Dwumiesięcznik dla chorych

Nieustępliwość z wrażliwością

Autor: , opublikowano: 21.02.2014

Nieustępliwość z wrażliwością

O tym, że w życiu św. Hildegardy nie było tego złego, co by na dobre nie wyszło, o jej (kłopotliwych) wizjach, a także o niej samej z s. Blanką Szymańską OSB rozmawia Anna Sosnowska z sercańskiego portalu ewangelizacyjnego profeto.pl.

Jaki jest Bóg, którego opisuje św. Hildegarda?

To bardzo ciekawa i zarazem ogromna przestrzeń myśli naszej świętej, w świetle których można wręcz mówić o pewnym zderzeniu światów, ponieważ Bóg w średniowieczu był postrzegany jako surowy i niedostępny Sędzia, który za dobro wynagradza, a za zło karze, i którego należy się lękać, natomiast Bóg Hildegardy – na ile ją poznaję – był Bogiem osobowym, Bogiem Trójjedynej Miłości, pragnącym relacji z człowiekiem, swoim stworzeniem.

Skąd u niej to odkrycie?

Myślę, że takie rozumienie Boga w znacznym stopniu wyrosło z dzieciństwa Hildegardy, która została oddana przez rodziców do klasztoru w wieku ośmiu lat. Była ich dziesiątym dzieckiem, bardzo chorowitym, o niespecyficznych zachowaniach, więc niektórzy interpretatorzy uważają, że rodzice w ten sposób chcieli pozbyć się kłopotu, inni natomiast utrzymują, że była to po prostu dziesięcina.

To niezwykłe, bo mówimy tutaj o historii, która zaczyna się od niezgody i wielkiego cierpienia, a potem prowadzi do odkrycia zupełnie nowych – i to w skali epoki! – duchowych przestrzeni.

Hildegarda wyraźnie nam pokazuje: zgoda na wolę Bożą jest z jednej strony zgodą na niewiadomą, ale nigdy nie jest zgodą na niebezpieczną – tak bym to określiła.

Tylko że ta wola Boża została jej w nieludzki sposób narzucona.

Hildegarda musiała oswoić wybór, przepracować wewnętrznie decyzję o pozostaniu w klasztorze. Gdy sama objęła urząd opatki, a miała wtedy 38 lat, nigdy nie zgodziła się na przyjmowanie do klasztoru tak małych dziewczynek, dedykowanych przez rodziców na zawsze do wspólnoty zakonnej. Na wychowanie – owszem, ale to była ówcześnie powszechna praktyka benedyktyńska.

Wizje były podobno dla Hildegardy naprawdę trudnym doświadczeniem. Dlaczego?

Zdolność przenikania spraw, które dopiero się wydarzą, pojawiła się u Hildegardy, kiedy była małym dzieckiem. Miała na przykład wizję cielaka – jeszcze przed jego przyjściem na świat – w której dokładnie opisała, jak to zwierzę będzie wyglądać po urodzeniu. Takich sytuacji zdarzało się wiele, więc rodzice zaczęli traktować Hildegardę jak dziecko psychicznie chore. Święta zamknęła się w sobie i przez wiele lat nie mówiła nikomu o swoich doświadczeniach. To zmieniło się mniej więcej koło 42. roku życia, kiedy wizje – ale już w bardziej teologicznym wymiarze – zaczęły powracać. Hildegarda za namową spowiednika opisała je i przesłała św. Bernardowi z Clairvaux, postaci bardzo znaczącej w tamtych czasach. Ostatecznie jej wizje zyskały również aprobatę papieża Eugeniusza III, a przynajmniej niektóre ich fragmenty zostały odczytane także na synodzie w Trewirze.

Myślę, że z ludzkiego punktu widzenia takie wystawienie swoich duchowych doświadczeń na widok publiczny i poddanie ich ocenie musiało być dla Hildegardy bardzo trudnym przeżyciem…

Hildegardę przesłuchiwała także specjalnie do tego powołana komisja papieska. Jednak i ta nie znalazła u świętej niczego, co byłoby niezgodne z ówcześnie panującym stanem wiedzy teologicznej czy zmyślone, więc ostatecznie komisja wydała pozytywną opinię o wizjach opatki z Rupertsbergu. Jak widać, to wszystko nie miało nic wspólnego z sielanką. Dlatego dla osób prawdziwie świętych doświadczenia mistyczne, wizyjne czy stygmatyczne są zazwyczaj powodem do skrytości, a nie manifestacji.

Jakim człowiekiem była Hildegarda?

W jej listach da się wyczytać pomiędzy wierszami także ją samą, ponieważ odpowiadając respondentom na pytania, ujawnia swój punkt widzenia i zdradza trochę, jaka jest.

Która z jej cech rzuca się w oczy?

Nieustępliwość, ale taka Boża, wynikająca z przemodlenia tematu. Natomiast, jeśli Hildegarda ma wątpliwości – nie działa, i to samo radzi innym. Na przykład pewien opat wystosował do niej list, w którym pytał, czy będąc przełożonym jednej wspólnoty, powinien odpowiedzieć pozytywnie na prośbę braci z drugiego klasztoru, którzy także widzieliby go w roli swojego opata. „Czy ty dasz radę? Czy rzeczywiście sprostasz obowiązkom wynikającym z urzędu?” – dopytuje go święta. Widać tu pewną ostrożność, choć przecież ona sama czuwała nad klasztorem w Rupertsbergu oraz nad tym, który ufundowała kilka lat później w Eibingen, po drugiej stronie Renu.

Co jeszcze można powiedzieć o Hildegardzie?

Myślę, że to była osoba niezwykle wrażliwa – o czym także mało się mówi – ale i niezwykle twarda; bardzo wymagająca i jednocześnie bardzo czuła. Właściwie w życiu i posłudze streszczała to, co zapisał nam św. Benedykt w rozdziale drugim Reguły poświęconym temu, jaki powinien być opat – nad jednymi ma pochylać się z wyrozumiałą dobrocią i łagodnością, a innym stawiać wyższe wymagania, niejednokrotnie stosując również i kary.

Jej historia świetnie pokazuje, że wszystkie nasze doświadczenia są potencjalnym dobrem i naprawdę nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

Hildegarda odnosi to do pewnej logiki Bożej czy szeroko rozumianej ekonomii zbawienia, której może nie rozumiemy w tym momencie, ale jeżeli przyjmiemy z wiarą, że to wszystko jest dla nas łaską, to ta łaska będzie w nas owocować w dobrym tego słowa znaczeniu. Nawet choroba, zwłaszcza ciężka, może być szansą daną człowiekowi – to także jest jedno z odkryć Hildegardy, pozwalające uporządkować nasze spojrzenie na ten aspekt swojego życia.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *