Dwumiesięcznik dla chorych

Od kieliszka do świętości

Autor: , opublikowano: 24.04.2012

Od kieliszka do świętości

Czasami trzeba upaść na samo dno, aby czegoś doświadczyć i odkryć prawdę o wielkiej wartości tego, co zostało utracone. Historia irlandzkiego robotnika Matthew Talbota, okraszona słowami Apostoła Narodów: „Moc bowiem w słabości się doskonali” (2 Kor 12,9a), staje się opowieścią o wewnętrznym uzdrowieniu człowieka i jego zmartwychwstaniu do nowego życia – życia w trzeźwości.

 Życie w pubie

Matt urodził się 2 maja 1856 roku w Dublinie, stolicy Irlandii, jako drugie dziecko Charlesa i Elizabeth Talbotów. Pomimo regularnej pracy ojca wielodzietna rodzina żyła na granicy ubóstwa. Przyczyną takiego stanu rzeczy nie była bynajmniej jej liczebność, lecz choroba alkoholowa Charlesa, który każde zarobione pieniądze trwonił w lokalnych pubach. Niestety, negatywny przykład ojca znalazł swe odbicie w postępowaniu synów, w tym także Matta, którzy na długie lata związali swoje życie z nałogiem pijaństwa.

Sprzyjała temu również sytuacja historyczna, w której znaleźli się Irlandczycy w drugiej połowie XIX wieku. Po wojnie krymskiej wielu z nich nie miało pracy, pieniędzy, a przede wszystkim nadziei. Brak obowiązkowego szkolnictwa sprawił, że Matthew po ukończeniu zaledwie pierwszej klasy, będąc dwunastoletnim chłopcem, rozpoczął pracę w jednej z dublińskich winiarni. Od tego momentu często wracał do domu pijany. Próby ukrycia tego przed ojcem zakończyły się niepowodzeniem, co doprowadziło do wyciągnięcia poważnych konsekwencji wobec syna. Niestety, ani one, ani nawet zmiana pracy nie przyniosły poprawy. W efekcie czego przez następne szesnaście lat prawie wszystkie zarobione przez Matta pieniądze tonęły w kieliszkach wódki.

 Wzgarda

Tak było do pewnej pamiętnej soboty 1884 roku. Od blisko tygodnia Matthew i jego dwaj bracia nie mieli pracy, dlatego nie mogli sobie pozwolić na to, co do tej pory było częścią ich codzienności. Matt liczył jednak na gest przyjaciół, którym sam niejednokrotnie okazywał swą hojność. Nic jednak bardziej mylnego… Tego wieczoru zamiast zrozumienia sytuacji, w której się znalazł, od swych dotychczasowych towarzyszy otrzymał coś, czego zupełnie się nie spodziewał – wzgardę. Nie czekając na dalszy rozwój wypadków, w drodze do domu złożył uroczystą obietnicę, że od tej pory przez trzy kolejne miesiące nie wypije ani kropli alkoholu. To był początek jego nawrócenia…

Tego samego wieczoru Matthew po raz pierwszy od wielu lat wyspowiadał się i w obecności kapłana jeszcze raz ponowił swoje przyrzeczenie abstynencji. Nazajutrz w tej samej intencji przyjął Komunię Świętą. Decyzja o życiu w pełnej wolności nie była jednak aktem jednorazowym, lecz wymagała codziennego wysiłku. Dlatego w szczerej rozmowie ze swoją siostrą wyznał po latach, że łatwiej byłoby wskrzesić umarłego, aniżeli przestać pić. Pomimo trudności nie zniechęcał się, lecz dokonawszy rachunku sumienia, postanowił, że jego schronieniem będzie odtąd mieszkanie Boga – pobliski kościół, w którym codziennie, przed wyruszeniem do pracy, uczestniczył w porannej Mszy św., zaś wieczorem, klęcząc w zacienionym miejscu, spędzał długie godziny na osobistej modlitwie. Doświadczenie samotności oraz przebywania w Bożej obecności sprawiło, że swymi prawdziwymi przyjaciółmi uczynił Maryję i świętych. Często prosił ich o wstawiennictwo, by Bóg nie pozwolił mu już więcej wracać na dawne drogi zniewolenia, lecz okazał mu swoje zmiłowanie i łaskę.

 Nowe pragnienie

Stopniowo pragnienie alkoholu ustępowało miejsca pragnieniu żywej wody (por. J 4,10). Matt coraz bardziej chciał upodobnić się do Chrystusa, dlatego często pościł i dużo się modlił. Zgodnie ze wskazówkami jezuity o. Jamesa Walsha regularnie czytał Pismo Święte, żywoty świętych oraz dzieła mistrzów duchowości: Wyznania św. Augustyna, Filoteę św. Franciszka Salezego oraz Twierdzę wewnętrzną św. Teresy z Ávili.

Prawdziwym wyrazem jego zmartwychwstania było okazywane ludziom miłosierdzie. Z wielką radością uczestniczył w organizowanych w Dublinie akcjach charytatywnych, zaś wszystkie krzywdy wyrządzone w swym dotychczasowym życiu w miarę możliwości wspaniałomyślnie wynagradzał. Jego pracodawca podejrzewał, że większość ciężko zarobionych pieniędzy przeznacza on na cele dobroczynne, jednak w żaden sposób nie mógł przypuszczać, że intensyfikacja nowego życia w osobie Matta będzie aż tak wielka.

Zmiana postępowania nie uszła także uwadze współpracowników Matta, którzy podziwiali jego pokorę, samodyscyplinę i hojność serca. Ta niezwykła postawa ducha dotykała także ich samych, gdy w jego obecności rezygnowali z przekleństw i opowiadania nieskromnych historii. Jak napisała Ann Bottenhorn, przywołując świadectwo anonimowego autora, Matthew został „upojony” Duchem Świętym tak mocno, że miłosierdzie, duchowa wiedza oraz moc i miłość Boga nie mogły w nim pozostać bezczynne, lecz w potężny sposób rozlewały się na innych ludzi.

 Przebywanie w Jego świętej obecności

W ostatnich latach swego życia Matthew – zmożony chorobą serca, postem oraz ciężką pracą – odczuwał ogromne cierpienie fizyczne. 7 czerwca 1925 roku, w niedzielę Trójcy Świętej, udał się w swą ostatnią drogę do Bożego mieszkania – pobliskiego kościoła. Po jego śmierci wśród wielu skrawków papieru, na których zapisywał swoje myśli, znaleziono i ten: „O Dziewico, proszę Cię jedynie o trzy rzeczy: łaskę Boga, przebywanie w Jego świętej obecności oraz Jego błogosławieństwo”. Z pewnością i ta modlitwa została wysłuchana, podobnie jak wiele innych, w których Matthew mówił Bogu o swym głębokim pragnieniu trzeźwości i zmartwychwstania do nowego życia.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *