Dwumiesięcznik dla chorych

Przebaczyć… sąsiadowi

Autor: , opublikowano: 15.10.2012

Przebaczyć… sąsiadowi

W bogatym skarbcu czytań przeznaczonych na poszczególne dni roku kościelnego jedna z niedziel proponuje rozważenie Hiobowego dylematu streszczonego w krótkim pytaniu „Czyż nie do bojowania podobny byt człowieka?” (Hi 7,1). Jeśli nawet w okresie młodości nie każdy postrzega życie jako przestrzeń mocowania się o jak najlepszy jego kształt, to z biegiem lat, kiedy coraz bardziej ubywa sił, myśl o toczeniu osobistej walki staje się coraz bardziej zbieżna z mądrością biblijnego Hioba. Walka, którą niemal każdego dnia podejmujemy, to nic innego jak ciągłe usuwanie przeszkód dla lepszego działania w naszym życiu łaski Bożej.

Bywa, że jednym z utrudnień, o którym często się zapomina, jest właśnie umiejętność usuwania niezgody, fałszu i nieprzyjaźni. Warto bowiem zapytać, czy jest w ogóle możliwy rozwój duchowy człowieka pozostającego w nienawiści i upartości serca. Każda nienawiść obca jest Bogu. Zresztą potwierdzają to słowa św. Jana Apostoła, dla którego wymóg miłości i przebaczenia staje się jednym z kryteriów rozeznania duchowego. Dosłownie przestroga Janowa brzmi następująco: „Jeśliby ktoś mówił: «Miłuję Boga», a brata swego nienawidził, jest kłamcą” (1 J 4,20).

Bogu – świeczkę, człowiekowi…

O ile kwestia przebaczenia w relacji Bóg – człowiek jest klarowna i zrozumiała, o tyle już jej przyjęcie w relacjach międzyludzkich łatwe nie jest. Coraz częściej dostrzegamy pośród nas postawy dziwnego rozgraniczania tego, co należy oddać Bogu, i to najlepiej w kościele, od tego, co ludzkie, sąsiedzkie, małżeńskie albo zwyczajnie moje. Doskonałym obrazem tak pojętej niespójności duchowej jest przypowieść o dłużnikach (por. Mt 18,21-35). Ewangeliczny król oczekiwał, że sługa, który był mu winien dziesięć tysięcy denarów, daruje także swojemu współsłudze o wiele mniejszą kwotę. Tak się jednak nie stało, ponieważ Boże przebaczenie nie dotknęło wnętrza sługi. Jego serce nawet po darowaniu długu nadal pozostało zatwardziałe i niezdolne do przebaczenia swemu bliźniemu. Tym, co zamknęło serce ewangelicznego sługi, był egoizm i ambicja dająca poczucie wyższości, że mimo wszystko jest lepszym od swojego współdłużnika. Ostatecznie, dramatyczna sytuacja sługi i kara, którą otrzymał, ma zwrócić uwagę na bardzo istotny wymiar naszego życia duchowego, czyli na kwestię przeżywania sakramentu pokuty i pojednania. Podczas rachunku sumienia muszę zadać sobie konkretne pytanie: czy przebaczam wszystkie długi, winy i krzywdy, które inni mi wyrządzili? Inni: sąsiedzi, najbliższa rodzina, dalsi krewni. A może stojąc w długiej kolejce, oczekuję zuchwale wybaczenia tego, czego sam wybaczyć nie chcę? Dobrze przeżyta spowiedź święta daje człowiekowi wolność i otwiera go na otaczający świat. Wówczas dopiero każdy dar, każda modlitwa, ofiara i cierpienie stają się miłe Panu Bogu, a nam dają siłę do pokonywania codziennych trudności.

Cierpliwe działanie

Oczywiście pojednanie nie jest prostą sztuką, którą z łatwością się osiąga. Często jest to długi proces, w którym potrzeba najpierw głębokiego przekonania o możliwości jego osiągnięcia, a także wiele samozaparcia i dobrej woli w ciągu jego realizacji. Chrześcijańskie przebaczenie, aby mogło stać się źródłem oczyszczenia i naprawienia zerwanych więzi, trzeba rozpocząć od siebie. Chodzi o umiejętność dostrzeżenia własnej roli w trwającym nieporozumieniu, dokonania jego obiektywnej oceny i uznania ewentualnej winy oraz pojednania z samym sobą. Następnym krokiem będzie dopiero powzięcie decyzji o wybaczeniu drugim. O ile proces samoprzebaczenia, chociaż trudny i bolesny, często się udaje, o tyle realne „wyruszenie” w kierunku osoby równie zranionej nierzadko staje się progiem nie do przebycia. Łatwiej jest wobec Boga i spowiednika zadeklarować gotowość darowania krzywd swojemu winowajcy, trudniej natomiast powrócić do fizycznego przebywania w towarzystwie tej osoby i do powiedzenia słowa „przepraszam”.

Ochrona przed nienawiścią

Zanika dziś zdolność życia wartościami, takimi jak: poświęcenie, empatia, uczciwość i zdolność wybaczania. Dlatego coraz trudniej o szacunek i poszanowanie opinii innej niż własne zdanie. Trudności z autentycznie przeżywanym problemem wybaczenia dotykają bardzo konkretnych sytuacji naszej codzienności i przyjmują najczęściej postać egoizmów, zajmujących miejsce miłości małżeńskiej, ambicji i zazdrości, zatruwających stosunki sąsiedzkie, oraz niezdrowej konkurencji, będącej następstwem pokoleniowej rywalizacji pomiędzy zasadami postępowania rodziców i ich dzieci. Zdarza się, że nienawiść kierowana jest w stronę ludzi starszych i cierpiących. Krzywdzące wówczas działanie przyjmuje formę obojętności, surowości, niezrozumienia ich oczekiwań i potrzeb. Chrześcijańską odpowiedzią wobec rodzących się konfliktów i trudności, których przecież nie da się zupełnie wyeliminować, winna być troska o niedopuszczenie, aby przerodziły się one w nienawiść. Niestety, dzisiaj coraz trudniej o dobrą wolę w przeciwdziałaniu złu, łatwiej jest natomiast trwać w tak zwanym świętym spokoju, polegającym na przebywaniu ze sobą przy równoczesnym nierozmawianiu, aby przypadkiem nie wywołać konfliktu. Czy o święty spokój chodziło Chrystusowi? Chyba nie, skoro ewangeliczny radykalizm domaga się od każdego chrześcijanina czegoś więcej – „przebaczenia z serca”, czyli działania pozbawionego wszelkich kompromisów. Przebaczenie wypływające z serca polega na trwałości, niepielęgnowaniu w pamięci doznanych zranień, otwartości, świadomości własnej słabości oraz gotowości do ciągłego otwierania się na drugiego według ewangelicznej logiki „nie siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy” (por. Mt 18,22).

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *