej przez całą dobę można znaleźć schronienie, wyciszyć się i porozmawiać z Bogiem.

Ile umierających dzieci trzymał Ksiądz za rękę przez czas swojej posługi?

Kiedyś liczyłem, ale nie podam tej liczby. Nie chcę, żeby szpital był odbierany jako miejsce, gdzie umierają dzieci. Bo to jest przede wszystkim miejsce, w którym dzieci wracają do zdrowia, są rehabilitowane. Rocznie trafia tu około 34 tysięcy małych pacjentów. I jakiś promil tych dzieci odchodzi do Pana Boga. Ja jednak, to prawda, uczestniczę w tych wydarzeniach najtrudniejszych, gdzie dzieci i rodzice są w szczególnie trudnym położeniu – zarówno psychicznym, jak i duchowym.

Jak w takich momentach należy się zachować?

W dużej mierze – milczeć i modlić się. Gdy w naszym szpitalu był papież Franciszek, powiedział bardzo ważne słowa: „Chciałbym zatrzymać się trochę przy każdym chorym dziecku, przy jego łóżku, przytulić je jedno po drugim, posłuchać choćby przez chwilę każdego z was i razem milczeć w obliczu pytań, na które nie ma natychmiastowych odpowiedzi. I modlić się”. I to jest głęboka odpowiedź – zarówno w warstwie religijnej, teologicznej, jak i ludzkiej. Bo przyjrzyjmy się Księdze Hioba w Starym Testamencie, opowieści o człowieku potrójnie doświadczonym, który stracił prawie całą rodzinę, dobra materialne i jeszcze zdrowie. Odwiedzają go przyjaciele i zaczynają doszukiwać się powodów jego cierpienia w relacjach z Bogiem, z ludźmi. Ale w końcu i oni zaczynają dojrzewać wewnętrznie. Siadają przy nim i milczą. I to jest najgłębsze towarzyszenie. Wobec cierpienia, zwłaszcza wobec cierpienia niezawinionego, trzeba zachować milczenie. W tym milczeniu jest zaufanie do Boga i do tych, którzy niosą nam pomoc. Tylko to milczenie nie może być wypełnione goryczą, lecz miłością.

Czy mógłby Ksiądz przytoczyć jakąś konkretną sytuację ze swej posługi przy umierającym dziecku?

Umierał tu kiedyś na intensywnej terapii kilkunastoletni chłopiec. Przy jego łóżku stały mama i siostra. Zostałem wezwany, aby udzielić sakramentów. Udzieliłem ich i zostałem przy łóżku. Była kolejna już reanimacja. Matka chłopca poprosiła mnie: „Proszę się modlić, żeby żył”. Nic nie odpowiedziałem, tylko się modliłem. Na chwilę po reanimacji było lepiej, ale zaraz znów miał zapaść – i znów kolejna reanimacja. Matka chłopca poprosiła mnie tym razem: „Proszę się modlić, żeby spokojnie umarł”. I to się wiele razy powtarzało, w sumie stałem tam około dwóch godzin. I kiedy ten młody człowiek umarł, jego matka zapytała mnie, czemu modliłem się o śmierć dla jej syna?

A modlił się Ksiądz o jego śmierć?

Od samego początku nie modliłem się ani o śmierć, ani o to, żeby został bezwarunkowo uratowany. Modliłem się o wypełnienie woli Bożej. Powiedziałem to tej kobiecie: „Prosiłem, by Bóg podjął najlepszą decyzję”.

Czy jest coś, czego możemy się od umierających dzieci nauczyć?

Wspólnie z s. dr Bożeną Leszczyńską, asystentką pastoralną, która od wielu lat pomaga mi w pracy, doświadczamy, że niektóre dzieci, obdarzone jakimś szczególnym darem wiary, upominają się o modlitwę i sakramenty, a zwłaszcza Komunię Świętą, pomimo obojętności religijnej ze strony najbliższych. Stąd też zdarza się, że kiedy je odwiedzamy, skupienie dziecka, żarliwa modlitwa i przyjęcie Komunii Świętej z miłością zawstydza dorosłych i innych pacjentów. Wiele razy mieliśmy też do czynienia z dziećmi w wieku 5-7 lat bardzo ciężko chorymi, niekiedy śmiertelnie, które niezachęcane przez ich bliskich ani personel medyczny same „załatwiały” sobie sakrament pokuty i Pierwszą Komunię Świętą. Tak było ze zmarłym niedawno siedmioletnim Bartusiem, który trzy miesiące temu uparł się, że koniecznie chce się wyspowiadać, a przecież jeszcze nigdy tego nie czynił i nie przyjmował Komunii Świętej. Podczas odwiedzin s. Bożeny usilnie prosił ją o rozmowę ze mną. Idąc do chłopca, nie wiedziałem jeszcze, jak postąpię. Kiedy usiadłem przy łóżku Bartusia, on o nic mnie nie pytając, rozpoczął swoją spowiedź. Byłem wzruszony i zarazem zawstydzony głębią i delikatnością jego miłości do Jezusa. Bez wahania udzieliłem mu rozgrzeszenia i poprosiłem jego mamę, aby w ciągu kilku dni zorganizować Pierwszą Komunię Świętą w kaplicy szpitala. Bartuś okazał się misjonarzem, ponieważ Kamil, jego rówieśnik z tej samej sali, również wówczas przystąpił do swojej pierwszej spowiedzi. Kilka dni później udzieliłem chłopcom Pierwszej Komunii Świętej, która dała ogromną duchową radość i siłę zarówno im, jak i ich rodzicom.

Nie tylko wiara najmłodszych ujmuje nas za serce, ale również ich starszych koleżanek i kolegów. W lipcu minionego roku cały świat mógł zobaczyć w internecie zdjęcie szesnastoletniej Wiktorii, której policzka dotyka dłoń błogosławiącego ją papieża Franciszka, podczas jego wizyty w szpitalu. Wiktoria na początku marca odeszła do nieba, będąc wzorem pokory, prostoty i miłości do Boga, swoich bliskich i opiekunów. Nie słyszałem nigdy skargi z jej ust. Zawsze była uśmiechnięta, nawet gdy bardzo bolało. Dodawała otuchy swoim rodzicom. Odeszła stąd jak święta. Na tydzień przed śmiercią uczestniczyła we Mszy Świętej, w czasie której przyjęła wiatyk, obdarzając nas niezwykłym uśmiechem pełnym dobroci. Bóg dał jej łaskę, że pomimo wcześniejszych cierpień, po krótkiej rozmowie z mamą zasnęła szczęśliwa, widząc zalewające ją ciepłe promienie słońca. Te spotkania z dziećmi głębokiej wiary podnoszą nas na duchu w chwilach, kiedy wydaje się, że świat dorosłych ogarnia ciemność. Są one prawdziwymi świętymi żyjącymi wśród nas, którzy poprzez heroizm wiary w cierpieniu uczą nas prawdziwej miłości.

Proszę na koniec podzielić się wrażeniami z wizyty papieża Franciszka w waszym szpitalu.

Najbardziej wzruszające momenty spotkania papieża Franciszka z pacjentami i pracownikami były ukryte dla kamer stacji telewizyjnych. Po oficjalnym powitaniu w głównym holu pozostały czas wypełniły wzruszające odwiedziny chorych dzieci na oddziale i modlitwa w szpitalnej kaplicy, gdzie oczekiwali go lekarze i pielęgniarki. W przedsionku Kaplicy powitałem ojca świętego wraz z s. Bożeną oraz Olą i Mikołajem – przedstawicielami dzieci. Powiedziałem wówczas, że kaplica jest sercem szpitala, w którym jest Serce Boga okazujące miłość wszystkim chorym dzieciom i ich opiekunom. Natomiast s. Bożena razem z dziećmi podarowała papieżowi Franciszkowi album zawierający ponad dwieście rysunków, wyklejanek, wykonanych przez chore i niepełnosprawne dzieci. W albumie znalazły się też wiersze i kilka bardzo wzruszających listów od osieroconych rodziców. Podarunek ten był niezwykłym darem serca, bo inspirowany miłością do ojca świętego, wykonany został z ogromnym wysiłkiem, a nierzadko i towarzyszącym bólem. Papież otrzymał też od dzieci bukiet kwiatów, który złożył w kaplicy przed słynącym łaskami Obrazem NMP Nieustającej Pomocy. Następnie długo modlił się w milczeniu przed Najświętszym Sakramentem wraz z kardynałami i biskupami oraz zgromadzonymi w kaplicy gośćmi i pobłogosławił nas wszystkich. Po wyjściu z kaplicy przez kilka minut byliśmy z s. Bożeną sami z papieżem, bez towarzyszących mu osób. Wówczas przytulił on s. Bożenę do serca, aby tę jego miłość i bliskość mogła przekazać dzieciom, których nie mógł on osobiście odwiedzić. Było to prawdziwe duchowe przeżycie, które na zawsze pozostanie nam w pamięci.

Dziękuję za rozmowę.

 

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *