Dwumiesięcznik dla chorych

Pan daje czas

Autor: , opublikowano: 02.12.2012

Pan daje czas

Papież odkrywa na nowo niesamowitą prawdę: Bóg cierpliwie czeka na człowieka. Co więcej, Bóg wyprzedza marzenia i tęsknoty, które zrodzą się w człowieku wobec Niego. Przeczytaj papieskie rozważanie na Adwent!

Adwent to w najpełniejszym sensie czas nadziei. To zasadnicze nastawienie duchowe budzi się co roku w sercach chrześcijan, kiedy przygotowują się do wielkiego święta narodzenia Chrystusa Zbawcy i wzmaga się ich oczekiwanie na Jego przyjście w chwale na końcu czasów. W pierwszej części Adwentu uwydatnia się właśnie Paruzję, ostateczne przyjście Pana. Wszystkie antyfony pierwszych nieszporów I Niedzieli Adwentu na różne sposoby wskazują na tę perspektywę. Krótkie czytanie z Pierwszego Listu do Tesaloniczan (por. 5,23-24) wyraźnie mówi o ostatecznym przyjściu Chrystusa, stosując właśnie greckie słowo parousia (por. 5,23). Apostoł mówi chrześcijanom, że mają być „bez zarzutu”, a przede wszystkim zachęca ich, by ufali Bogu, który jest „wierny” (5,24) i nie omieszka uświęcić tych, którzy odpowiedzą na Jego łaskę.

Cała liturgia nieszporów zachęca nas do nadziei, wskazując na horyzoncie dziejów światło Zbawiciela, który przychodzi: „tego dnia zajaśnieje światłość wielka”, „przyjdzie Pan z wielką mocą”, „Jego blask napełni cały świat”. To światło, które bije z Bożej przyszłości, już się objawiło w pełni czasów. Dlatego nasza nadzieja nie jest bezpodstawna, lecz opiera się na wydarzeniu, które należy do historii, a zarazem poza nią wykracza – wydarzeniem tym jest Jezus z Nazaretu. Jan Ewangelista stosuje w odniesieniu do Jezusa określenie „światło”, które należne jest Bogu. W Credo wyznajemy przecież, że Jezus Chrystus to „Bóg z Boga, Światłość ze Światłości”.

Od początku, jak wynika z Nowego Testamentu, a zwłaszcza z listów apostołów, nowa nadzieja odróżniała chrześcijan od wyznawców religii pogańskich. Pisząc do Efezjan, św. Paweł przypomina im, że zanim przyjęli wiarę w Chrystusa, „nie mieli nadziei ani Boga na tym świecie” (por. Ef 2,12). Słowa te wydają się wyjątkowo aktualne w odniesieniu do pogaństwa naszych czasów, w szczególności możemy je zastosować do współczesnego nihilizmu, który zabija nadzieję w sercu człowieka, skłaniając go do myślenia, że w nim i wokół niego panuje nicość: nicość przed narodzeniem, nicość po śmierci. I rzeczywiście, jeśli nie ma Boga, nie ma też i nadziei. Wszystko traci „treść”. To tak, jakby zniknął jeden wymiar, głębokość, i wszystko stało się płaskie, pozbawione swego znaczenia symbolicznego, tego, co wykracza poza materialność. Stanowi to zagrożenie dla relacji między egzystencją tu i teraz a tym, co nazywamy „innym światem”, który nie jest miejscem, gdzie trafimy po śmierci, lecz rzeczywistością Boga, pełnią życia, ku której zmierza – by tak powiedzieć – każdy człowiek. Na to oczekiwanie człowieka Bóg odpowiedział w Chrystusie darem nadziei.

Człowiek jest jedynym stworzeniem, które może powiedzieć „tak” lub „nie” wieczności, czyli Bogu. Istota ludzka może zgasić własną nadzieję, eliminując Boga ze swego życia. Jak to możliwe? Jak człowiek – stworzenie będące „dziełem Boga”, na Niego w swej głębi ukierunkowane, najbliższe Przedwiecznego – może wyrzec się tego bogactwa? Bóg zna serce człowieka. Wie, że ten, kto Go odrzuca, nie poznał Jego prawdziwego oblicza. Nieustannie puka zatem do naszych drzwi, niczym ubogi pielgrzym szukający schronienia. To dlatego Pan daje jeszcze ludzkości czas, aby wszyscy mogli Go poznać! Taki jest też sens rozpoczynającego się nowego roku liturgicznego – jest on darem Boga, który znów chce się objawić w tajemnicy Chrystusa poprzez słowo i sakramenty. Za pośrednictwem Kościoła chce przemawiać do ludzkości i zbawić współczesnych ludzi. Czyni to, wychodząc im na spotkanie, aby „odszukać i zbawić to, co zginęło” (Łk 19,10). Z tej perspektywy Adwent jest odpowiedzią Kościoła-Oblubienicy na wciąż odnawianą inicjatywę Boga-Oblubieńca, „Który jest, Który był i Który przychodzi” (Ap 1,8). Ludzkości, która nie ma już dla Niego czasu, Bóg daje więcej czasu, nową okazję, by zastanowić się nad sobą, by wyruszyć w dalszą drogę, by odnaleźć sens nadziei.

I tak dochodzimy do zdumiewającego odkrycia: moją, naszą nadzieję poprzedza oczekiwanie Boga na nas! Tak, Bóg nas kocha i właśnie dlatego czeka na to, że powrócimy do Niego, otworzymy serce na Jego miłość, uchwycimy się Jego ręki i przypomnimy sobie, że jesteśmy Jego dziećmi. To oczekiwanie Boga zawsze poprzedza naszą nadzieję, tak samo jak Jego miłość zawsze uprzedza naszą (por. 1 J 4,10). Właśnie dlatego nadzieję chrześcijańską nazywa się „teologalną”: Bóg jest jej źródłem, oparciem i celem. Ileż pociechy daje ta tajemnica! Mój Stworzyciel złożył w mojej duszy odblask swego pragnienia, aby wszyscy mieli życie. Powołaniem każdego człowieka jest żywić nadzieję w odpowiedzi na to, że Bóg na niego czeka. Potwierdza to zresztą nasze doświadczenie. Co sprawia, że świat idzie do przodu, jeśli nie zaufanie, jakim Bóg darzy człowieka? Zaufanie, którego odbicie znajdujemy w sercach najmniejszych, pokornych, kiedy pomimo przeszkód i trudności każdego dnia starają się żyć jak najlepiej, czynić to małe dobro, które w oczach Boga jest wielkie: w rodzinie, w pracy, w szkole, w różnych dziedzinach życia społecznego. Nadzieja została na trwałe zapisana w sercu człowieka, bo Bóg, nasz Ojciec, jest życiem, i to dla życia wiecznego i szczęśliwości zostaliśmy stworzeni.

Każde dziecko, które się rodzi, jest znakiem zaufania Boga do człowieka i potwierdzeniem, przynajmniej w domyśle, nadziei człowieka na przyszłość otwartą na wieczność Boga. Na tę nadzieję człowieka Bóg odpowiedział, rodząc się w czasie jako mała istota ludzka.

Nieszpory I Niedzieli Adwentu, 1 grudnia 2007 roku

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *