Dwumiesięcznik dla chorych

Nie jesteśmy aktorami życia

Autor: , opublikowano: 23.01.2017

Nie jesteśmy aktorami życia

Życie można przeżywać, można je także odgrywać. Można starać się żyć w zgodzie ze sobą, można też chować się za kolejnymi maskami i funkcjami. Czy nadal posiadamy dziecięcą zdolność do prostego i zwyczajnego wyrażania siebie? Czy pozwalamy sobie na spontaniczność i autentyczność w kontaktach z innymi? I przede wszystkim, czy my sami mamy jasność, co do tego kim jesteśmy?

Kiedy funkcja goni funkcję

Dzisiejsza rzeczywistość wymaga od nas wiele. Każdy z nas łączy przeróżne funkcje i role. Czasami jednak przyjmujemy na siebie za dużo. Automatycznie podejmujemy się kolejnych zadań i wyzwań, uważając podświadomie, że tak trzeba. To tak jakby musiało nas być coraz więcej i jakbyśmy wciąż musieli zaskakiwać innych swoją wszechstronnością. Czy to źle, że chcemy wciąż się rozwijać i iść do przodu? To zależy od tego, czy w tej pogoni za byciem lepszą wersją samego siebie, tak naprawdę nie zatracamy tego, co w nas najcenniejsze. To zależy od naszej motywacji. Trzeba nam zapytać siebie, czemu mają służyć podejmowane przez nas działania. Czy przypadkiem nie mają na celu przykryć w nas czegoś, co jest dla nas trudne? Sprawić, że nie będziemy mieli czasu skonfrontować się z prawdziwym życiem? Czy sprawiają, że jesteśmy szczęśliwi?

Ważne, by nie zatracić się w pełnionych funkcjach, wykonywanych zadaniach, dążeniach do zrealizowania kolejnego celu. Prawdziwe życie ukryte jest w tym, co najprostsze. To dotknięcie tej prawdy powinno napędzać nasze codzienne działania. Wszystko, co robimy, powinno służyć życiu. Temu, które jest w nas i temu, które od nas zależy. Czasem dobrze jest zwolnić, by to, co ważne nas nie ominęło. Nie warto brać na swoje barki kolejnych zadań tylko po to, by zadowolić ludzi, którzy tego od nas oczekują. Nie warto udawać kogoś, kim nie jesteśmy, tylko po to, by być lepiej postrzeganym, np. w miejscu pracy. I choć to nie jest łatwe, warto zawalczyć o pracę dopasowaną do nas, tak by wkładany w nią trud był realizacją naszych chęci i pragnień oraz by to, co robimy, było zgodne z tym, kim jesteśmy. Ciągłe dopasowywanie się do ludzi i okoliczności powoduje frustrację i prowadzi do wypalenia, a czasem także depresyjnych nastrojów. Dziś, gdy wielu z nas doświadcza trudu znalezienia i utrzymania pracy, łatwo wpaść w pułapkę zbytniego dopasowywania się. Dużo osób w miejscu pracy odgrywa rolę kompetentnego i zaangażowanego pracownika. Jeżeli musimy odgrywać zaangażowanie, to znak, że wykonywana praca nie jest do nas wystarczająco dobrze dopasowana. Czy nasze życie nie byłoby pełniejsze, gdybyśmy poświęcali swoje siły i czas na pracę, która jest urzeczywistnieniem naszych przekonań i pragnień?

Mniej znaczy więcej

Bardziej być czy mieć? Pytanie to może wydawać się aż nazbyt filozoficzne, jednak tak naprawdę potykamy się o nie każdego dnia. Są takie role w naszym życiu, które dotykają istoty człowieczeństwa. To role, które pełnimy w naszych rodzinach – córki, syna, brata, siostry, w końcu żony, męża oraz matki lub ojca. Wypełnianie tych ról w głównej mierze buduje poczucie tego, kim jesteśmy i wpływa na obraz tego, jacy jesteśmy. Dla osób wierzących ważną rolą jest też rola dziecka Bożego, chrześcijanina. Oczywiście pełnimy też role przyjaciela, sąsiada, współpracownika. Posiadane wykształcenie i piastowane stanowisko wyznaczają naszą pozycję zawodową i wpływają z kolei na role pełnione w życiu społecznym. Można powiedzieć, że wszystkie te zadania są ważne. Role życiowe, te, które zostały nam dane, są jednak kluczowe. Wszystkie inne powinny być wobec nich służebne. I to w naszych życiowych rolach powinniśmy przede wszystkim poszukiwać własnego rozwoju i spełnienia. Zaniedbanych relacji nie zastąpimy kolejnymi sukcesami zawodowymi czy akcjami społecznymi. Dlaczego więc często zostaje nam tak niewiele czasu i sił na pielęgnowanie tego, co najważniejsze?

Trudno pogodzić tak wiele pełnionych ról. Trzeba nam dokonywać wyborów. Pomaga w tym ugruntowana świadomość tego, kim jesteśmy, jaki sens ma nasze życie i w którym kierunku zmierzamy. Co jest dla nas najważniejsze? Nie bójmy się mądrze wybierać, nawet jeśli miałby to być wybór niepopularny. Słuchajmy naszego wewnętrznego głosu, odczytujmy kolejne życiowe kroki w naszych pragnieniach i tęsknotach. Nie dajmy sobie wmówić, że musimy żyć tak jak większość. Lokujmy podejmowane wysiłki w budowanie tego, co najważniejsze. Jakże często mniej znaczy więcej. Mniej rzeczy wokół nas, więcej przestrzeni w nas. Mniej zabiegania o dobra materialne, więcej czasu na bycie z rodziną. Mniej poszukiwania siebie w tytułach i stanowiskach, więcej autentyczności w byciu sobą na co dzień. Co chcesz osiągnąć w życiu? Na czym tak naprawdę ci zależy? Której życiowej roli nie chcesz przegrać?

Podążajmy za pragnieniami

Każdy z nas nosi w sercu wizję tego, co chciałby ofiarować swojej rodzinie, jaki wkład wnieść w życie innych ludzi. Podążajmy za tym, co jest tęsknotą naszego serca. Realizujmy najszlachetniejsze pragnienia ot tak, zwyczajnie, na co dzień. Nie dajmy sobie wmówić, że to nie dla nas, że za późno, że nie damy rady. Dzięki temu będziemy krok po kroku wyzwalać się z tego, co nieautentyczne. Coraz więcej będzie nas w nas samych, a my będziemy się ze sobą czuć w końcu jak u siebie.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *