Dwumiesięcznik dla chorych

To tu, to tam

Autor: , opublikowano: 01.01.2015

To tu, to tam

Z ks. Maciejem Kopczyńskim, sercaninem pracującym na Ukrainie, rozmawia ks. Piotr Chmielecki SCJ z Sekretariatu Misji Zagranicznych Księży Sercanów w Lublinie.

Ukraina jest dla Ciebie już drugim krajem, w którym posługujesz duszpastersko poza Polską. Pierwsza była Irlandia. Powiem szczerze, że jestem w stanie wyobrazić sobie wyjazd z Polski do Irlandii czy na Ukrainę, ale już w głowie mi się nie mieści przeprowadzka z Irlandii na Ukrainę. Jak to przeżyłeś?

Tak naprawdę zmieniają się sprawy mało istotne: w Dublinie ulice były równe, ale nadmiar aut powodował regularne korki, zaś tam, gdzie znajduję się obecnie, są dziurawe drogi, a ruch wstrzymywany jest przez pędzone na pastwiska krowy… Ważne sprawy pozostają jednak bez zmian: wszędzie są dobrzy ludzie, wszędzie można zrobić coś dobrego, grzechy ludzkie także są takie same… no i wszędzie ludzie potrzebują Pana Boga!

Pracowałeś w Irlandii w takim gorącym czasie, kiedy wybuchały kolejne skandale pedofilskie z domniemanym udziałem duchownych. Jak ta atmosfera wpływała na Twoją pracę?

Powiedzmy sobie szczerze, że to były skandale obecne przede wszystkim w mediach. Oczywiście odbijało się to na ludziach, ale miałem wrażenie, że była to głównie wymówka dla tych, którzy i tak zaniedbywali relację z Panem Bogiem. Mówili: „Nie chodzę do kościoła, bo księża są tacy…”. A tak naprawdę byli już bardzo głęboko uwikłani w inną „religię”, która nazywa się materializmem.

Nie chcę nikogo usprawiedliwiać, bo to są straszne grzechy, potwierdza to sam Pan Jezus. Było jednak w tych zarzutach i wiele kłamstw. Znam przypadek sióstr zakonnych, które prowadziły ochronkę. Pewnego dnia otrzymały pozew zbiorowy od byłych podopiecznych. Dostrzegły tam nazwisko kobiety, która bardzo dużo dobra od nich otrzymała. Kiedy się z nią skontaktowały, stwierdziła, że o niczym nie ma pojęcia. Okazało się, że to stały proceder stosowany przez prawników otrzymujących bardzo wysoki procent od wysądzonych odszkodowań. Puenta tej historii jest jednak smutna: owa kobieta nie zapisała się na listę, ale i nie wykreśliła się z niej potem…

Ukraina to rejon szczególnie mocnej obecności wschodniego chrześcijaństwa: prawosławia i Kościoła Greckokatolickiego. Po co więc tam Kościół katolicki? Czy nie lepiej przeznaczyć swoje siły na ewangelizację w Afryce czy Azji?

Te ziemie, gdzie obecnie pracujemy, są w dużym stopniu zamieszkałe przez ludność pochodzenia polskiego. Potocznie funkcjonuje tu nawet określenie „Kościół polski”. A co do zarzutów o prozelityzm (pozyskiwanie członków innej wspólnoty chrześcijańskiej metodami sprzecznymi z godnością człowieka i z duchem Ewangelii – przyp. red.): kilka lat temu brałem udział w rowerowej pielgrzymce przez wschodnią Ukrainę. Po drodze nawiedziliśmy prawosławny klasztor. Podczas dyskusji z jednym z ojców usłyszałem: „Kto szuka Boga, ten do nas przyjdzie”. Tam nie ma apostolstwa. Można było jechać 100 km i nie znaleźć absolutnie żadnej świątyni… Podczas tej pielgrzymki mieliśmy przedziwne doświadczenia, np. podchodzili do nas ludzie, prosząc z płaczem, abyśmy nauczyli ich modlitwy. W imię czego dusze, które giną na Ukrainie, mielibyśmy pozostawić bez opieki? Przecież sam Pan Jezus powiedział: „Idźcie więc i nauczajcie…” (Mt 28,19).

Misja czy praca duszpasterska? Jak można określić charakter Twojej pracy? Czy metody pracy duszpasterskiej są inne niż w Polsce?

I tak, i nie… Posługujemy sakramentami, jest katecheza, nie szkolna, ale przyparafialna i „po domach”. W Romanowie, gdzie mieszkamy razem z proboszczem ks. Ryszardem Dziubą SCJ, mamy pod opieką 20 wiosek. Jak na ukraińskie warunki parafia w Romanowie jest duża, bo liczy ponad 300 osób, do tego dochodzą parafie pomniejsze. Są także wioski, gdzie jest tylko kilku katolików i do nich trzeba choć kilka razy w roku przyjechać i przywieźć im Pana Jezusa.

W tym czasie nie sposób nie zapytać o wojnę… Czy któryś z Twoich parafian zginął? Jak tę wojnę odbierają i interpretują zwykli ludzie?

Z naszych parafian, dzięki Bogu, nikt nie zginął, choć słyszałem o prawosławnym pogrzebie jednego żołnierza z Romanowa. Czasem wracają ranni, a po podleczeniu znowu wyjeżdżają na front. Ci zwykle nie chcą zbyt wiele opowiadać. Jak ludzie interpretują konflikt? Zależy, których mediów słuchają…

Na zakończenie bardzo nieewangeliczne pytanie… Gdzie widzisz siebie w pracy duszpasterskiej za 20 lat? Polska, Ukraina, Ameryka?

Wydaje mi się, że gdziekolwiek człowiek jest, to może zrobić coś dobrego. Nie mam szczególnych preferencji. Trzeba wszędzie służyć zdolnościami, które Pan Bóg dał. Zobaczymy, co mi On w przyszłości przygotuje.

Czytelników „Wstań” zapraszamy do zapoznania się z pomysłem na dość niekonwencjonalne wspieranie misji. Na stronie internetowej www.zbieramto.pl można dowiedzieć się o różnych zbiórkach, dzięki którym bez pieniędzy można pomóc misjonarzom. ZAPRASZAMY!

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *