Dwumiesięcznik dla chorych

Poznałam, co znaczy moc modlitwy

Autor: , opublikowano: 03.07.2018

Poznałam, co znaczy moc modlitwy

W swoim życiu niejednokrotnie poznałam, co znaczy moc modlitwy, która uzdrawia. Pierwszym takim doświadczeniem jest dla mnie spowiedź święta. W miarę jak dojrzewam do przeżywania sakramentu pokuty, widzę, że coraz bardziej staje się on rzeczywistym spotkaniem z Bogiem, które nie ogranicza się tylko do wyznania grzechów, ale polega na oddawaniu tego wszystkiego, co mnie zadręcza w sercu, moich lęków. Wszystko to oddaję coraz bardziej Panu Jezusowi. Moja spowiedź staje się modlitwą – rozmową i spotkaniem z Bogiem. Przepełniona jest prośbą o miłosierdzie, o zdolność do pogodzenia się z tym złem, które popełniłam. Towarzyszy temu ufność w dobroć i miłość Boga. Sakrament spowiedzi jest dla mnie kliniką uzdrawiania ludzi. Gdy spotykam młodych kapłanów, zawsze ich proszę: „Dużo spowiadajcie, naprawdę dużo spowiadajcie! Nie tylko po to, żeby ludzie wyznawali swoje grzechy, ale przede wszystkim po to, żeby zapragnęli spotkania z Bogiem, który uzdrawia”.

Kilkanaście tygodni temu dopadło mnie przeziębienie, bardzo źle się czułam, byłam cała blada i zachrypnięta. W tym czasie odwiedził mnie mój spowiednik, który przyjechał, aby mnie wyspowiadać. Po przebytej spowiedzi udzielił mi sakramentu namaszczenia chorych i pomodlił się nade mną, po czym zakończyliśmy wspólną modlitwę i udałam się do kuchni, aby czymś poczęstować mojego gościa. Po chwili ksiądz zwrócił mi uwagę, że nabrałam kolorów i żebym przejrzała się w lustrze. Faktycznie, znów odzyskałam rumieńce na twarzy! Po krótkiej wymianie zdań powiedział do mnie: „Pani Basiu, pani ładnie mówi…”. Chrypka odeszła, wróciłam do zdrowia. Całe to zdarzenie miało miejsce w piątek, a w poniedziałek wróciłam do pracy.

Inną sytuacją, która była dla mnie szczególnym doświadczeniem uzdrawiającej mocy modlitwy, był okres, gdy zapadłam na chorobę nowotworową. Wówczas modliło się za mnie wiele osób, w tym także wielu kapłanów, którzy sprawowali w mojej intencji Mszę Świętą. Mój stan był jednym z najgorszych na oddziale. Mimo to jako pierwsza zostałam wypisana ze szpitala. Po przebytej operacji nic mnie nie bolało, nie potrzebowałam żadnych środków przeciwbólowych w odróżnieniu od innych pacjentów. W miarę jak nabierałam sił, modliłam się liturgią godzin lub różańcem. Myślę, że modlitwa różańcowa jest tą, o którą niejednokrotnie trzeba zawalczyć, która jest doskonałym egzorcyzmem, dlatego też zły duch dokłada starań, aby nam w niej przeszkodzić.

Z modlitwą różańcową mam jeszcze inne doświadczenie, które związane jest z chorobą nowotworową mojego męża. Miewał on momenty, w których krzyczał z bólu, bardzo cierpiał. Środki przeciwbólowe niewiele pomagały. Gdy ból narastał, prosił mnie, abym modliła się na różańcu i za każdym razem, aż do jego śmierci, widziałam, jak mój mąż w trakcie modlitwy do Matki Bożej się uspakajał i doświadczał ukojenia.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *