Dwumiesięcznik dla chorych

Rodzice Antonietty również święci?

Autor: , opublikowano: 08.01.2018

Rodzice Antonietty również święci?

 Poznali się na początku XX wieku, oboje pochodzili z Włoch. Mieli czwórkę dzieci, troje zmarło w bardzo młodym wieku, w tym jedna z córek, Antonietta, która w Kościele jest nazywana najmłodszą mistyczką. Poznajcie Michała i Marię Meo, rodziców Sługi Bożej Antonietty Meo!

Na początku ich małżeństwa Michał nie był zbyt gorliwym katolikiem, aczkolwiek każdego dnia klękał do modlitwy przed udaniem się na spoczynek. Maria była raczej gorliwie wierząca, zbudowana postawą swojego ojca, który – jak wspomina – bardzo kochał Boga i miał pragnienie kochania Go jeszcze bardziej. Po zawarciu związku małżeńskiego, w pierwszym dniu swojego małżeństwa, nowożeńcy odmówili część chwalebną różańca świętego, a za swoją patronkę obrali Matkę Bożą Pompejańską. Może nie byłoby w tym nic wyjątkowego, gdyby nie wydarzenie, które miało miejsce w czasie ich podróży poślubnej. Udali się do Neapolu, gdzie nawiedzili sanktuarium Matki Bożej Pompejańskiej. W czasie spowiedzi świętej Maria usłyszała od spowiednika: „Ci, którzy od pierwszego dnia małżeństwa odmawiają różaniec, otworzyli drzwi swojego domu Matce Bożej. Ona weszła, a ich rodzina będzie błogosławiona”.

Nasze dziecko będzie… papieżem!

Gdy urodził się ich pierwszy syn – Giovani – przeżywali oboje niewypowiedzianą radość. Michał troszczył się o niego miłością ojcowską, a Maria radowała się, mogąc już śpiewać i komponować swojemu synkowi kołysanki na dobranoc. W miarę upływu czasu zaczęli marzyć o przyszłości syna i tak doszli do momentu, w którym zwiedzając bazylikę św. Piotra, oglądając portrety papieży, wpadli na pomysł, że ich mały syn może będzie… papieżem! Po czym oczywiście oboje parsknęli śmiechem.

Pani Maria miała głębokie pragnienie, aby jej rodzina, szczególnie jej dzieci, przebywały po śmierci w niebie. Obawiała się, że mały Giovani może kiedyś stać się złym człowiekiem, przez co poszedłby na potępienie. Mówiła: „«Panie, zmiłuj się! Nie dopuść do tego i nie oglądaj się na nasz ból. (…) Lepiej by było, gdyby umarł i Ty zabrałbyś go do raju!» Moje serce było ściśnięte (…), ale moja modlitwa wznosiła się do nieba…”. Giovani zmarł, mając niespełna dwa lata życia. Czy dlatego, że prosiła oto matka? Tego nie wiemy, jednak jej modlitwa wskazuje na wielką wiarę w życie wieczne i w ufność, jaką pokładała w miłość i dobroć Boga.

Drugim dzieckiem była Margherita, przy poczęciu której Maria odczuwała wielką radość. Była zdrowa, piękna, posłuszna, bardzo zdolna. Okazała się darem od Boga, który pozostał z Marią i Michałem na ziemi. Dwa lata później urodziła się Carmela. Chorowała od pierwszych dni narodzin. W wieku dwóch lat zmarła. Okres jej życia był naznaczony cierpieniem. Wymagała ciągłej opieki rodziców. Ich życie ograniczało się tylko do troski nad córeczką. Maria wspomina, że kiedy słyszała wracające z mężami sąsiadki z wieczornych zabaw, nie zazdrościła im, ale modliła się do Boga, a krzyż, który nosiła, ofiarowywała za swojego zmarłego tatę. Z czasem ból i zmęczenie zostały przez nią zapomniane. W pamięci z tamtego okresu utkwiła jej codzienna Eucharystia, w której uczestniczyła, a w czasie której Bóg obdarzał ich rodzinę potrzebnymi łaskami do dźwigania cierpienia.

Antonietta urodziła się w promieniach słońca

Po stracie Carmeli Maria nie myślała, że ponownie zostanie mamą. Jednak stało się inaczej. Po pięciu latach ponownie zaszła w ciążę, która okazała się dla niej wielkim wyzwaniem. Wzmogło się cierpienie i ból, jakie przeżywała po stracie swojej dwójki dzieci, ukojenie dało jej dopiero przyjęcie kolejnego dziecka, jako daru od Boga – pogodziła się z Jego wolą. Maria każde trudne doświadczenie oddawała Panu w intencji dziecka, które nosiła pod sercem. Tym razem była nim Antonietta. „Tylko Bóg wie, o ile rzeczy prosiłam dla niej. Nie prosiłam tak po ludzku, o zdrowie, ale o to wszystko, co jest bardziej wzniosłe i święte. (…) Wiem, że Jezus wziął je pod swoją opiekę i z każdym dniem coraz bardziej upodabniał do siebie, a ja oddawałam Mu je z całą radością, gotowa cierpieć, byleby tylko On uczynił moje dziecko świętym!”.

Jak zapewne pamiętacie, Antonietta bardzo cierpiała i zmarła na raka. W momencie gdy podjęto decyzję o amputacji nogi przyszłej świętej, jej ojciec do końca trwał przy Bogu: „Łkanie wstrząsnęło jego piersią… zwrócony w stronę Jezusa obecnego w hostii, starał się uspokoić i pogodzić z Jego wolą. Błogosławił Pana i prosił o siłę! I Jezus nie opuścił go…”. Po skończonej operacji Michał powiedział: „Bądź wola Twoja, Panie”.

Sylwetka duchowa rodziców

Maria i Michał byli ludźmi, którzy swoją nadzieję pokładali w Bogu. Mama Antonietty, gdy miała podjąć jakąś decyzję w ciągu dnia, nawet niewielką, najpierw się modliła i dopiero później decydowała. Codziennie uczestniczyli we Mszy Świętej. Bóg był częścią ich życia, które nie ograniczało się tylko do tego, co tu i teraz na ziemi. Pośród niewypowiedzianego cierpienia, jakim jest towarzyszenie swoim dzieciom w czasie choroby, a następnie ich śmierć, Maria i Michał nie zwątpili w dobroć i miłość Boga. Wierzyli, że życie nie kończy się na ziemi. Uczmy się od nich, aby nasz dzień był przeżywany w bliskości Boga. Wówczas będziemy cieszyć się błogosławieństwem i obecnością naszego Pana pośród wielu trudności.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *