Dwumiesięcznik dla chorych

Uchodźców w dom przyjąć

Autor: , opublikowano: 02.01.2017

Uchodźców w dom przyjąć

 

Utracić swój dom

Wszyscy jesteśmy pielgrzymami. Choć w naszej mentalności zakorzeniona jest wizja osiedleńcza, to jednak mamy wewnętrzne przekonanie o potrzebie przemieszczania się. Całe wieki istniały plemiona czy ludy, które wędrowały po określonym terytorium w poszukiwaniu odpowiedniego dla siebie miejsca. Miały być może przekonanie, że poszukiwanie odpowiedniej przestrzeni życiowej ustabilizuje ich pragnienia bycia kimś ważnym w skali świata. Inne ludy musiały po prostu uciekać przed napadami silniejszych od siebie.

Kiedy nastał pewien względny ład i spokój związany z unarodowieniem i upaństwowieniem społeczeństw, to znów wybuchały wojny światowe. Być może dlatego, że okazało się, że ów ład był pozorny. W XX wieku świat nabrał okropnej nienawiści do siebie samego. Mówię o świecie rozumianym jako populacji ludzkiej. Główne nurty myślowe ogłosiły śmierć Boga. Zniknął Bóg globalny, a w Jego miejsce stworzono obraz Boga bliskiego i współczującego, o którym można powiedzieć – Bóg Przyjaciel. To nawet bardzo ciepło brzmi. Zapotrzebowanie na Boga przyjęło formę podobną do zdobywania towaru, który można dowolnie zużyć, sprzedać, schować. Po redukcji historycznej i tożsamościowej zniknął Bóg, który jest początkiem i końcem, zakorzenionym w swej boskości. Można powiedzieć, że pozostał taki bezdomny Bóg.

Odzyskać tożsamość

Jeżeli Bóg stracił dom, to i ludzkość straciła swoje głębokie korzenie i fundament, które podtrzymywały jej kierunek. Może i zostały zdjęte pewne więzy, których istnienie ludzie przypisywali fałszywej wizji Boga, ale trzeba mocno podkreślić, że to jednak nie człowiek był u początku budowy świata. Po okresie reżimów i ideologii ludzie znów zapragnęli oddychać wolnością. Była ona ukierunkowana na „oswobodzenie się” od tego, co może tę wolność ograniczać w jakichkolwiek wymiarach. W katalogu rzeczy opresyjnych znalazł się również Bóg. Stąd ludzie poszli w kierunku wyzwolenia religijnego. Wyrządzili sobie tym straszną krzywdę, bo pozbyli się również tego, co jest centrum ich egzystencji.

Bardziej podatnym na te wydarzenia stał się zachód Europy, gdzie proces sekularyzacji spowodował głęboki kryzys. Lecz i po tym załamaniu wiary małymi krokami przychodzi nowe odrodzenie duchowe, zwłaszcza w środowiskach o silnej potrzebie tożsamościowej. W Polsce przez długie lata panował optymizm św. Jana Pawła II. Stał się on siłą narodowo-wyzwoleńczą, pozwalającą przeciwstawić się zakusom środowisk skrajnie liberalnych, które poprzez media miały duży wpływ na Polaków. A ostatnio, dzięki takiemu wydarzeniu jak Światowe Dni Młodych odbywające się w naszym kraju, pojawiła się nadzieja, że młodzi ludzie podejmą na nowo poszukiwanie swoich korzeni. Mamy przecież wspaniałe dziedzictwo wiary i duchowości katolickiej oraz doniosłe bogactwo postaw patriotycznych.

Los człowieka w rękach Boga

Pojawia się z coraz większą siłą nowy typ migracji. Migracji, która przyjmuje postać uchodźctwa. Działania zbrojne lub wojny wciąż trwające na świecie powodują duże problemy wśród ludności cywilnej, która nie uczestniczy w konfliktach interesów pewnych grup społecznych czy wrogich sobie sił. Patrząc na to wszystko, tworzy się w naszych myślach pewien niepokój. Oczekujemy zdrowej oceny tego, kim właściwie są uchodźcy. Czy są to faktycznie ludzie wygnani ze swojej ojczyzny, którzy poszukują spokoju i swojego kawałka ziemi do zamieszkania, oczekują od rdzennych mieszkańców zrozumienia swojej sytuacji oraz potrzebują dachu nad głową i zatrudnienia z godziwą płacą? Czy może są to ukryci działacze takich czy innych ideologii, którzy wokół siebie sieją zamęt, tworzą getta, nie asymilując się z miejscową ludnością; nie szukają pracy przynoszącej stabilność ekonomiczną dla swoich rodzin i w dalszej perspektywie państwa, które ich „przechowuje”?

„Kto was przyjmuje, mnie przyjmuje” (Mt 10,40)

Nawoływanie papieża Franciszka o przyjmowanie uchodźców spotyka się wciąż z dwojakim nastawieniem. Papieżowi jednak nie zależy na bezmyślnej pomocy, a już na pewno nie na otwarciu drogi na podbój Europy przez kraje niechrześcijańskie. Być może sami również moglibyśmy się znaleźć w sytuacji bezdomności, dlatego warto się zastanowić, czy nie jest naszym zadaniem płynącym z cnoty miłości opieka nad potrzebującymi, zwłaszcza zapewnienie domu nad głową? Trudniejsza opieka, bo nie polegająca tylko na wywiezieniu przez Caritas żywności do kraju, gdzie tajfun zniszczył domy, ale pomocy odbudowania w konkretnym człowieku poczucia bezpieczeństwa, wiary w solidarne odruchy międzyludzkie czy zaufania w siłę ludzkiej i Bożej interwencji antykryzysowej. Obejmijmy chociaż modlitwą tych ludzi, którzy są tylko czasowo dziećmi tego świata. I prośmy, aby uczynek miłosierdzia „podróżnych w dom przyjąć” został podjęty przez nas wobec tych, którzy jako pielgrzymi potrzebują odzyskać Boga w sercu.

Miłosierny Boże, spraw, aby uchodźcy i migranci,
pozbawieni domu, rodziny
i wszystkiego, co znajome,
doświadczali Twej pełnej miłości obecności.
Ogrzej zwłaszcza serca młodych, starych i tych, którzy są wśród nich najsłabsi.
Spraw, aby czuli, że towarzyszysz im,
tak jak towarzyszyłeś Jezusowi, Maryi i Józefowi
w wygnaniu do Egiptu.
Prowadź ich do nowego domu i nowej nadziei,
tak jak prowadziłeś Świętą Rodzinę.
Otwórz nasze serca, byśmy przyjęli ich
jak nasze siostry i naszych braci,
w twarzach których widzimy Twego Syna, Jezusa.
Amen.

 

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *