Dwumiesięcznik dla chorych

Uboga dla biednych

Autor: , opublikowano: 27.06.2013

Uboga dla biednych

Stłumione powstanie, kasata klasztorów i kościołów, konfiskata dóbr należących do polskich patriotów, zamknięte szkoły, propagandowe działania okupanta… Obraz działania rosyjskiego zaborcy nie pozostawia złudzeń – to czas beznadziei… Lecz nie dla tej, dzięki której, jak po latach pisał Jan Pietrzak, „nielegalne kwiaty, zakazany krzyż, co dnia wyrastają z betonowych płyt”… Należała bowiem do tych, którzy „je składają, wierni sercom swym, co w nadziei trwają przeciw mocom złym”…

Dzieciństwo

Łucja Szewczyk, bo o niej mowa, urodziła się w 1828 roku w Szepetówce na Ukrainie, w historycznej już dziś krainie – Wołyniu. Przyszła na świat w zamożnej i szlacheckiej rodzinie państwa Marianny i Jana Szewczyków, w której z pokolenia na pokolenie pielęgnowano opartą na gościnności, patriotyzmie i przywiązaniu do głębokiej, katolickiej wiary polską tradycję.

Jednakże ciepła, rodzinna atmosfera, w którą wpisany był wypełniony modrzewiowymi dworami, pełnymi pszczół i owoców sadami, bagiennymi gęstwinami, czysty, wołyński krajobraz, już w dziecięcym życiu Łucji została bezpowrotnie utracona. Popowstaniowe represje carskiego rządu, które dotknęły żywiciela rodziny Szewczyków, a także nagła śmierć matki sprawiły, że w wieku dziewięciu lat Łucja została sierotą. Trudna sytuacja, w której się znalazła, sprawiła, że od tej chwili na swoje życie zaczęła patrzeć z zupełnie nowej perspektywy…

Ślady franciszkańskiego powołania

Taki bieg wydarzeń był możliwy m.in. dzięki temu, że wychowywana przez o wiele starszą od siebie przyrodnią siostrę, a także należąca do franciszkańskiej rodziny Łucja w rzeczywistości nigdy nie została sama. Wspólnota św. Biedaczyny z Asyżu, tak dynamicznie rozwijająca się w owym czasie na Kresach Wschodnich, ugruntowywała w niej wyniesione z rodzinnego domu cnoty: prostoty, wrażliwości na ludzką nędzę i pracowitości.

Ten czas – oparty na zawierzeniu Bożej opatrzności i wsłuchiwaniu się w głos powołania – był dla Łucji prawdziwą sztuką życia, którą zwieńczyła w 1848 roku, składając tercjarską profesję zakonną oraz prywatne śluby rad ewangelicznych. Tym aktem umiłowania Boga wyraziła Mu szczególną wdzięczność za trudny, lecz błogosławiony czas młodości, w którym odkrywała swoje powołanie…

Wyobraźnia miłosierdzia

Franciszkański charakter jej służby wyrażał się przede wszystkim w trosce o kult i w niesieniu pomocy najbardziej potrzebującym – maluczkim tego świata. Jako tercjarka dokładała wszelkich starań, by piękno kościołów i kaplic było autentycznym wyrazem ludzkiej religijności. Zabiegała o duchowe wychowanie dzieci i młodzieży wołyńskiej ziemi, lecz przede wszystkim troszczyła się o ofiarną służbę na rzecz opuszczonych, chorych i cierpiących. Potrzebującym niosła pomoc przez ewangeliczne słowa, konkretne uczynki miłosierdzia, a także dobra materialne i środki pieniężne, które uzyskiwała ze sprzedaży haftowanych przez siebie tkanin.

Tak było do 1870 roku, kiedy to wraz z inną tercjarką wyjechała do Ziemi Świętej – miejsca, w którym poszukiwała potwierdzenia swego życiowego wyboru. Tam, przebywając wśród pielgrzymów i widząc ich potrzeby, zdecydowała się pozostać wolontariuszką w szpitalu francuskich sióstr św. Józefa. Doświadczenie ludzkiej nędzy, palestyńskiej ziemi i miejsc Chrystusowej miłości sprawiło, że po powrocie do Polski w 1880 roku wiedziała, iż jedynym jej powołaniem jest odpowiedź miłości.

Początki nowego zgromadzenia

W tym celu, idąc za głosem Opatrzności, zamieszkała w Zakroczymiu, gdzie spotkała charyzmatycznego spowiednika i założyciela wspólnot zakonnych – bł. o. Honorata Koźmińskiego. Pod jego kierownictwem odprawiła rekolekcje, a po uzyskaniu zgody wraz z nim założyła bezhabitowe zgromadzenie zwane siostrzyczkami ubogich.

Charyzmat założycielki, która we wspólnocie przyjęła imię Małgorzata, przyciągał do niej coraz więcej kandydatek. Oddane Matce Bożej Bolesnej zgromadzenie w ciągu kilku lat obecne już było w innych polskich miastach, takich jak: Warszawa i Częstochowa. Niemniej jednak pierwsze lata istnienia nowych wspólnot były czasem głębokiego poświęcenia i ponoszenia ofiary.

Przełom

Ta z resztą została wspaniałomyślnie przyjęta przez Boga, który tchnął Bożego Ducha w serce Małgorzaty, by z odwagą przeszczepiła rozwijające się w trudnych warunkach zgromadzenie na tereny ówczesnej Galicji. Bez wątpienia był to milowy krok w dziejach wspólnoty, która w nowym, mniej skrępowanym religijnie środowisku mogła wyjść z cienia i w jawny sposób, już jako habitowe Zgromadzenie Córek Matki Bożej Bolesnej, służyć najbardziej potrzebującym.

W pierwszym „galicyjskim” domu w Hałcnowie k. Bielska-Białej matka Małgorzata otworzyła drzwi – tak jak dotychczas – dla cierpiących i starszych oraz – co stanowiło pewne novum – dla ubogich i osieroconych dzieci, tworząc dla nich ochronki. Ta bezwarunkowa odpowiedź sióstr na palące potrzeby środowiska była autentycznym świadectwem miłości Boga i bliźniego. Swój wyraz znalazła również w postawie kolejnych kandydatek, pragnących swoje życiowe powołanie kształtować według tego duchowego charyzmatu.

Duch dokończył dzieła

Niezwykłe, wyniesione z rodzinnego domu zaufanie względem Bożej opatrzności matka Małgorzata pielęgnowała i rozwijała przez wszystkie lata bycia przełożoną serafickiej rodziny. To pozwoliło jej odpowiadać na znaki czasu i wyzwania współczesności z nadzieją, że to „nie siła, nie moc, ale Duch dokończy dzieła” (por. Za 4,6).

Łucja Szewczyk zmarła w opinii świętości 5 czerwca 1905 roku w Nieszawie na Kujawach. Ponad wiek później, 9 czerwca 2013 roku, w krakowskich Łagiewnikach Duch dokończył dzieła, wkładając na jej skronie błogosławiony laur.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *