Dwumiesięcznik dla chorych

Pomagam modlitwą

Autor: , opublikowano: 04.07.2017

Pomagam modlitwą

W tym roku ks. Stanisław Święch SCJ obchodzi 60-lecie kapłaństwa. Z okazji jubileuszu dzieli się z nami swoimi wspomnieniami z pracy na misjach. Rozmowę przeprowadził kl. Wojciech Bochenek SCJ.

Jak Ksiądz odkrył w sobie powołanie misyjne?

Już w małym seminarium interesowały mnie misje, a szczególnie Afryka. Polska była jednak wtedy zamknięta i nie było możliwości wyjazdu. W seminarium tarnowskim studiowaliśmy razem z klerykami sercańskimi, z którymi się zaprzyjaźniłem. Następnie zostałem księdzem i przez trzynaście lat pracowałem w diecezji tarnowskiej. Kiedy dowiedziałem się, że niektórzy z sercanów wyjechali do Indonezji oraz że pojawiła się możliwość wyjazdu do Konga, gdzie udał się ks. Idzi Biskup SCJ, kolega z roku, pomyślałem sobie: „Inni mogą, a ja nie?”.

Dlaczego postanowił Ksiądz po tylu latach kapłaństwa wstąpić do sercanów?

Nie wyobrażałem sobie, że na misjach jest raj. Wiedziałem, że może pojawić się choroba czy kalectwo lub jakieś inne nieszczęście i trzeba będzie wrócić do kraju. Ale do kogo? Jak już mówiłem, przyjaźniłem się z sercanami i miałem wśród nich wielu kolegów; poza tym uznałem, że gdyby coś się stało, to w zakonie będą przynajmniej cztery ściany, łóżko i dadzą coś zjeść. Najważniejsze było jednak to, że w tamtym czasie diecezja tarnowska nie wysyłała nikogo na misje, więc zakon był najlepszą drogą do zrealizowania swojego misyjnego powołania. Tak więc po kilku wizytach u bpa Ablewicza zgodził się on, abym rozpoczął nowicjat w Pliszczynie u księży sercanów. Stąd droga była już prosta. Po nowicjacie od razu wyjechałem do Francji na kurs języka, a potem prosto do Konga.

Jak Ksiądz wspomina misje? Były trudne chwile, czy jednak więcej tych radosnych?

W Psalmie 55 jest takie zdanie: „Zrzuć swą troskę na Pana, a On cię podtrzyma” (w. 23). Tego się trzymałem, a Pan Bóg zadziałał i mnie pilnuje, aż do dnia dzisiejszego. Różne były momenty, łatwe i trudne. Bogu dzięki, ani razu nie byłem tam u lekarza i to wszystko jakoś się układało. Więc do tej pory nieustanie dziękuję Panu Bogu: „W Tobie, Panie, zaufałem, nie zawstydzę się na wieki”.

Czy żałuje Ksiądz czegoś po tych sześćdziesięciu latach kapłaństwa?

Jak przyłożyłeś rękę do pługa, to nie oglądaj się za siebie. Ja nie patrzyłem wstecz, tylko parłem naprzód. Nie żałuję i nigdy nie miałem takiego momentu. Bo po co ja to robiłem? Życie nie było łatwe, na misjach przeważnie pracowałem w buszu, były różne warunki, zwłaszcza noclegu, ale jeszcze żyję i zaczynam akurat 84. rok życia.

Czy czuje się Ksiądz dalej potrzebny?

Obecnie mam problem ze słuchem i wzrokiem. Widzę, ale niedowidzę i słyszę, ale niedosłyszę. Jakichś specjalnych zajęć tutaj nie mam, chociaż jeszcze do niedawna pomagałem trochę naszym współbraciom w Brukseli. Miałem zajęcie, ale nie była to ciężka praca. Nie mogę się pochwalić, że jestem cudownego zdrowia, ale jak na ten wiek, to czuję się całkiem dobrze.

Z perspektywy lat, jak Ksiądz uważa, w jaki sposób tutaj w Polsce możemy pomóc misjom i misjonarzom?

Nie ulega wątpliwości, że nasza pomoc modlitewna jest niezbędna. To, czym ja w tym momencie mogę pomóc, to właśnie modlitwa. Jednak problem materialny zawsze tam był i ciągle jest. Wszelkie wsparcie finansowe dla misji jest potrzebne i to bardzo. To są te dwie drogi. Oczywiście jest też problem godnego, dobrego przyjęcia nowego misjonarza, który przyjeżdża do parafii czy domu zakonnego. Trzeba poświęcić mu trochę czasu, pomóc. Różnie to bywa, misjonarze z pewnością liczą na dobre słowo i choć odrobinę zainteresowania.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *