Dwumiesięcznik dla chorych

Szkolna ława superbabć

Autor: , opublikowano: 06.12.2012

Szkolna ława superbabć

Pod koniec października ruszyła piąta już edycja Szkoły Superbabci i Superdziadka. Z panią Zofią Zaorską – pomysłodawczynią i założycielką – o idei Szkoły, jej kilkudziesięcioletnich uczniach i mądrej trosce rozmawia ks. Radosław Warenda SCJ.

Jaka babcia jest super?

Kochająca, dbająca o wnuki, ale także o siebie. Superbabcia dobrze wykorzystuje czas oraz chętnie się uczy, jak pomóc dzieciom małym i dużym. Ma swoje radości i dba o poczucie humoru w różnych sytuacjach. Kontakt z wnukami to dla niej szansa na wykorzystanie własnych umiejętności, pasji, zainteresowań.

Skąd wzięła się idea Szkoły Superbabci i Superdziadka? Myśli Pani, że to dzisiaj komuś potrzebne?

W sytuacji współczesnej rodziny, zapracowanych mam, nie mówiąc już o ojcach, trudności różnego typu, posiadanie babć i dziadków to szansa dla dzieci, by rozwijały się w poczuciu bezpieczeństwa, doznawały miłości, opieki i wsparcia w ich problemach. Tylko że babcie też potrzebują pomocy w zrozumieniu świata, który ciągle się zmienia. Jakoś nikt wcześniej o tym nie pomyślał i dlatego powstała ta Szkoła.

Babcia w szkolnej ławce to nietypowy widok. A czasem i trudne doświadczenie dla samych babć i dziadków, ponieważ trzeba uznać konieczność stałego kształcenia się, do czego nie jesteśmy w Polsce przyzwyczajeni. Chyba wciąż żywy jest stereotyp, że z wiekiem zjada się wszystkie rozumy.

Niestety często szkoła kojarzy się z ławką i różnymi przykrymi sytuacjami, ale tak naprawdę szkoła uczy nas najwięcej. Uczeń to osoba, która się zmienia, a nie tylko słucha. W dobrej szkole poznaje się wielu sympatycznych ludzi, chce się iść na spotkanie z nimi. Tak jest w naszej Szkole – dobrze być w tej grupie, która ma podobne problemy i chce je rozwiązywać. Czasem nadrabiamy czas stracony przy własnych dzieciach i odkrywamy nowe dziedziny wiedzy. Prawdą jest jednak funkcjonowanie złego stereotypu, że nie trzeba się już niczego uczyć, zwłaszcza gdy ma się tzw. wyższe wykształcenie. Myślę, że powoli się to zmienia, głównie pod wpływem świadków – osób, które doświadczyły zmiany w sobie i w kontaktach w rodzinie dzięki Szkole Superbabci i Superdziadka.

Jakie konkretne zajęcia proponuje ta Szkoła? Do czego najtrudniej przekonać?

Mamy trzy rodzaje zajęć. Pierwsze to podpowiedzi, jak spędzać czas z wnukami, jak zainteresować dzieci w wieku przedszkolnym bajką, zabawą. Same się dużo bawimy, poznajemy nowe techniki plastyczne, a także wystawiamy sztuki, organizujemy imprezy, bale karnawałowe i wycieczki z naszymi wnukami.

Są też zajęcia psychologiczne, medyczne, dotyczące pomocy rodzicom w wychowaniu dzieci. Dowiadujemy się, jak reagować w trudnych sytuacjach, jak chwalić, jak mobilizować do poprawiania błędów, jak żywić i pomagać w chorobie.

Trzeci rodzaj zajęć ma na celu zadbanie o potrzeby uczestników, ich relaks, odpoczynek, integrację w grupie, ale także o umiejętność obsługi komputera, korzystania z Internetu i różnych nowości, które nie mieszczą się nam w głowie.

Gdzie w Polsce działają Szkoły Pani pomysłu?

Już próbowano w Koszalinie, działa Szkoła w Białymstoku, krótkie projekty organizowano także w Siemiatyczach, Supraślu, na warsztaty zaproszono dziadków w Bełżycach, a w Warszawie w ubiegłym roku powstała Szkoła na Ursynowie i mam nadzieję, że wkrótce będzie ich kilka w różnych dzielnicach, ponieważ Towarzystwo Inicjatyw Twórczych „ę” prowadzi nabór i przygotowanie organizatorów podobnych Szkół w Warszawie.

Spotykacie się już po zakończeniu kursu?

Kurs na razie się nie kończy, co roku mamy nabór nowych osób, ale można repetować. Jest kilka osób, które chodzą już piąty rok. Zajęcia nigdy nie są takie same, zmieniają się też prowadzący. Mamy również raz w roku spotkanie z absolwentami – zawsze 6 stycznia. Proszę sobie wyobrazić, jaki wtedy panuje gwar!

Zofia Zaorska – pomysłodawczyni i założycielka Szkoły superbabci i superdziadka

Dziś dziadkowie to skarb, bo zawsze jest z kim zostawić dziecko. Co jednak robić, by babcia nie stała się jedynie niańką na godziny?

Babcia powinna być pomocna „w razie potrzeby”, czyli np. w przypadku choroby dziecka. Jednak opiekę muszą zapewnić rodzice, choćby zatrudniając niańkę do małego dziecka, i nie można ich zwolnić od poczucia obowiązku bycia z dzieckiem. Babcia nie może podejmować zbyt dużej odpowiedzialności ani spędzać za dużo czasu z dzieckiem, bo po prostu już nie daje rady wszystkiego robić. Ma prawo do własnego życia w innym tempie.

Jakie prezenty kupuje Pani swoim wnukom?

Oczywiście szukam rozwijających zabawek albo dokładam się do roweru, nart, wyjazdów. Lubię wybierać książki, pluszaki, a starszym także gry dydaktyczne. Nie bardzo się w nich orientuję i dlatego korzystam z podpowiedzi w Szkole. Dzieci mają już tyle zabawek, że obecnie wolę zaplanować ciekawy wyjazd. Coś, co okaże się dla nich niespodzianką.

Co dziś będzie najlepszym prezentem?

Kiedy do mnie przychodzą, to szukają zaczarowanego pudełka, a w nim… może być po jednym cukierku – byle dla każdego i taki, który lubią lub o nieznanym im dotąd smaku.

Czy babcie panikują?

Bardzo się martwią. Nie mogą spać, gdy w rodzinie panują choroby, niezrozumienie, kłótnie, a dorosłe dzieci nie mają pracy. Lękają się też o przyszłość maluchów. Często powierzają te problemy Panu Bogu.

A co robią, kiedy najmłodszy zachoruje? Mają stare sprawdzone metody?

Wtedy rodzice idą do lekarza i piszą babci, co i jak ma podawać. Stare sposoby raczej budzą nieufność. Bo co tam babcia wie… i wiele w tym prawdy, bo medycyna się rozwija.

Często to właśnie babcia czy dziadek uczą swoje wnuki Aniele Boży, znaku krzyża. Jak widzi Pani siebie w takiej roli?

Normalnie. Kiedy wnuki są u mnie, to zawsze odmawiamy wspólnie pacierz i mówimy, za co dziękujemy, o co prosimy, za co przepraszamy. Każdy po swojemu, czasem głośno, czasem po cichu. W tym roku starsze pójdą do Pierwszej Komunii Świętej i modlę się w tej intencji, aby dobrze przeżyły ten czas.

Co daje największą satysfakcję w opiece nad trojgiem wnucząt?

To, gdy potrafią powiedzieć, że mają superbabcię. Na razie chętnie do mnie przylatują. Oby jak najdłużej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *