Dwumiesięcznik dla chorych

Post i modlitwa odkryte na nowo

Autor: , opublikowano: 02.02.2012

Post i modlitwa odkryte na nowo

Nieskuteczni…
Bardzo często słyszę skargi na Pana Boga, że oto już tak długi czas ktoś się modli i nic z tego nie wynika. I wtedy zadaję sobie pytanie: czy aby na pewno to sam Pan Bóg jest temu winien? Odpowiedź jednak brzmi tak samo jak ta, której Jezus udzielił apostołom przed dwoma tysiącami lat, kiedy byli oni przerażeni i zasmuceni z powodu nieskuteczności ich modlitwy, choć przecież zostali posłani, by uzdrawiać, uwalniać i głosić słowo Boże. Zadają więc pytanie Jezusowi, który przyszedł im z pomocą i uwolnił z rąk demona chłopca, któremu uczniowie nie umieli pomóc: „«Dlaczego my nie mogliśmy go wyrzucić?» Powiedział im: «Ten rodzaj można wyrzucić tylko modlitwą i postem»” (Mk 9,28b-29). I w tym momencie wszystko staje się bardziej czytelne. Otóż nie Pan Bóg jest winny, ale człowiek, który nieumiejętnie się modli i często traktuje modlitwę jak magię lub oczekuje natychmiastowych efektów zgodnych z duchem dzisiejszego czasu. Jezus daje więc prostą receptę do osiągnięcia Bożego efektu – post i modlitwa. Jak więc odkryć je na nowo, by nie były ciężarem, a darem?

Post i modlitwa dzisiaj…
Kultura małego wysiłku i szybkich efektów, która dominuje dzisiaj w naszym społeczeństwie, nie ułatwia nam spojrzenia na to, co Boże. Sprawy duchowe nie znoszą bowiem pośpiechu i nie są nastawione na bylejakość. Stąd trud postępu duchowego jest niejednokrotnie nie do zaakceptowania przez dzisiejszego nowoczesnego człowieka. W takiej kulturze post i modlitwa jawią się jako coś obciążającego i trudnego, gdyż związane są z wyrzeczeniem. O ile ten dzisiejszy świat jest w stanie odjąć coś sobie od ust dla choćby szczupłej sylwetki, to gdy chodzi o wymiar duchowy, buntuje się co niemiara.
Ileż to katolicy mają dzisiaj problemów z kawałkiem kiełbasy w piątek. Jemy mięso codziennie, ale gdy w piątek trzeba się powstrzymać, z racji śmierci Pana Jezusa, to pojawia się wielki bunt i słowa, że Kościół tak nas ciemięży. Gdyby jednak zaproponować statystycznemu Polakowi, by nie jadł mięsa w piątek, bo to zdrowe i dobre dla cery, to jestem przekonany, że 90% odpowiedziałoby pozytywnie. Straciliśmy bowiem w tym XXI wieku umiejętność odczuwania spraw Bożych i tym samym nie jesteśmy w stanie podjąć wyrzeczenia czy jakiejś formy postu, czy też po prostu pomodlić się dłużej. Modlitwa bowiem często jest traktowana na zasadzie „zaliczania”, bądź też zupełnie się z niej rezygnuje, twierdząc, że jakiś ten Bóg daleki i nieobecny.

Jezus pościł…
Wróćmy jednak do Jezusa i apostołów i zobaczmy, że Chrystus dając swoim uczniom receptę na skuteczność ich działań apostolskich, nie powiedział im nic nowego. Mogli bowiem od początku swojej przygody z Panem widywać Go zatopionego nocami w modlitwie do Ojca czy też poszczącego w wielu ważnych chwilach – jak choćby w przeddzień wyboru Dwunastu. Problem bowiem polega nie na tym, że my „nie wiemy”, ale na tym, że nam się „nie chce”! Jezus przecież jako człowiek musiał podjąć podobny wysiłek jak my, by znaleźć czas na modlitwę oraz zmobilizować się do tego, by – chcąc wyprosić pewne łaski u Ojca – odjąć sobie od ust przysłowiowy kawałek chleba. Chrystus poprzez swoje życie pokazuje nam, że modlitwa i post są wielkimi darami Ojca, a nie biczem na człowieka. Są one pewnym konkretem w walce duchowej i pomagają człowiekowi wzrastać w łasce oraz cieszyć się owocami duchowych zabiegów.

Post i modlitwa odkryte na nowo…
Odkrycie na nowo postu i modlitwy, jako wielkiego daru w naszej chrześcijańskiej rzeczywistości, daje nam ogromną szansę na doświadczenie Boga wiernego, tego, który jest zawsze ze swoim ludem oraz pochyla się nad konkretnym człowiekiem. Nie wolno też zapomnieć o tym, że są to narzędzia, a nie cele same w sobie. Celem jest bowiem zawsze uwielbienie Pana Boga, bez względu na rodzaj modlitwy czy podejmowany post.
Mój znajomy opowiadał mi kiedyś, jak będąc z rodzicami na wakacjach w Chorwacji na jednej z wysp, poszli w piątek do restauracji na obiad, gdzie od tygodnia się stołowali. Wyniknął pewien problem dotyczący menu, gdyż z racji piątku ta wierząca rodzina nie chciała jeść mięsa. Okazało się jednak, że w diecezji, w której przebywali, biskup zamienił post na jałmużnę. Można więc było jeść potrawy mięsne w piątek, tyle że chrześcijanie byli zobowiązani do jakiejś formy jałmużny. Jednak ojciec mojego kolegi nie mógł tego zaakceptować. „Jak to, przecież jest piątek” – mówił. Wybrali więc z menu „półmisek rybny” i wszyscy dobrze zjedli. Były tam bowiem owoce morza, wykwintne rybne potrawy, sandacze morskie i inne smakołyki. Zapłacili za ten obiad jak za cały tydzień żywienia się w tym miejscu. Mój znajomy skwitował to jednym zdaniem: „No to uczciliśmy dzisiaj mękę Zbawiciela…”. Chcieli pościć, a zjedli lepiej niż kiedykolwiek!
W poście bowiem chodzi o rodzaj umartwienia, pewien odczuwalny brak, a nie jedynie zachowanie formy. Chodzi o to, by serce odczuło, że czegoś nie mam dzisiaj, a co normalnie byłoby dla mnie dobrem i przyjemnością. Wyrzeczenie połączone z modlitwą, taką ufną i prostą, sprawia, że wzrusza się Serce Boga.
Zróbmy więc wszystko, by na nowo odkryć post i modlitwę jako dar, a nie jako ciężar chrześcijańskiego życia. Łączmy je zawsze z intencją oraz pragnieniem uwielbienia Boga, a wtedy nasze serce, otwarte na łaskę, będzie mogło wstawiać się za innymi – naszymi braćmi i siostrami.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *