Dwumiesięcznik dla chorych

Sufit z widokiem na niebo

Autor: , opublikowano: 02.11.2013

Sufit z widokiem na niebo

Leżę. Pies kładzie mi łeb na łóżku, wielkie, brązowe oczy patrzą na mnie, błagając o spacer. A ja leżę. Przyjaciółka pomaga naszej koleżance przy nagłej przeprowadzce. A ja wciąż leżę. Przyjaciele jadą na obóz wolontariacki z dziećmi. Ja leżę. Sąsiadka idzie po zakupy ze swoimi rozchichotanymi bliźniaczkami. A ja leżę i leżę, i leżę. Kropla za kroplą wzrasta moja frustracja. Też chcę coś zrobić! Wśród wszystkich życiowych potrzeb dominuje teraz niespełniona potrzeba bycia potrzebnym. Tylko jak ją zrealizować, skoro nie można się ruszyć, bo każde drgnienie wywołuje falę obezwładniającego bólu?

Łóżko pełne marzeń

Mam wrażenie, że moje łóżko zakrzywia czasoprzestrzeń. Czas się na nim zatrzymał. Wszyscy biegają dookoła, spieszą się do obowiązków, spóźniają się i pędzą dalej. Zamykam oczy i widzę to, za czym tęsknię: Stare Miasto ze swoim wyślizganym brukiem, tętniący życiem, hałaśliwy deptak, zimne mury dominikańskiego kościoła, zieloną przystań parku. Patrzę na samotną gałązkę nawłoci w butelce przy łóżku i wprost czuję zalane sierpniowym słońcem złote bele siana na polu. Ach! Zanurzyć się w falującym morzu żółtych nawłoci, wdychać upajający słodyczą zapach, słuchać brzęczenia pszczół i wpatrywać się w promienie popołudniowego słońca, przelewające się przez ażurowe, brzoskwiniowe chmury. Otwieram oczy. Jestem z powrotem w łóżku. Mój czas i miejsce jest tu i teraz. I świetnie znam tę prawdę. Ale jak uwolnić się od poczucia, że nieustannie wali się głową w mur?

Bezrobocie

Miałam głowę pełną wielkich planów: skończyć studia, zająć się szkoleniem zwierząt towarzyszących, pojechać na misje świeckie do Afryki, podróżować, zdobywać najwyższe szczyty, założyć azyl dla zwierząt, znaleźć swojego królewicza i otoczyć się sporym stadkiem dzieci. Skończyłam 20 lat i świat stał dla mnie otworem. Aż tu nagle jakby mi ktoś przyłożył czymś ciężkim w głowę. Bóg miał zupełnie inny plan. Choroba – nowotwór złośliwy kręgosłupa i powypadane dyski. Wszystko legło w gruzach. Zaczęły się podróże, ale nie po nowych, tajemniczych miejscach, tylko po szpitalach. Wszyscy zaczęli obchodzić się ze mną jak z jajkiem, chuchać i zakazywać jakiejkolwiek pracy. W końcu doszło do tego, że nawet obieranie ogórków było według mojej rodziny pracą ponad moje siły. Tupałam i buntowałam się. Czułam, że odbierane są mi resztki normalności. Gdyby kiedyś ktoś powiedział mi, że będę tęsknić za odkurzaczem, nigdy bym w to nie uwierzyła. A ja jak nigdy potrzebowałam zajęcia, żeby skoncentrować się na czymś innym niż na nieustannym myśleniu: „Co będzie?”. Po długich dyskusjach odzyskałam prawo do wykonywania drobnych prac domowych. Ale co z resztą? Co teraz? Moje marzenia się nie zmieniły. Chcę zmieniać świat, chcę pomagać, chcę się opiekować tymi, którzy mnie potrzebują. Ale jak? Przecież nie mogę nawet ruszyć się z domu. Co umiem? W czym mogę być potrzebna? Jeśli nawet coś mi przychodziło do głowy, brakowało mi odwagi do wcielenia tego w życie. Oczywiście ciągle znajdowałam też jakieś niekończące się wymówki. Łatwiej jest leżeć i myśleć, że jestem skazana na porażkę.

Choroba nie wypleniła mojego życiowego towarzysza – lenistwa. W gruncie rzeczy niewiele się u mnie zmieniło. Zawsze miałam kłopoty z równowagą emocjonalną, bądźmy szczerzy – nie jestem człowiekiem złotego środka. Teraz jest podobnie – albo wpadam w euforię, bo po raz tysięczny odkrywam, że mam 23 lata i mogę wszystko, albo przykrywam się kołderką beznadziei i chlipię nad swoim bezsensownym losem. Jednak zdarzają mi się też przebłyski, w których do głosu dochodzi mój – na co dzień zagłuszany – głos rozsądku i stwierdzam prostą prawdę: każdy jest do czegoś potrzebny, bo przecież każdy człowiek ma swoje powołanie. Bóg nie robi losowania w stylu: „Ty będziesz mamą, ty nauczycielem, ty księdzem, a na ciebie zabrakło mi pomysłu”.

Złodzieje czasu

Wydaje mi się, że najgorszy w obliczu choroby nie jest sam fakt tego, że coś się kończy i brakuje czasu, tylko świadomość, ile go straciliśmy wcześniej, i to, że w żaden sposób nie da się tego już cofnąć. Zadręczam się tym, ile mogłam zrobić, a nie zrobiłam, ile mniej telewizji mogłam obejrzeć, ile mniej czasu siedziałabym bezczynnie przed komputerem, ile razy wyciągnęłabym rękę do bliźniego. W końcu zauważyłam, że więcej czasu poświęcam rozpamiętywaniu swojego lenistwa niż myśleniu o tym, co mogę zrobić teraz i w przyszłości. Po raz kolejny tracę czas! Niesamowite.

Głód użyteczności

Wystarczy bodziec, jedna iskra, jeden głos, gdy samemu zabrnęło się już w ślepy zaułek i wydaje się, że już nic nie da się zrobić. W moim przypadku był to ten tekst. Coś się we mnie odblokowało i posypał się grad pomysłów. Może i część moich marzeń musi pójść w odstawkę (ciężko byłoby zdobywać teraz Koronę Ziemi albo przemierzać Kaukaz autostopem), ale reszta zależy od determinacji. Chcę coś po sobie zostawić, sprawić, by ludzie żyli bardziej świadomie, walczyć o swoje przekonania tak, jak umiem. Poza tym ileż można rozwiązywać krzyżówki? Potrzebuję działania, zajęcia, poczucia, że nie jestem tylko zawadzającym gratem. Moje życie jeszcze nie jest spisane na straty, nie jestem skreślona. Chcę czuć, że żyję i mam po co budzić się rano i znosić kolejne dawki bólu. Mieć jakiś cel. To, że nie uczestniczę w codziennej bieganinie, nie znaczy, że już mnie tu nie ma. Jestem i pierwszy raz w życiu mam ochotę głośno to wykrzyczeć.

Gapię się w sufit i wyobrażam sobie, że jest wielką chmurą, a ja mam nad swoim łóżkiem niebo. Pod tym moim skrawkiem błękitu mogę wszystko. No cóż, Boże, trochę rozminęliśmy się w wizji mojego życia, ale ostatecznie dążysz do mojego szczęścia, więc może wezmę to, co mam, i z Twoją pomocą ulepię z tego coś sensownego.

Jeden komentarz

Dołącz do dyskusji!

  1. Magda

    Bardzo głęboki tekst, skłaniający do przemyśleń. Niby mamy wszystko, zdrowie, przyjaciół, ale i tak jesteśmy biedni. Żyjemy w pędzie, nie zauważając tego co najpiękniejsze. Pozdrawiam

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *