Dwumiesięcznik dla chorych

Przeżyć miłość

Autor: , opublikowano: 16.04.2015

Przeżyć miłość

Są takie dni w roku, kiedy gdzie by nie spojrzeć, tam króluje kolor czerwony. W powietrzu można wyczuć miłosną atmosferę. Na sklepowych półkach, wystawach, a nawet na wiejskich straganach pojawił się nowy produkt – miłość. Opakowania z pluszowymi misiami, mrugające serduszka i setki, tysiące innych cudowności, które miały za zadanie wyrazić dwa magiczne słowa: kocham cię…

Życie jednak nie dla wszystkich wydaje się takie kolorowe. Dwudziestoletni Maciek dowiedział się, że jest chory na nowotwór trzustki. Lekarze nie dawali mu większych szans na przeżycie. Wszelkie zabiegi medyczne zmierzały jedynie do przedłużenia jego cierpień. Jego dziewczyna Maria kilka dni temu kupiła suknię ślubną i ustaliła ostateczny termin zawarcia związku. Jeszcze nie usłyszała o życiowym wyroku ukochanego…

Wyrok kontra miłość?

Był 269 rok. W cesarstwie rzymskim panował Klaudiusz II Gocki, który za namową swoich doradców zabronił młodym mężczyznom wchodzić w związki małżeńskie. Zakaz dotyczył mężczyzn w wieku od 18 do 37 lat. Rządca uważał, że najlepszymi żołnierzami są legioniści nieposiadający rodzin. Zakaz ten złamał bp Walenty, który błogosławił młodych legionistów. Nie mógł pozostać obojętnym wobec cierpienia osób, którym surowo zakazano zawierania związków małżeńskich. Legenda podaje, że za niewypełnienie cesarskiego zakazu sędziwy biskup i lekarz został aresztowany przez Kalpurniusza, prefekta Rzymu. Strażnikiem więzienia, w którym zakuto w łańcuchy św. Walentego, był Asterius.

Święty Walenty z Terni, podobnie jak św. Paweł, głosił swojemu strażnikowi Ewangelię. Cała jego rodzina nawróciła się i przyjęła chrzest w imię Jezusa Chrystusa. Legenda mówi również, że św. Walenty zakochał się w niewidomej córce więziennego dowódcy, przez co ukochana odzyskała wzrok. Choroba, na którą cierpiała, stała się dla niej również wyzwaniem, dzięki któremu poczuła się wartościową osobą. Zaraz przed zaplanowaną egzekucją dostała od św. Walentego list pożegnalny podpisany „od Twojego Walentego”. Według przekazu o całym zajściu dowiedział się sam cesarz, który nakazał bić św. Walentego kijami, a następnie ściąć mu głowę. Niedługo po egzekucji rzymska matrona Sabinilla poprosiła o wydanie jego ciała, które pochowała w swej posiadłości przy Via Flaminia. W 350 roku została w tym miejscu wzniesiona bazylika ku czci świętego, którego kult gwałtownie zaczął się rozpowszechniać.

Walka z wyzwaniem

Według drugiej wersji okoliczności, w jakich zginął biskup Terni, okazują się zgoła inne. Bardzo popularna była wówczas wieść, że biskup posiada niezwykłą moc uzdrawiania. Informacja ta szybko dotarła do rzymskiego filozofa Kratona, którego syn był chory na padaczkę i czekało go życie pełne cierpienia lub szybka śmierć, podobnie jak dwudziestoletniego Maćka, który nie widział żadnego sensu swojej dalszej egzystencji. Święty Walenty zgodził się udzielić pomocy rodzinie Kratona pod warunkiem, że ten się nawróci. Okazało się, że syn został cudownie uzdrowiony, a cała rodzina filozofa przyjęła wiarę w Chrystusa. Niestety, senat rzymski uznał biskupa za osobę niebezpieczną dla państwa, dlatego aresztowano go i skazano na śmierć. Padaczka, a także inne choroby nerwowe były już w IV wieku bardzo częste, dlatego też kult św. Walentego znalazł licznych zwolenników na całym ówczesnym kontynencie.

Dziś święty jest patronem nie tylko wszystkich zakochanych, ale także chorych na epilepsję i choroby nerwowe. Dlatego w ikonografii najczęściej jest przedstawiany w stroju kapłańskim w momencie uzdrawiania chorej osoby.

Zapomnieli, co to miłość

Można pisać wiele pięknych słów o cierpieniu i chorobie, ale aby zrozumieć ich istotę, trzeba tak naprawdę je przeżyć. Ci, którzy nie pamiętają już, co to miłość, lubują się w złośliwym porównywaniu jej do stanu epilepsji. Egoizm cesarza został przezwyciężony siłą miłości, która odnajdywała swoje źródło w Bogu. Nie wiadomo, jak potoczyły się dalsze losy córki Asteriusa, ale można przypuszczać, że udało się jej pokonać chorobę i przeżyć jeszcze kilka lat, dzieląc się radością i miłością z innymi. Choroba może być karą, ale może się również stać wezwaniem do spotkania z drugim człowiekiem, a przez to i z samym Bogiem. A jak zakończyła się historia Maćka i Marii? Maciek powiedział ukochanej całą prawdę o swojej beznadziejnej sytuacji. Jego szpitalne leczenie trwało kilka miesięcy. Niestety 5 miesięcy później jego organizm nie wytrzymał nawału choroby. Maria natomiast przez wszystkie te miesiące codziennie przychodziła do niego, aby zmieniać chorobę w wyzwanie…

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *