Dwumiesięcznik dla chorych

Młodzi sercanie chorym

Autor: , opublikowano: 31.08.2012

Młodzi sercanie chorym

Jezus lubił odwiedzać chorych. Było to częścią Jego misji. Zresztą często chorzy i potrzebujący sami do niego przychodzili. Widzieli w nim czasem Syna Bożego, innym razem po prostu kogoś, kto potrafi pomóc. Jak pięknie brzmią słowa Jezusa wypowiadane wielokrotnie do chorych napotkanych na drodze Jego pielgrzymowania: „Wstań, weź swoje łoże i chodź…” (J 5,2) lub w innym miejscu: „twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju” (Łk 8,48). Jezus przekazał nam swoją moc i nakazał kontynuować także tę Jego misję. Jednak tak często brakuje nam potrzebnej wiary i miłości, podobnej do Jego. Tak często jesteśmy słabi i bezradni w spotkaniu z chorym czy potrzebującym. Boimy się cierpienia i brakuje nam słów otuchy dla cierpiących. Zapominamy, że w takim człowieku można odkryć Chrystusa, a podczas spotkania z nim to my więcej otrzymujemy, niż dajemy. Modlitwa osoby chorej ma szczególną wartość w oczach Bożych.

Dzień i noc

Od kiedy pracuję w seminarium, nie mam wielu okazji do odwiedzania chorych w szpitalu. Jednak gdy pojawia się taka możliwość, chętnie tam idę. Ludzie na Filipinach bardzo cenią sobie gościa w szpitalu. Zwykle, gdy ktoś tutaj zachoruje, cała rodzina musi go odwiedzić. Każdy przynosi podarunek i obiecuje pamięć modlitewną. To wynikający z głęboko wszczepionych tradycji obowiązek, aby zawsze ktoś był przy chorym, dzień i noc. Zwykle najbliższa rodzina dzieli się tym zadaniem. Wielką radością dla chorego i rodziny są wizyty księdza lub kleryka. Dlatego najważniejszą pracą duszpasterską moich wychowanków są właśnie odwiedziny chorych, w domu i w szpitalu. Jak sami mówią, każda taka wizyta wiele ich uczy i wzmacnia ducha.

Zdrowie dla bogaczy

Opieka zdrowotna na Filipinach jest całkiem dobrze rozwinięta, ale jest płatna. Szpitale prywatne są zadbane i dobrze zaopatrzone. Ubezpieczenia zdrowotne zapewniają znaczącą pomoc dla tych, którzy płacą składki regularnie. Niestety, niewielu ludzi na to stać. Szpitale obsługują więc jedynie niewielką grupę osób potrzebujących, oczywiście tych najbogatszych. To zaledwie mały procent ludzi w miastach. Pozostali zdani są na publiczne szpitale, których obsługa i wyposażenie pozostawiają już wiele do życzenia. W praktyce ludność mieszkająca w wioskach z żadnej opieki zdrowotnej nie korzysta. Dzieli ich od szpitali duża odległość, fatalne drogi, a przede wszystkim bariera finansowa. Bardzo często jedynym ich lekarzem jest więc szaman i czary. W najlepszym wypadku przychodzą oni z płaczem do misjonarza, zwykle w sytuacji, gdy już jest za późno na leczenie. Co gorsze, politycy i rząd niewiele robią, aby poprawić tę sytuację i choć trochę przybliżyć biednym opiekę społeczną.

Pomóc zapomnianym

Wiele w tej materii robi Kościół. Coraz częściej budowane są chrześcijańskie szpitale i przychodnie lekarskie. Misjonarze organizują pomoc zagraniczną lub osobiście dowożą chorych do szpitali. Ale to niewiele w morzu potrzeb. Organizujemy też coroczną akcję na rzecz biednych i chorych. To pewnego rodzaju odpowiedź na powyżej wspomnianą niesprawiedliwość społeczną w tym kraju. Chodzi tu o sercańską misję młodzieżową (Dehonian Youth Mission). Ta inicjatywa ma tym większą wartość, że jest organizowana przez samą młodzież. Ma ona miejsce w sercańskich parafiach na Mindanao w każde wakacje. Młodzież przygotowuje się przez kilka tygodni podczas spotkań i rekolekcji, zbiera potrzebne środki, szuka sponsorów, a przede wszystkim wzrasta duchowo, aby owocnie wypełnić przypisane im zadanie. Trzydziesto lub czterdziestoosobowa grupa młodych zwykle wybiera na swoją misję wioski najbardziej oddalone i w górzystym terenie, te najbiedniejsze i zapomniane. Tam spędzają 10 dni, mieszkając z miejscową ludnością, organizując gry, zabawę, a przede wszystkim modlitwę dla młodzieży i dzieci. Jednym z punktów tej misji apostolskiej jest również pomoc medyczna. Wówczas do młodzieży dojeżdża lekarz i pielęgniarka. Przy współpracy młodych lekarz dociera do zupełnie zapomnianych i pozostawionych samym sobie pacjentów. Dużą grupę stanowią wśród nich dzieci. Ich rodzice nie zdają sobie nieraz sprawy z prostych chorób dziecka, jak biegunka, odwodnienie, choroby skóry czy płuc, które poprzez zaniedbanie mogą nawet doprowadzić do śmierci.

Sercańska misja młodzieżowa jest już tradycją na Filipinach, a młodzież chętnie decyduje się, aby wziąć w niej udział. Mimo trudów związanych z zamieszkaniem w górach czy prostym jedzeniem są wdzięczni Bogu i dobrym ludziom. To przecież miło i pożytecznie spędzony czas wakacyjny. Jak sami mówią, z gór zawsze wracają „więksi”. Więcej otrzymują, niż dają.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *