Dwumiesięcznik dla chorych

Otrzymacie to, o co prosicie, jeśli…

Autor: , opublikowano: 02.05.2017

Otrzymacie to, o co prosicie, jeśli…

 

Ksiądz Krzysztof Czapla SAC, dyrektor Sekretariatu Fatimskiego w Zakopanem, w rozmowie z kl. Dariuszem Trzebuniakiem SCJ opowiada o doświadczeniu choroby ks. Mirosława Drozdka SAC, byłego kustosza Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej w Zakopanem, oraz o działalności Sekretariatu Fatimskiego. W rozmowie przedstawia również przesłanie Matki Bożej Fatimskiej do ludzi chorych.

Ksiądz Krzysztof Czapla, pallotyn…

Tak, jestem księdzem pallotynem od 21 lat. Od początku swego kapłaństwa pracuję w sanktuarium na Krzeptówkach. Posługuję jako wykładowca filozofii w Wyższym Seminarium Duchownym Księży Pallotynów w Ołtarzewie. Natomiast od 8 lat prowadzę dzieło Wielkiej Nowenny Fatimskiej. Jestem również dyrektorem Sekretariatu Fatimskiego na Krzeptówkach w Zakopanem.

Właśnie o nim chcę porozmawiać. Jak zaczęła się Księdza posługa?

Praca w Sekretariacie Fatimskim nie wynikała raczej z moich zainteresowań. Po zakończeniu studiów z filozofii nauki i przyrody dostałem taką propozycję od moich przełożonych. To był czas choroby, cierpienia i śmierci ks. Mirosława Drozdka SAC, budowniczego sanktuarium fatimskiego na Krzeptówkach w Zakopanem. Sekretariat, który założył i prowadził, powstał w latach 90. Ksiądz Drozdek od początku stawiał sobie za cel krzewienie i ożywienie kultu fatimskiego. Z jego inspiracji zostały podjęte takie inicjatywy jak Krucjata Różańca Rodzinnego, modlitwa za Kościół i ojca świętego czy nabożeństwo pierwszych pięciu sobót miesiąca. W latach 1995-1996 miała miejsce peregrynacja figury Matki Bożej Fatimskiej w wielu polskich parafiach, dlatego też ks. Drozdek, widząc wielką potrzebę pomocy księżom w przygotowaniu materiałów duszpasterskich i homiletycznych, rozpoczął wydawanie „Biblioteki Fatimskiej”. Niestety 25 maja 2007 roku ks. Drozdek zmarł, a ja zostałem mianowany dyrektorem Sekretariatu Fatimskiego.

W jaki sposób był Ksiądz związany z jego cierpieniem?

Od swoich święceń posługiwałem u boku ks. Drozdka na Krzeptówkach. Tak się złożyło, że podczas jego ostatnich miesięcy życia, od stycznia do maja, kiedy był po operacji nowotworu, osobiście mu pomagałem aż do dnia jego śmierci. Początkowo byłem mu posłuszny jako swojemu przełożonemu i proboszczowi, a potem posługiwałem mu jako choremu współbratu.

Jak ks. Drozdek przeżywał swoje cierpienie?

On wiedział, że zbliża się jubileusz 90-lecia objawień fatimskich. W styczniu 2007 roku poważnie zachorował. Lekarze nie dawali mu wielu szans na przeżycie. Uprzedzano go, że może spodziewać się najgorszego. On się nie buntował, ale szukał zrozumienia, czemu ma służyć jego choroba. Zbliżała się rocznica, na którą tak bardzo czekał i w którą angażował nie tylko sanktuarium, ale i różne duszpasterstwa w całej Polsce. Nagle został poddany niemocy posługiwania jako kustosz, kapłan, jako ten, który kochał Matkę Bożą Fatimską. Nigdy w jego postawie wobec cierpienia i choroby nie widziałem buntu. Ostatnie miesiące jego życia mógłbym streścić słowami: „Panie Boże, oddaję to wszystko w Twoje ręce”. Nad swoim łóżkiem miał zawieszoną fotografię Jana Pawła II, której często dotykał, jakby z niemym pytaniem: „Czego chcesz ode mnie, Panie, w tej niemocy?”. Do końca wierzył, że w jego życiu realizuje się wola Boża. Szukał sensu i celu przeżywanej choroby. Podziwiałem jego postawę. Budujący był jego spokój i pokora w przyjmowaniu woli Bożej.

Jak była obecna Maryja w jego cierpieniu?

Ksiądz Drozdek nie miał tendencji do tego, aby się uzewnętrzniać. Niewątpliwie był jednak świadom, że w jego życiu dokonuje się konkretne dzieło Boże. Rocznica, której tak pragnął, o której tak bardzo myślał, do której się przygotowywał, była praktycznie zwieńczeniem jego ziemskiego życia. Podobnie jak fatimskie dzieci przyjęły cierpienia, które dał im Pan Bóg, w posłuszeństwie i miłości, on swoje cierpienie i krzyż wpisał w oczekiwanie na tę rocznicę fatimską. Choroba sprawiła, że nie musiał nakładać sobie żadnych dodatkowych umartwień, lecz przyjmował to, co Pan Bóg dawał mu codziennie. Tak jak uczył Anioł Pokoju fatimskich pastuszków.

W jaki sposób cierpienie księdza współbrata i poprzednika miało wpływ na późniejszą posługę Księdza?

Paradoksalnie dokonało się coś, co nie jest związane z orędziem fatimskim. Otóż patrząc na cierpienie swojego współbrata, zobaczyłem, jak realizuje się Dzienniczek św. s. Faustyny. Cierpienie, umieranie, ból i choroba są bardzo ważne i mają swój sens. W pewnym momencie dostrzegłem, że przy każdym chorym dokonuje się swego rodzaju walka. W niej może być obecna Maryja, która pociesza w Fatimie, że przychodzi z potrzebnymi łaskami w godzinie śmierci. A zatem dlaczego o tym nie przypomnieć światu, nie wskazać ludziom nadziei? Tak oto cierpienie i śmiertelna choroba współbrata stały się przynagleniem, by na nowo przypomnieć Fatimę – orędzie nadziei.

Walka? Z czym, a może o co?

Odwiedzając ks. Drozdka w szpitalu, miałem okazję spotkać wiele osób chorych i umierających. Widziałem, jak bardzo potrzebna jest tym osobom modlitwa i towarzyszenie duchowe, ponieważ toczy się tam potężny bój o duszę człowieka. Widziałem wtedy, czym jest cierpienie i ból. Namacalnie doświadczałem tego, co opisywała s. Faustyna, gdy dokonuje się ostatnia bitwa o wieczne szczęście człowieka. Każdy potrzebuje zbawienia i modlitwy w tym momencie. Otworzyło mnie to wtedy na odczucie ludzkiej nędzy. Spojrzałem wówczas jeszcze głębiej na orędzie fatimskie. Matka Boża powiedziała: „Jeśli ludzie me życzenia spełnią, to i Rosja się nawróci, i będzie czas pokoju, i zwycięży moje Niepokalane Serce”. Dlatego to cierpienie i posługiwanie przy ks. Drozdku otworzyło mi oczy na głębszą prawdę, na zatroskanie Boga o nasze zbawienie.

Jaki jest cel Sekretariatu Fatimskiego?

Zasadniczym celem jest szerzenie orędzia fatimskiego oraz kultu do Niepokalanego Serca Maryi. W praktyce chodzi o ożywianie i animowanie nabożeństwa pięciu pierwszych sobót miesiąca, które jest zawarte w przesłaniu fatimskim. Wtedy podczas choroby współbrata zobaczyłem inne znaczenie tego nabożeństwa. Tu nie chodzi tylko o jedno z wielu „udekorowań” rzeczywistości duszpasterskich, ale chodzi przede wszystkim o zbawienie świata i człowieka. Jeśli wierzę Panu Bogu, to realizuję to, o co On mnie prosi. Przez te cztery miesiące bycia przy chorym ks. Drozdku zobaczyłem głębszą rzeczywistość, z którą styka się człowiek. Dlatego coś trzeba zrobić z tym Bożym orędziem. Nie na zasadzie reklamy pewnych treści fatimskich. Trzeba dać ludziom pomoc, nadzieję i lekarstwo w walce ze złem. Jezus dał nam do tego narzędzia, które trzeba poważnie potraktować. Jednym z nich jest nabożeństwo pierwszych pięciu sobót miesiąca.

Jak Matka Boża traktuje sytuację osób chorych i cierpiących w swoim przesłaniu?

Dzieci fatimskie bardzo często były proszone w różnych intencjach, szczególnie o uzdrowienie z bólu, aby Matka Boża przyszła z pomocą. Ludzie zwracali się z prośbą o przedstawianie Matce poszczególnych błagań. Ciekawa jest odpowiedź Maryi: „Jeśli będziecie odmawiać różaniec i zerwiecie z grzechem, to otrzymacie to, o co prosicie”. Matka Boża mocno podkreśla sprawę grzechu w kwestii uzyskania odpowiednich łask. Cierpienie ma sens i może mnie uświęcić. Jeśli jest świadomie przyjęte, może stać się dobrem dla innych. Dlatego tak bardzo potrzebne jest wzbudzanie w sobie wewnętrznego pragnienia i intencji ofiarowania swojego cierpienia. Matka Boża wielokrotnie wypowiadała się w tej kwestii, jakby chcąc zapytać: „Czy jesteś gotów na to, aby przyjąć to, co dał ci Pan Bóg?”.

Czy dobrze zrozumiałem: Maryja mówi, że Bóg chce cierpienia dla człowieka?

Bóg dopuszcza pewne sytuacje losowe i zdarzenia w naszym życiu. Cierpienie może stać się wielką modlitwą, jeśli będzie ofiarowane Bogu przez ręce Matki. W postawie Franciszka i Hiacynty bardzo pięknie widać moment zgodzenia się, przyjęcia woli Bożej w postaci cierpienia. Zresztą dwa lata po objawieniach zmarli. Cierpienia nie należy przeżywać dla samego cierpienia, ale cały czas należy go ofiarować, by pocieszyć Serce Jezusa i Maryi. Pan Bóg nie mówi, że cierpienie danej osoby jest karą za grzechy, niemniej jednak ma ono związek z grzechem. Jeśli doświadczasz cierpienia i prosisz o uzdrowienie, to potrzebna jest świadomość dwóch rzeczy. Pierwsza: zerwanie z grzechem, a druga: modlitwa na różańcu. Codziennie jedna część.

I po roku Bóg wysłucha naszej prośby? To brzmi zbyt cudownie…

Mam zerwać z grzechem i modlić się, a to jest związane z przyjęciem woli Bożej w danej sprawie. Matka Boża jasno mówi: „Jednych uzdrowię, a innych nie”. Powinniśmy mieć świadomość, że prosząc o zdrowie i cud, musimy zgodzić się na wolę Bożą. Może będę uzdrowiony, ale możliwe, że nie będę. Dziękuję Bogu za cokolwiek, co się wydarzy, bo to będzie służyło naszemu zbawieniu. Mogę tego cudu doświadczyć lub nie. Jeśli świadomie przeżywam swoje cierpienie, to będzie to skutkowało uświęceniem mnie samego i innych, którzy są w grzechu. Tylko Maryja jest w stanie wyprosić nam pewne łaski u Boga.

Dziękuje serdecznie za rozmowę!

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *