Dwumiesięcznik dla chorych

Oddać Jezusowi wszystko…

Autor: , opublikowano: 16.01.2017

Oddać Jezusowi wszystko…

Do pokoju wchodzi młoda dziewczyna. Z delikatnością wymawia swoje imię i zajmuje miejsce przy stole. Trudno uwierzyć w to, że kilka lat temu przeżyła wypadek samochodowy. O kim mowa? O Ani, która obecnie studiuje pielęgniarstwo. W rozmowie z kl. Dariuszem Trzebuniakiem SCJ opowiada o swoim uzdrowieniu fizycznym, którego doświadczyła podczas adoracji Najświętszego Sakramentu.

Sięgnijmy pamięcią wstecz. Co się właściwie wydarzyło tego pamiętnego dnia 4 lata temu?

Zacznę od tego, że pojechałam wtedy z grupą młodzieżową na koncert „Jednego serca, jednego ducha” do Rzeszowa. Wracając z koncertu, około pierwszej w nocy, mieliśmy zderzenie czołowe z samochodem prowadzonym przez 19-letniego chłopaka, który był pod wpływem alkoholu. Jechaliśmy dziewięcioosobowym busem, a ja siedziałam z tyłu, w teoretycznie najbezpieczniejszym miejscu. Gdy tylko zasnęłam, usłyszałam, jak kierujący samochodem ksiądz zaczął krzyczeć: „Rany Boskie, zabije nas!”. Ksiądz próbował uniknąć zderzenia, ale i tak do niego doszło. Rozległ się jeden wielki trzask. Kiedy wyszliśmy z busa, okazało się, że ten chłopak wyleciał autem gdzieś w pole, reszta pasażerów pouciekała; on jednak nie mógł uciec, bo drzwi były zaklinowane. Chwilę po wyjściu na zewnątrz poczułam, że nie mogę ruszać szczęką.

Po wyjściu z samochodu miałaś świadomość, że coś Ci się stało?

Nie, tu zadziałała adrenalina. Dopiero po jakimś czasie poczułam straszny ból i powiedziałam do Wojtka, mojego brata, że nie mogę ruszać szczęką. Pogotowie zabrało mnie do szpitala do Brzeska i po prześwietleniu okazało się, że mam złamaną szczękę. Od razu skierowali mnie do Krakowa, bo w Brzesku w ogóle nie chcieli się podjąć leczenia. Na następny dzień pojechałam do Krakowa, gdzie zrobiono mi badania i przeprowadzono konieczny zabieg. Po nim wróciłam do domu.

Po wypadku był czas na rehabilitację, tak?

Przez dwa tygodnie miałam wyciąg międzyszczękowy. Po tym okresie pojechałam na kontrolę do szpitala i ten wyciąg został ściągnięty. Miałam jednak nadal jeździć na rehabilitację. Początkowo przebiegała ona pomyślnie, ale w pewnym momencie dalszy postęp się zatrzymał: szczęka nie otwierała się. Groziła mi operacja. Lekarze musieliby ponownie łamać szczękę, żeby się dobrze zrosła, no i konieczna byłaby nowa rehabilitacja.

Co w tamtym czasie było najtrudniejsze dla Ciebie?

Nie mogłam się z nikim dogadać, ludzie nie rozumieli, co mówię. Miałam wielki żal do tego chłopaka, który spowodował wypadek, o to, że nie zrozumiał, że jazda pod wpływem alkoholu może doprowadzić do wielkiego nieszczęścia, że można skrzywdzić niewinnego człowieka przez swoją głupotę.

Jak się skończył proces sądowy?

Chłopak już wcześniej miał sprawę, zabrano mu prawo jazdy i miał wyrok w zawieszeniu. W trakcie tej rozprawy tłumaczył się, że chce jechać z tatą za granicę do pracy i nie może pójść do więzienia, dlatego sąd znów dał mu wyrok w zawieszeniu.

Jaką cenę zapłaciłaś za błąd tego kierowcy?

To było na początku czerwca, kończyłam wtedy gimnazjum i było ciężko, bo wszystkie oceny się wówczas „poprawia”. Umknęło mi najlepsze liceum, bo nie miałam możliwości poprawienia ocen. Ten wypadek skomplikował mi życie, bo gdy zdjęto mi druty ze szczęki, to praktycznie nie mogłam otworzyć ust, nie mogłam normalnie jeść. Wszystko musiałam rozdrabniać na kawałki. No i nie mogłam grać na flecie poprzecznym, dlatego też musiałam zrezygnować z orkiestry.

A jak Twoi towarzysze zareagowali na to wszystko? Jakie były ich odczucia? Rozmawialiście na ten temat? Pewnie tak?

No tak, cała grupa bardzo to przeżywała. Odbiło się to na wszystkich, może nie na zdrowiu, ale na kondycji psychicznej. Mówili jednak, że na szczęście nikt w tym wypadku nie zginął. Patrząc na zniszczony samochód, widać, że mogło być o wiele gorzej.

Słyszałem, że chciałaś wtedy jechać na Saletyńskie Spotkanie Młodych?

Co roku w lipcu odbywają się Międzynarodowe Saletyńskie Spotkania Młodych w Dębowcu i zawsze jeździmy tam z parafii z grupą młodzieżową. Podobnie miało być i tamtego roku. Bardzo mi zależało, żeby tam pojechać, ale lekarz rehabilitant nie chciał się zgodzić, bo tydzień bez ćwiczeń, to za duża przerwa. Uprosiłam go jednak i pozwolił mi pojechać, jeśli tylko w dniu powrotu od razu zgłoszę się do niego. No i pojechałam do Dębowca z moim bratem. Rodzice puścili mnie pod warunkiem, że on pojedzie ze mną i będzie się mną opiekował.

Co się takiego szczególnego wydarzyło podczas tego spotkania?

Jadąc na spotkanie, nie mogłam zbyt szeroko otwierać ust, maksymalnie na dwa palce. Dlatego też nie jadłam np. skórek z chleba, którymi w Dębowcu karmiłam mojego brata. Inne rzeczy rozdrabniałam na małe kawałeczki i tak się żywiłam. Przyjechaliśmy w poniedziałek, we wtorek był dzień spowiedzi. Poszłam do spowiedzi i ksiądz powiedział, że czuje, że coś się tu wydarzy specjalnego dla mnie, że nie przyjechałam nadaremno do Dębowca. Minęła środa, czwartek i w końcu przyszedł piątek. Wieczorem był koncert uwielbienia; na scenie wystawiono Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie, były modlitwy i śpiewy. Tańczyliśmy i śpiewaliśmy przed wystawionym Chrystusem w monstrancji i w pewnym momencie usłyszałam słowa, żeby oddać Jezusowi wszystko, co przeszkadza nam Go uwielbiać. No i tak sobie pomyślałam: „Panie Boże, ja tak bardzo nie cierpię, jak inne osoby – chore czy umierające, ale zabierz ode mnie to, co tak mi przeszkadza Cię uwielbiać”. W tym momencie poczułam ciepło na policzku i jakby mi tam wszystko puściło w ustach. Zaczęłam normalnie śpiewać, płakać i tańczyć. Dotychczas po tym złamaniu, gdy dotykałam policzka, towarzyszyło mi takie mrowienie, praktycznie go nie czułam. Gdy teraz dotknęłam policzka, czułam go normalnie. Po koncercie wróciliśmy na nocleg do szkoły. Przez cały tydzień wszyscy robili tosty, a ja nie mogłam ich jeść. Tego wieczoru dziewczyny też zrobiły tosty, wzięłam jednego i zaczęłam normalnie jeść. Wtedy zrozumiałam, że Pan mnie uzdrowił.

To było miesiąc po wypadku. Jak lekarze ocenili stan Twojej szczęki?

Właściwie nic specjalnego nie mówili, tylko tyle, że szczęka otwiera się prawidłowo na trzy palce i nie ma już mowy o operacji.

Wcześniej miałaś jakąś operację?

Nie, nie miałam, bo szczęka złamała się w takim miejscu, które nie wymagało operacji. Miałam tylko zabieg, po zaaplikowaniu 13 zastrzyków znieczulających w podniebienie i dziąsła.

Szczęka została uzdrowiona, a czy mimo to pozostał jakiś żal do winowajcy?

Gdy klęczałam podczas adoracji przed Najświętszym Sakramentem, to pomyślałam sobie, że Pan Jezus za każdym razem mi przebacza, cokolwiek złego zrobię, a ja nie potrafię się zdobyć na to, żeby wybaczyć temu chłopakowi. Po kilku dniach przestałam już o tym wypadku myśleć i nie winiłam sprawcy za to, co zrobił. Wcześniej miałam żal, że jechał po alkoholu, miał ponad dwa promile, zataczał się po wyjściu z auta, więc nie mógł normalnie prowadzić. Przez niego mogliśmy wszyscy zginąć. Teraz staram się patrzeć na dobrą stronę tego zdarzenia, że Pan Jezus mnie uzdrowił, że nie ponoszę jego skutków w dalszym moim życiu, nie leżę sparaliżowana, ale mogę normalnie funkcjonować.

A czy usłyszałaś od niego słowo „przepraszam”?

Przyjechał na drugi dzień i chciał przeprosić, ale mama go nie wpuściła. W sądzie już nie okazywał skruchy za to, co zrobił.

Masz świadomość, że mogłaś wtedy zginąć?

Gdy jechaliśmy do Rzeszowa na koncert, modliliśmy się do swoich aniołów stróżów, żeby nad nami czuwali. Ksiądz się śmiał i mówił, że mamy wykupioną polisę na życie, że nikomu nic się nie stanie. I faktycznie. Tak naprawdę mogliśmy zginąć czy wylądować w szpitalu, ale nikomu nic poważniejszego się nie stało.

Doświadczyłaś ogromnego bólu fizycznego i duchowego.

Przede wszystkim czułam ból, gdy otwierałam szczękę. Tego nie da się wytłumaczyć, ale gdy była złamana, to w ogóle nie potrafiłam jej otworzyć. To był straszny ból! Gdy później szczęka się zrosła i zaczęłam rehabilitację, to przy każdym jej otwieraniu czułam ten ból. Właściwie przez pierwsze dwa tygodnie praktycznie cały czas byłam na środkach przeciwbólowych, bo inaczej bym nie wytrzymała.

Przez ten wyciąg międzyszczękowy obie szczęki są ze sobą związane, więc w ogóle nie ma możliwości otwierania ust. Do tego druty z tego wyciągu przebijały mi policzki, tak, że dostawałam silnych krwotoków. Raz zaczęłam wręcz dławić się krwią. Pojechałam z mamą, żeby ktoś mi pomógł, bo bardzo krwawiłam. Byłyśmy najpierw u jednego dentysty, żeby to oczyścił, ale nie chciał się tego podjąć. Pojechałyśmy więc do innej dentystki i dopiero ona usunęła mi zalegające skrzepy. Sytuacja była wtedy naprawdę nieprzyjemna, bo autentycznie dławiłam się krwią, a sama nie mogłam w żaden sposób sobie pomóc.

 

Za co jesteś Panu Bogu wdzięczna po tym wszystkim?

Za to, że pozwolił mi przebaczyć.

Niektórzy mówią, że przebaczyć znaczy zapomnieć. Da się tak?

Nie, nie da się zapomnieć tego, że ktoś nas skrzywdził. Ale przebaczając, nie myśli się już o tym, nie ma się wielkiego żalu i nie obwinia się tej osoby o wszystko, co nam w życiu nie wychodzi.

Co byś chciała powiedzieć osobom, które nie potrafią przebaczyć? Czy miałabyś dla nich jakąś „złotą radę”?

Dobrze jest się modlić za tę osobę – to bardzo pomaga. Ja zaczęłam odmawiać różaniec za tego człowieka, który zawinił. Różaniec ma ogromną moc. Wcześniej odmawiałam tę modlitwę, gdy musiałam, nie byłam jej wielką zwolenniczką. Od czasu wypadku zaczęłam jednak odmawiać różaniec za człowieka, który mnie bardzo zranił. I to mi niezwykle pomaga! Nawet byłam bardzo zdziwiona, ile łask można otrzymać, odmawiając różaniec.

 

Modlitwa zatem otwiera na przebaczenie, człowiek się stopniowo przełamuje?

Ten żal, że zranił nas jakiś człowiek, przynajmniej w moim przypadku, jest jak kamień, który leży na sercu. Jednak dzięki modlitwie zaczyna powoli spadać.

Czyli pierwszy był żal, a potem było przebaczenie, tak?

Tak. Chociaż najpierw była obojętność – nie czułam nic, bo liczyło się tylko to, żeby ta szczęka się zrosła, był ból, więc nawet nie myślałam o pretensjach do tego chłopaka. To przyszło później, gdy się okazało, że nie mogę grać na flecie, nie mogę innych rzeczy robić, dopiero wtedy przyszedł ogromny żal.

A przebaczenie przyszło po jakim czasie?

To nie było tak, że od razu „ciach” i nie ma, nic się nie wydarzyło i, jak to się mówi, „czas leczy rany”. Według mnie nie leczy, tylko pozwala nam łatwiej z tym żyć. Nie da się jednak przestać czuć…

Żalu?

Może nie tyle żalu, bo teraz naprawdę nie mam go do nikogo – to minęło i już o tym nie myślę. Jeśli już opowiadam, to o uzdrowieniu, którego doświadczyłam, a nie o wypadku. Poza tym warto każde cierpienie ofiarować w jakiejś intencji, to też pozwala pogodzić się z tym, co nas spotkało – żeby nie cierpieć bezsensownie. Nie samo: cierpię, użalam się nad sobą, że takie coś mnie spotkało, tylko ofiarować to za kogoś czy w jakiejś intencji.

Pamiętasz swój pierwszy raz, gdy znów zaczęłaś grać na flecie po wypadku?

Oczywiście. Zaraz po powrocie z Dębowca wzięłam flet do ręki i zaczęłam grać w domu, a 11 listopada 2012 roku zagrałam pierwszy raz w orkiestrze. Po tym uzdrowieniu mogłam znów robić wszystko. Wiadomo, że musiałam przez rok bardzo uważać, żeby tej szczęki znowu nie złamać, ale to już był mniejszy problem.

Dziękuję serdecznie za rozmowę i życzę Ci wszystkiego dobrego w dalszym życiu!

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *