Dwumiesięcznik dla chorych

Podarować nowe życie

Autor: , opublikowano: 25.04.2013

Podarować nowe życie

W krakowskim mieszkaniu na parterze zwyczajnego bloku przywraca się ludziom nadzieję. Tę najważniejszą – na życie. Urszula Smok, prezes Fundacji „Podaruj Życie”, dostała drugie życie. Od tamtego momentu obchodzi urodziny dwa razy do roku: w dniu narodzin i w dniu udanego przeszczepu. O chorobie, niesamowitym wsparciu przyjaciół i jej nowej, życiowej misji opowiada Katarzynie Dominik.

Kiedy dowiedziała się Pani o chorobie? Chorobie, która zapoczątkowała Pani przygodę z Fundacją „Podaruj Życie”.

Rok przed zachorowaniem miałam robione badania, które lekarz zbagatelizował. Kilka miesięcy przed wykryciem pojawiły się typowe objawy białaczki. Chodziłam do różnych specjalistów, jednak bez należytego skutku. Wreszcie mama zaczęła interweniować, gdyż mój stan zdrowia wciąż się pogarszał. Zrobiono mi ponownie badania, które były bardzo złe (m.in. miałam bardzo wysoki poziom leukocytów). Dalsze, już specjalistyczne badania wykazały przewlekłą białaczkę szpikową. Skierowano mnie do Dolnośląskiego Centrum Transplantacji Komórkowych we Wrocławiu. Tam 27 listopada 1998 roku dokonano u mnie przeszczepu szpiku kostnego. Dzięki wsparciu bliskich i fachowemu leczeniu w marcu 1999 roku wróciłam do domu. Po tych przeżyciach postanowiłam założyć fundację. Mocno wspierali mnie w tym rodzice. Ponadto jeszcze przed przeszczepem szukałam swojego piękna, swojej drogi. I kiedy powstała fundacja, stwierdziłam, że to jest to.

Podobno pomaganie innym to w Pani rodzinie tradycja. A czy Pani też doświadczyła wsparcia innych ludzi?

Moi rodzice już w czasie stanu wojennego wspólnie z francuską organizacją charytatywną organizowali materialną pomoc dla polskich rodzin, sprowadzali również lekarstwa do szpitali. Podczas zbierania funduszy na mój przeszczep pomagały nam różne osoby, dzięki którym udało się zgromadzić potrzebną kwotę. W zbiórce wzięli udział zarówno ludzie z Polski, jak i zagranicy, którzy stworzyli sieć dobroci. Pamiętam szczególnie dwie wzruszające wpłaty: jedną od dziewczynki, która wpłaciła złotówkę, a drugą od więźnia. Generalnie sytuacje te były wzruszające. Oprócz tego, że ludzie wpłacali pieniądze, życzyli mi także powrotu do zdrowia i rysowali serduszka. Zatem to też był powód, aby pomagać innym. Poza tym już po przeszczepie wspólnie z rodzicami zdecydowaliśmy o założeniu fundacji, i tak też się stało.

Jakie inicjatywy podejmuje Fundacja „Podaruj Życie”?

Cały czas mamy dużo nowych pomysłów, które chcielibyśmy wprowadzić w życie, niemniej jednak nie można wszystkich zrealizować ze względu na brak zasobów kadrowych i finansowych. Dlatego musimy wybierać te najważniejsze. Tradycyjnie już od kilku lat organizujemy m.in. „Krakowskie Konferencje” dotyczące objęcia właściwą opieką pacjenta z chorobą nowotworową, które kierowane są przede wszystkim do środowiska medycznego. Natomiast w projekcie „Wakacyjne wytchnienie” uczestniczą dzieci dotknięte chorobą nowotworową oraz te po przeszczepie szpiku, a także ich rodzeństwo i rodzice – zależy nam bowiem na wyjeździe rodzinnym, integracyjnym. Ostatnio prowadziliśmy badania statystyczne wśród chorych na białaczkę i inne choroby krwi, aby dowiedzieć się, jakiej pomocy potrzebują. Jest to dla nas ważne, ponieważ rozmawiając z chorymi, przekonujemy się, że każdy ma inne potrzeby i warto się temu dokładnie przyjrzeć, aby móc im pomóc. Nadto organizujemy co roku „Marsz Nadziei i Życia”, w ramach którego chorzy piszą listy, opisując w nich swoje marzenia, plany, przeżycia. Listy te są czytane przez artystów w Magistracie Urzędu Miasta Krakowa. W 2012 roku do akcji włączyli się m.in. Ewa Wachowicz, Łukasz Nowicki, Maciej Wilewski. Po części oficjalnej następuje przemarsz na Rynek Główny, skąd wszystkie listy przyczepione do zielonych baloników „wysyłamy” do nieba. W przedsięwzięciu tym od lat towarzyszą nam m.in. Biuro ds. Ochrony Zdrowia Urzędu Miasta Krakowa, Międzyszkolny Ludowy Zespół Pieśni i Tańca „Krakowiak” oraz Marek Michalak ze swoim jazz-bandem utworzonym na potrzeby naszego marszu. Atutem tej akcji jest to, że bierze w niej udział coraz większa liczba osób, a jej celem ukazanie, że w świecie osób chorych jest miejsce na radość, miłość, śmiech, na wszystko. Poprzez te listy i marsz pokazujemy ludziom, że chory jest takim samym człowiekiem jak zdrowy. To wiara w normalne życie, często to też nasza modlitwa. Poza tym w ten sposób przekazujemy ludziom chorym komunikat, aby marzyli, bo dzięki temu mogą dokonać czegoś wielkiego. Wszystko zależy od nich i od tego, czego chcą od życia. Zależy nam również, aby pokazać osobom chorym, że nie są sami, a choroba nie jest wyrokiem i można z niej wyjść oraz cieszyć się zdrowiem.

Wspominała Pani o wierze. Jaką rolę pełni ona w Pani życiu?

Nie wyobrażam sobie, abym przez to wszystko mogła przejść bez zaufania Jezusowi, ponieważ wiara zawsze była i jest dla mnie ważna. Przypomina mi się sytuacja, która wydarzyła się tuż przed przeszczepem. Po spowiedzi świętej ksiądz jako pokutę polecił mi odprawić dziewięć pierwszych piątków. To było dość dziwne, ponieważ czekałam na przeszczep i wiedziałam, że nie będę mogła jej wypełnić. Jednak po spowiedzi oznajmiłam bliskim: „Słuchajcie, będę żyć, bo muszę odprawić dziewięć pierwszych piątków”. I faktycznie, po przeszczepie zrealizowałam pokutę. Analogiczna sytuacja powtórzyła się w klinice, kiedy razem z koleżanką poprosiłyśmy księdza o Komunię Świętą – należy w tym miejscu zaznaczyć – w warunkach szpitalnych, ściśle sterylnych. Lekarz na wieść o tym westchnął: „Boże, mam nadzieję, że jak to jest święte, to nie zaszkodzi”. I nie zaszkodziło.

Czy Pani choroba przyspieszyła decyzję o założeniu fundacji?

Jedno jest pewne, gdyby nie choroba, nie byłoby mojej fundacji. Dlatego też jestem głęboko przekonana, że tak musiało być i musiałam przez to przejść. Swój powrót do zdrowia zawdzięczam lekarzom i mojemu bratu Mariuszowi, ale też jako osoba wierząca wiem, że czuwała nade mną Opatrzność.

rozmowa-Wstan_146_2b

Zatem uważa Pani, że wsparcie bliskich jest ważne?

Tak, oni pomogli mi w walce z chorobą. Byli przy mnie i wspierali mnie. Zarówno rodzice, jak i bracia, zwłaszcza najmłodszy Piotrek. On bardzo żałował, że nie może być dawcą. Nie miał wówczas jeszcze 18 lat, dlatego wybrano najstarszego z braci – Mariusza. Jednakże Piotrek poprosił, aby po osiągnięciu pełnoletniości został dawcą szpiku. Chciał być numerem jeden w moim rejestrze, i tak też się stało.

Czyli fundacja prowadzi także rejestr osób, które chcą oddać szpik?

Tak, prowadzimy rejestr dawców. I jest to kolejna inicjatywa podjęta we współpracy z wrocławskim Krajowym Bankiem Dawców Szpiku, który od samego początku nas wspiera. Prowadzenie tego rejestru jest możliwe m.in. dzięki 1%, jaki przekazują na naszą Fundację „Podaruj Życie” ludzie dobrej woli i wielkiego serca. To cudowne, że są takie osoby, dzięki którym możemy uratować czyjeś życie i spełnić kolejne marzenie. Dla chętnych szczegółowe informacje znajdują się na naszej stronie internetowej: www.podarujzycie.org.

Czy zdarzało się, że pobranie materiału przeszczepowego spowodowało u dawców zagrożenie zdrowia bądź życia?

Nie słyszałam o takim przypadku. Dawstwo szpiku jest bezpieczne, a szpik kostny podobnie jak krew szybko się regeneruje. Znam osoby, które kilka razy oddawały szpik i po kilku dniach wracały do pełni sił. Niestety, wciąż panuje błędne przekonanie, że jest to bardzo niebezpieczne dla zdrowia. A tymczasem istotne jest, aby ktoś nie odmówił bycia dawcą w najważniejszym momencie – gdy jest zgodność komórkowa dawcy z biorcą i można podjąć się przeszczepu. Niestety, przydarzyła się kiedyś taka historia. Po kilku latach od przebadania potencjalnych dawców okazało się, że jeden z nich ma idealną zgodność komórkową z osobą, dla której szukaliśmy dawcy. Niemniej były problemy z tym człowiekiem i w rezultacie klinika, w której przeprowadzono przeszczep, wzięła „awaryjnego dawcę”. Dlatego należy podejmować świadomą i odpowiedzialną decyzję podczas kwalifikacji do rejestru dawców szpiku, bowiem w wielu przypadkach to właśnie od tej decyzji zależy los chorej osoby. Ale na szczęście takie sytuacje zdarzają się niezwykle rzadko.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *