Dwumiesięcznik dla chorych

Nie przyszedłem się leczyć, ale żeby sobie porozmawiać…

Autor: , opublikowano: 27.12.2016

Nie przyszedłem się leczyć, ale żeby sobie porozmawiać…

Długie kolejki pod gabinetem lekarza rodzinnego czy specjalisty, odległe terminy wizyt to rzeczywistość dobrze znana każdemu z nas. Widząc te „czarne poczekalnie”, nasuwa się pytanie: „Dlaczego ludzie przychodzą do lekarza?”. Odpowiedź z pozoru jest oczywista: „Bo są chorzy, chcą się leczyć, ratować swoje zdrowie i życie” – w wielu wypadkach tak jest, ale czy zawsze? Przyjrzyjmy się z bliska motywom wizyt pacjentów w gabinecie lekarskim.

Kto odwiedza lekarza i dlaczego?

Pierwszą grupę osób przychodzących do lekarza stanowią chorzy somatycznie, czyli osoby mające konkretne dolegliwości ze strony różnych narządów, wymagające postępowania w pierwszej kolejności farmakologicznego, czyli leczenia lekami. Do tej grupy możemy zaliczyć również tzw. wizyty sezonowe, mające miejsce w miesiącach o wyższej zachorowalności na choroby infekcyjne – w naszym kraju są to głównie schorzenia dróg oddechowych. Te osoby odwiedzają lekarza w razie wystąpienia nagłych objawów, oczekując konkretnej pomocy i licząc na szybki powrót do pełni zdrowia i sił.

W skład drugiej grupy z kolei wchodzą pacjenci, którzy w danej chwili nie odczuwają żadnych dolegliwości, ich stan zdrowia jest stabilny, ale przychodzą w celu kontynuacji leczenia, czyli przepisania leków przyjmowanych na stałe. Są to tzw. porady recepturowe, które w myśl obecnie obowiązujących przepisów można w wielu placówkach podstawowej opieki zdrowotnej realizować również telefonicznie. Porada taka polega na tym, że pacjent telefonicznie prosi o wystawienie recepty na leki przyjmowane przewlekle. Następnego lub jeszcze tego samego dnia może ją odebrać w rejestracji.

Kolejna grupa to tzw. wizyty z ciekawości. Mają one miejsce, gdy do przychodni przychodzi pracować nowy specjalista lub gdy przyjeżdża inny lekarz na zastępstwo w okresie urlopowym. Wspomniane zjawisko wcale nie jest rzadkie. Tego typu pacjenci mówią wprost: „Nic mi nie jest. Przyszedłem z ciekawości, zobaczyć, jaki jest ten nowy pan/pani doktor. Proszę mnie przy okazji przebadać”. Z tego typu sytuacjami spotykamy się dużo częściej na wsi niż w mieście.

Warto zwrócić uwagę jeszcze na wizyty, które nazwę „wizytami konsultacyjnymi”. Nie mam tu na myśli konsultacji specjalistycznych, ale sytuacje, gdy pacjent rano rejestruje się do jednego lekarza, a po południu tego samego dnia do innego. Wchodząc do gabinetu, mówi: „Chciałem tylko skonsultować to, co powiedział doktor X”. Zapewne motywem tego typu wizyt jest brak zaufania do lekarza, jak również niedopuszczanie do siebie wiadomości o stanie swojego zdrowia.

Ostatnią grupą, o której chciałam wspomnieć, są pacjenci, którzy nie potrzebują pomocy medycznej, rozumianej jako prowadzenie diagnostyki czy farmakoterapii. Te osoby oczekują, aby spojrzeć na nich holistycznie, czyli całościowo. Potrzebują głównie rozmowy, a dokładniej, aby wysłuchać tego, co przeżywają, jakie mają problemy i czym żyją na co dzień. Do tej grupy można zaliczyć również osoby ze wszystkich wcześniej wspomnianych grup. Spotykamy się z coraz większym u pacjentów „głodem zainteresowania ich osobą”. Często samotność jest przyczyną somatyzacji tego, co dana osoba przeżywa, i mam na myśli również samotność wśród rodziny i kochających osób, które nas nie rozumieją.

Jaki lekarz może nam pomóc?

Lekarz, nawet najlepszy i najbardziej empatyczny, nie jest w stanie uleczyć ran odrzucenia, poczucia osamotnienia, niezrozumienia, czy wreszcie trudności w akceptacji choroby czy sytuacji rodzinnej, w której dana osoba się znajduje. On może chwilowo pomóc, zaleczyć ten ból na krótki czas, ale nie uleczy ran, które w rzeczywistości są bólem duszy człowieka. Pan Bóg, nim powstała nauka zwana psychologią, wiedział, że człowiek potrzebuje wypowiedzieć ból duszy, dlatego dał nam sakrament pokuty, w którym, jak czytamy w Katechizmie Kościoła katolickiego, „Bóg udziela penitentowi przebaczenia i pokoju” (1424). Otrzymując Boży pokój, mamy siłę, by podejmować walkę i znosić to, co nas spotyka. Tak jak ważne jest dbanie o zdrowie fizyczne, ważne jest również dbanie o stan naszej duszy, dlatego nie bójmy się iść do spowiedzi, dobrej i szczerej, bo tam czeka na nas Lekarz, który uleczyć może z każdego trądu. Potrzeba, aby człowiek uchylił rąbek swojego serca, a resztę dokona Bóg.

Mówiąc o samotności człowieka w świecie pełnym ludzi, nietrudno znaleźć analogię do samotności Jezusa wśród śpiących uczniów w Ogrójcu. Oni byli tam, ale nie czuwali z Panem, nie widzieli tego, co się z Nim dzieje. Może właśnie przez doświadczenie naszej samotności w życiu Jezus prosi, by czuwać z Nim w Ogrójcu i może razem z Jezusem wypowiemy słowa: „Nie moja, lecz Twoja wola niech się stanie”. Nie bójmy się również ze swoją samotnością przebywać przed Najświętszym Sakramentem, gdzie zawsze na nas czeka Bóg, wysłucha każdego naszego słowa i nie tylko słowa. On usłyszy każde drgnienie naszego serca. Trwając tak przed obliczem Boskiego Zbawiciela, możemy usłyszeć: „Sequere me” – pójdź za Mną, pozwól się poprowadzić, dokąd ja zechcę. A gdy pozwolimy się prowadzić temu, który do końca nas umiłował, zobaczymy, że Bóg działa w nas i przez nas.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *