Dwumiesięcznik dla chorych

Proste święta

Autor: , opublikowano: 06.12.2018

Proste święta

Święta to czas łączenia – boskiego z ludzkim, pośpiechu z zatrzymaniem, osobistego spotkania z byciem we wspólnocie. Łączymy w tym czasie wiele. Bo z jednej strony gwar świątecznych rozmów, z drugiej cisza spotkania z Bogiem. Z jednej strony wypoczynek i zatrzymanie, z drugiej wielość przygotowań. Łączymy też w sobie wiele emocji – oczekiwanie, radość, ulgę, zadowolenie, ale też frustrację, lęk, obawę, złość, smutek. Jak z tak wielu elementów stworzyć dobry, świąteczny i piękny czas?

Wypisz się z grudniowego szaleństwa

Czy da się przeżyć świąteczne przygotowania bez zbędnego niepokoju, zabiegania, pośpiechu, stresu i trudnych emocji? Oczywiście, że tak, a przynajmniej da się te trudne, powiedzmy sobie szczerze, zupełnie niepotrzebne momenty znacznie ograniczyć. Wiele frustracji fundujemy sobie sami. A wszystko zaczyna się w naszej głowie, dokładniej w przekonaniach, które dyktują nam, jak powinny wyglądać dobre święta i jakie warunki muszą być spełnione, żeby ten czas uznać za udany. Zachęcam do wrócenia pamięcią do minionych już świąt i próby przypomnienia sobie, jakie emocje nam towarzyszyły, gdy święta się już kończyły. Czy była to radość, wdzięczność, chęć kontynuowania dobrego czasu? A może rozczarowanie, smutek, frustracja? Czy też ulga i zadowolenie z powodu zakończenia świątecznych dni? Poczucie dumy i satysfakcja z odniesionych sukcesów kulinarnych lub pokazania się przed innymi? Przeżywane emocje wskażą nam, czym są dla nas święta. Czy jest to jeszcze czas prawdziwego spotkania z Bogiem i drugim człowiekiem? A może to głównie okazja do realizacji własnych wizji, pomysłów, dbania o to, by nas zauważono, by się spodobać, a nasz dom i stół zachwycał?

Tak zwana przedświąteczna gorączka nie jest ani potrzebna, ani niezbędna. Skąd się bierze? Z braku czasu lub zbyt długiej listy zadań do zrealizowania? Według mnie z próby spełnienia oczekiwań – własnych, często nierealnych, lub sprostania oczekiwaniom innych. Oczywiście perfekcjonizm, brak delegowania zadań, nasiąknięcie reklamami, ofertami przedświątecznymi i promocjami oraz wizją „idealnych” świąt – to wszystko może znacznie zakłócić nam spokój przedświątecznych przygotowań. Już proste podzielenie się zadaniami z pozostałymi członkami rodziny może sprawić, że przygotowania przebiegną spokojniej i w lepszej atmosferze. Pod warunkiem oczywiście, że przymkniemy oko na pewne niedociągnięcia i nie będziemy wymagać od naszych bliskich, że zrobią powierzoną im pracę dokładnie w taki sposób, jak byśmy sobie tego życzyli.

Obciążająca w świątecznym czasie może być źle pojęta tradycja rodzinna. Przygotowując własne święta, wiele osób próbuje odtworzyć te z przeszłości. Mamy w sobie wyidealizowaną wizję świąt naszego dzieciństwa i nieudolnie próbujemy wykonać wszystko tak, jak było w naszym domu. Tak ugotować, tak przystroić dom, tak przyjąć gości. Przenoszenie rodzinnej tradycji w kolejne pokolenia to piękny gest. Niech jednak ta tradycja wzbogaca nas, niech będzie nam pomocna, niech łączy się z tym, co nowe, nasze, a nie obciąża, frustruje i sprawia, że czujemy się niekompetentni.

Kiedy mniej znaczy więcej

Mniej zabiegania, więcej spokoju, mniej kreowania, więcej przeżywania, mniej rzeczy materialnych, więcej przeżyć duchowych, mniej zadaniowości, więcej czasu na bycie razem i budowanie więzi. Świąteczne dekoracje, potrawy, wysprzątany dom – mają służyć nam w dobrym przeżyciu spotkania z rodzącym się w naszych sercach Bogiem, z drugim człowiekiem i z samym sobą. To ma być czas nabierania siły, dzielenia się wiarą, tworzenia wspólnoty. Wszystko, co materialne, ma nam w tym pomagać, nie jest zaś celem samym w sobie. Wiemy o tym, ale czy tak żyjemy? O ile prostsze, piękniejsze i spokojniejsze byłyby przedświąteczne przygotowania, gdybyśmy zamiast rzeczy i spraw do załatwienia byli wpatrzeni w to, co naprawdę ważne. A może w miejsce kolejnego prezentu dać drugiej osobie coś z siebie – obecność, czas, wspólne przeżycie? A może nauczyć dzieci czekania na rodzącego się Jezusa, a nie prezentowe paczki pod choinką? A zamiast trzech świątecznych sałatek zrobić większą ilość jednej, tej ulubionej?

Nie zachęcam bynajmniej do bojkotu przedświątecznych przygotowań. Uważam, że przygotowanie stołu i domu to ważny element świętowania. Przestrzeń, w jakiej żyjemy i to, co jemy, ma na nas kolosalny wpływ. Łatwiej świętować w czystym, zadbanym mieszkaniu. Łatwiej spotkać się ze sobą, gdy na stole jest nieco bardziej świątecznie. Zachęcam jednak do przyjrzenia się, czy nie poświęcamy zbyt dużej ilości czasu temu, co tak naprawdę nie powinno być celem samym w sobie. Namawiam w ten przedświąteczny czas do odwagi w porzuceniu tego, co nie służy nam i naszej rodzinie oraz otwartości na nowe sposoby przeżywania świąt. Zróbmy rodzinną naradę – niech każdy z domowników ma szanse powiedzieć, o jakich świętach marzy, co jest wówczas dla niego najważniejsze, co pomaga mu, a co utrudnia cieszenie się tym czasem.

Proste święta

Niech nasze święta będą proste, pełne miłości i odnajdywania głębi. Niech będą czasem prawdziwego spotkania, pojednania, otaczania się nawzajem czułością i szacunkiem, tworzenia dobrych wspomnień. Przygotujmy się do tych świąt, a jakże, ale przede wszystkim, otwierając się na siebie nawzajem i Boga. W końcu to Boże Narodzenie!

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *