Dwumiesięcznik dla chorych

Punkt widzenia

Autor: , opublikowano: 20.06.2016

Punkt widzenia

 

Każdy z nas patrzy na życie z własnej perspektywy. Różni ludzie mogą to samo wydarzenie opisywać w różny sposób, akcentując inne jego aspekty, analizując je przez pryzmat odczuwanych emocji. Obserwujemy rzeczywistość na miarę naszych możliwości. Poznając różne punkty widzenia, jesteśmy bliżej tego, co prawdziwe. Dlaczego więc nieraz tak trudno przyjąć nam to, co chcą nam przekazać bliscy?

Nie jestem wszechwiedzący

Wszechwiedzący jest tylko Pan Bóg. My poznajemy jedynie po części, brak nam oglądu całości. Mamy dostęp wyłącznie do niektórych danych, a do tego przetwarzamy je przez filtr naszych zmiennych emocji i odczuć. Nieraz przy tym popełniamy błędy. Szczególnie gdy musimy ustosunkować się do wydarzenia, które dotyka nas osobiście. Często nie potrafimy z odpowiedniego dystansu spojrzeć na własne zachowanie, postawy, reakcje. Pamiętajmy, że w naszej psychice chowamy armię mechanizmów obronnych, gotowych, by zniekształcić w nas ogląd tego, co mogłoby wzburzyć nasz wewnętrzny spokój, dobry obraz samych siebie, samozadowolenie. To dlatego nieraz latami tkwimy w tych samych błędach. Nie bez przyczyny pierwszym krokiem do zmiany jest zobaczenie w prawdzie. Owszem nie wystarczy czegoś wiedzieć, by potrafić wprowadzić to w życie. Jednak bez świadomości, co należy zmienić, trudno o rzeczywistą zmianę.

Potrzebujemy spojrzeń, obserwacji, myśli innych osób. Inaczej zagubimy się w gąszczu własnych wyobrażeń, zniekształceń, domysłów. Nikt nie lubi uwag kierowanych pod swoim adresem. Czasem są one szczególnie trudne do przyjęcia ze względu na formę w jakiej są przekazywane. Wszystko to, co wyraźnie narusza nasze granice, natychmiast wyzwala w nas reakcje obronne. Trudno przyjąć choćby najszczerszą prawdę przekazaną w sposób uwłaczający naszej ludzkiej godności. Wielu z nas nie potrafi w odpowiednio komunikować tego, co trudne. Zazwyczaj powodem jest zamiatanie pod dywan codziennych nieporozumień, które piętrząc się, doprowadzają nas do momentu, w którym nie radzimy sobie z własnymi emocjami i wybuchamy. Uwagi, które będziemy podczas takiego wybuchu kierować pod adresem bliskiej osoby, z dużym prawdopodobieństwem będą dla niej raniące. Będą one też wyolbrzymione i podane na tacy wraz z zaplątanym ładunkiem emocjonalnym. Takie uwagi trudno przyjąć. Nie wylewajmy jednak dziecka z kąpielą i postarajmy się powrócić do tematu, gdy ucichnie w nas emocjonalna burza.

Otwieram się na drugiego

Spojrzenie drugiej osoby jest nam potrzebne do własnego rozwoju. A rozwijamy się przez całe życie. Jak wiele dobra niesie ze sobą konstruktywna krytyka lub tak zwana informacja zwrotna, wie ten, kto potrafił ją przyjąć. Informacja zwrotna to reakcja drugiej osoby na nasze zachowanie, sposób bycia, wygląd. Zazwyczaj odbieramy ją na drodze niewerbalnej. Ludzie coś o nas myślą, w jakiś sposób nas oceniają, komentują w swoich głowach nasze poczynania. Na ogół nie zdradzają nam większości z tych myśli. Podążają za nimi, więc z reakcji ich ciała możemy wywnioskować, jakie zrobiliśmy na nich wrażenie. Nieraz chcielibyśmy wiedzieć, co takiego myśli o nas ta czy inna osoba. Dlatego informacja zwrotna wypowiedziana pod naszym adresem jest darem. A jeśli do tego jest wypowiedziana z szacunkiem do naszej osoby, możemy ją uznać za prawdziwy skarb. I nie ważne jest to, czy ktoś nas chwali, spostrzegając nasze dobre strony, czy też zwróci uwagę na coś, nad czym powinniśmy popracować. To przecież właśnie to, co musimy w sobie zmienić jest naszą przyszłością. To zmiany w tym zakresie przyniosą nam największą ulgę i satysfakcję.

Otworzyć się na drugiego i to, co ma on nam do zaoferowania, to spojrzeć na krytykę pod innym kątem. Ważne, by wyzbyć się postawy obronnej i zrzucić maskę człowieka wszechwiedzącego i idealnego. Dobrze wiemy, że tacy nie jesteśmy. Nieraz jednak w swoim życiu takie właśnie osoby odgrywamy. Zatraciliśmy naszą dziecięcą autentyczność, bo każde kolejne zranienie, którego doświadczaliśmy, przekazywało nam kłamliwą informację o tym, że na to, co dobre powinniśmy zasłużyć. I tak, mając już kilkadziesiąt lat, wciąż próbujemy zasłużyć na bliskość innych, ich uznanie i szacunek. Wydaje nam się, że gdy obnażymy swoje słabe strony, to polegniemy. Wszelkie uwagi pod naszym adresem traktujemy jak atak. Powróćmy do samych siebie, takich, jakimi jesteśmy naprawdę. Nie bójmy się tego. Bądźmy autentyczni, nie udawajmy kogoś, kim nie jesteśmy. Z uśmiechem na ustach ogłośmy światu, że nie jesteśmy idealni i wsłuchajmy się w to, co inni chcą nam przekazać.

Daje siebie innym

My także wciąż coś o kimś myślimy, oceniamy, analizujemy zachowania drugiej osoby. Bądźmy hojni w dawaniu siebie także poprzez udzielanie informacji zwrotnej. Ktoś nas czymś pozytywnie zaskoczył – powiedzmy tej osobie o swoich odczuciach. Jesteśmy dumni z naszych dzieci i wnuków – zakomunikujmy to głośno i wyraźnie, nie czekajmy aż się domyślą. Dostrzegajmy dobro w ludziach i dawajmy temu wyraz. Mówmy też o tym, co nam się nie podoba, co nas niepokoi, rani. Róbmy to jednak w duchu poszanowania drugiej osoby, wtedy gdy nie ma w nas burzliwych emocji, w atmosferze pełnej akceptacji, a nie wyrzutów. Uszanujmy też to, że druga osoba może nie być gotowa na przyjęcie naszego punktu widzenia. Wzbogacajmy innych sobą i dajmy sobie samym szanse na odbieranie tego, co konstruktywne od innych.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *