Dwumiesięcznik dla chorych

Przeszczepione życie

Autor: , opublikowano: 15.04.2013

Przeszczepione życie

Przeszczep to nie śmierć… Dopiero po przeszczepie zaczyna się życie, nowe i niejednokrotnie lepsze. Tak było w moim przypadku. Nie wiem, czy osiągnęłabym to wszystko i stałabym się tym, kim jestem teraz, gdyby moje losy potoczyły się inaczej. Dlatego dziękuję Stwórcy za każdą sekundę mojego życia, jakkolwiek ono wyglądało i będzie wyglądać.

Niemiła niespodzianka

Od najmłodszych lat byłam bardzo ruchliwa, wszędzie mnie było pełno. Dopiero gdy skończyłam 17 lat, zaczął się koszmar, który odmienił moje życie już na zawsze.

O chorobie dowiedziałam się w 2000 roku w klasie maturalnej. Z lekcji historii zostałam natychmiast przewieziona do Kliniki Hematologii w Krakowie. To był dla mnie szok. Gdy rano wychodziłam z domu do szkoły, nawet nie przypuszczałam, że już do niego nie wrócę. Pomimo wciąż pogarszającego się stanu zdrowia maturę zdawałam terminowo przed czteroosobową komisją w osobnej sali. Rezultatem byłam zachwycona, średnią 5,5 również. Zatem jeden rozdział życia miałam już za sobą.

Zmagania z chorobą

Cały czas starałam się być aktywna i nie przerywać dalszej nauki. Z powodu złego stanu zdrowia skończyłam zaocznie studia magisterskie z historii. Dzięki temu nie musiałam myśleć o tym, co wyprawia ze mną mój organizm, a działy się z nim różne rzeczy, często niedające się racjonalnie wytłumaczyć. Przez kolejne lata co tydzień, czasami nawet częściej, jeździłam na badania i przetoczenia zarówno samej krwi, jak i płytek krwi, których wciąż mi brakowało. Szpik z roku na rok coraz gorzej funkcjonował, a leczenie nie dawało pozytywnych efektów.

W 2006 roku mój stan znacznie się pogorszył i wreszcie zaczęto reagować na moje usilne i wieloletnie prośby o podjęcie dalszego kroku w kierunku zakwalifikowania mnie do przeszczepu. Wówczas też dowiedziałam się, że choroba z ciężkiej aplazji szpiku kostnego przeszła w stadium zaawansowanego zespołu dysmielopoetycznego (stan przedbiałaczkowy, który nader często transformuje w kierunku ostrych białaczek). Zatem wyrok został orzeczony, a odwołania nie było. To nie sąd, to rzeczywistość, a tu nie ma możliwości targowania się o jeszcze jeden dzień tchnienia. Jednak podjęłam ryzyko i rozpoczęłam batalię o własne życie, albowiem nie myślałam o żegnaniu się z tym światem.

Bardzo ważne było dla mnie w tych trudnych chwilach wsparcie mojej mamy. Razem poddałyśmy się woli Bożej, modląc się każdego dnia do bł. Jana Pawła II i św. o. Pio o wstawiennictwo u Boga. To dodawało nam sił do dalszej walki, albowiem bywały chwile, kiedy lekarze sugerowali, że dni mojego ziemskiego życia są już policzone… Jednakże im bardziej dawali mi do zrozumienia, że koniec jest bliski, tym bardziej chciałam żyć i udowodnić im, że się mylą – w końcu są tylko ludźmi.

Iskierka nadziei

Zaraz po Świętach Wielkanocnych, 13 kwietnia 2007 roku, przyjęto mnie do Katedry i Kliniki Hematologii i Transplantacji Szpiku Śląskiej Akademii Medycznej Szpitala Klinicznego im. A. Mielęckiego w Katowicach. Gdy przekraczałam progi oddziału, targały mną różne emocje: niepokój, lęk, wiara, nadzieja i poniekąd także radość. Starałam się, mimo tej palety odczuć, które kłębiły się w moim sercu, podchodzić do tych trudnych wyzwań z optymizmem, z pozycji człowieka zdeterminowanego, silnego i pragnącego żyć. Co nie znaczy, że nie przeżywałam chwil wewnętrznego buntu.

Podczas pobytu w klinice spotkałam się z ogromną serdecznością całego personelu medycznego, bez względu na to, czy był to profesor, czy sanitariuszka. Towarzyszem doli i niedoli okazał się ks. Andrzej, nasz szpitalny kapelan – wiecznie uśmiechnięty, obdarowujący dobrym słowem, bo Bożym.

Informacje, których udzielono mi przed przeszczepem, spowodowały, że poczułam się pewniej, bo nie tylko wiedziałam, co będzie się ze mną działo, ale też zdawałam sobie sprawę z efektu, a ten najbardziej przypadł mi do gustu – nowe życie. Z perspektywy czasu widzę, że wewnętrzna motywacja jest najważniejsza. To ona zbliża nas do Tego, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych.

24 kwietnia został przeprowadzony przeszczep. Wiedziałam już, że dostałam od Boga drugą szansę. Zrozumiałam też, że mam misję, którą muszę wypełnić. Gdy wspominam tamte czasy, mimo że upłynęło już sześć lat, wciąż cisną mi się do oczu łzy, bowiem trudno jest zapomnieć dzień swoich ponownych narodzin.

Druga szansa

Okres rekonwalescencji trwa nadal, ale z każdym dniem apetyt na życie rośnie. Moja choroba sprawiła, że stałam się nową osobą. Odkryłam wspaniałe możliwości, poznałam cudownych przyjaciół i pożegnałam się z tymi, którzy nigdy nimi nie byli. Czasami myślę, że mogło mnie to wszystko ominąć. Dochodzę jednak do wniosku, że tak miało być i nie warto ciągle rozdrapywać starych ran. Trzeba iść naprzód.

Nauczyłam się żyć od nowa i niczego po drodze nie straciłam. Wręcz przeciwnie, napisałam kilka książek, wzięłam udział w programach telewizyjnych mówiących o przeszczepach szpiku – w ten sposób niosę iskierkę nadziei wszystkim chorym, aby pokazać im, że choroba to nie koniec świata, ale początek nowego życia. Czekam również na termin obrony pracy doktorskiej, a na co dzień staram się pomagać innym w potrzebie, po prostu dawać z siebie wszystko. Pragnę żyć pełnią życia, ponieważ otrzymałam od Boga coś, co jest przeznaczone tylko dla wybrańców – drugą szansę, drugie życie.

2 komentarze

Dołącz do dyskusji!

  1. sydonia

    Piękny artykuł ja także mogłabym podpisać się pod tym tekstem, ponieważ i ja otrzymałam taką drugą szansę 7 marca 2012r. 🙂 🙂 🙂 i dziękuję Bogu za moją chorobę, za udany przeszczep szpiku i za wszystko co przeżyłam bo to sprawiło, że stałam się innym człowiekiem…człowiekiem dla którego fundamentem życia stał się Jezus Chrystus !!!

  2. Maria - Agnieszka

    a ja miałam to szczęście spotkać na swej ziemskiej drodze Kasię…cudowną , wspaniałą młodą dziewczynę…której chęć do życia…i walka o każdy nowy dzień pomagają przetrwać…słów mi dosłownie brak…a łza się w oku kręci…błogosławieństwa od Boga…i dobroci od Ludzi…droga Kasieńko…i pozdrowienia dla Twojej dobrej, serdecznej, dzielnej Mamy…

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *