Dwumiesięcznik dla chorych

Uratować wieczność. Błogosławione dzieci z Fatimy

Autor: , opublikowano: 11.04.2017

Uratować wieczność. Błogosławione dzieci z Fatimy

 

Ogrom cierpienia, które musiały znosić dzieci fatimskie przerasta siły dorosłego człowieka. Umartwienia, prześladowania, więzienie, groźby, szyderstwa czy choroba – to wszystko można znieść dzięki Bożej Opatrzności. W historii Franciszka i Hiacynty może odnaleźć się wiele osób i rodzin, które zmagają się ze swoją codziennością.

Portugalska rodzina

Franciszek i Hiacynta Marto przyszli na świat w portugalskiej wiosce Aljustrel, należącej do parafii w Fatimie. Franciszek urodził się 11 czerwca 1908 roku, a jego młodsza siostra niespełna dwa lata później, 11 marca 1910 roku. Pochodzili z rodziny katolickiej, uważanej za wzorową, ale jak każda rodzina mieli także swoje wady. Ojciec, Manuel Pedro, był postrzegany jako jeden z bardziej uczciwych ludzi w wiosce, poważny, znający doktrynę katolicką. Matka, Olimpia de Jesus, nie należała do wylewnych kobiet, raczej skryta, może nieco zgryźliwa. Wraz z mężem wychowywali siedmioro dzieci. Byli rodziną lubianą i szanowaną. W ich domu często odmawiano różaniec, uczono dzieci katechizmu oraz uwrażliwiano na obecność Boga.

Dzieci jak każde inne

Franciszek był dzieckiem silnym i dobrego zdrowia, potulnym i bezkonfliktowym, nie poddającym się łatwo emocjom. Podczas gier z miejscowymi chłopcami nie robił na nim wrażenia fakt, że czasem był przez nich oszukiwany. Ponadto Franciszek należał do odważnych dzieci. Wyprawiał się w niebezpieczne miejsca oraz zabawiał się z dzikimi zwierzętami, jaszczurkami i wężami. Lubił rozmyślać i medytować, często w kościele za ołtarzem.

Hiacynta, w odróżnieniu od Franciszka, była energiczna i pełna życia. Uwielbiała tańczyć w rytm muzyki wygrywanej przez brata na fujarce. Gdy już jako nieco starsza dziewczynka słyszała opowieści o cierpieniach, które znosił Jezus, rozczulała się i zaczynała płakać, deklarując, że nigdy nie popełni żadnego grzechu, aby tylko nie obrażać Pana Jezusa. Jako ostatnia z siedmiorga dzieci została nieco rozpieszczona, więc szczególnie w czasie zabaw bywała kapryśna. Unikała i napominała osoby, które prowadziły nieprzyzwoite rozmowy.

Miłość w codzienności

W 1916 roku dzieciom objawił się Anioł Pokoju, który modlił się wraz z nimi i przygotowywał ich na objawienia Pięknej Pani, które miały nadejść w następnym roku. Mówił dzieciom, że przez nich Pan Bóg chce objawić ludziom miłosierdzie, prosił ich o umartwienia i ofiarowanie każdego dnia Bożej Opatrzności.

W czasie jednego z objawień Anioł Pokoju powiedział: „Z wszystkiego, co możecie, zróbcie ofiarę Bogu, jako akt zadośćuczynienia za grzechy, którymi jest obrażany, i jako uproszenie nawrócenia grzeszników. (…) Przede wszystkim przyjmijcie i znoście z pokorą i poddaniem cierpienia, które Bóg wam ześle”.

Franciszek i Hiacynta, a także Łucja, podejmowali bardzo wiele umartwień, oddawali swoje posiłki ubogim, spożywali gorzkie korzenie i żołędzie, wstrzymywali się od przyjmowania płynów, także w upalne dni. Pewnego dnia obwiązali się wokół pasa szorstkim sznurem i spali z nim w nocy. W czasie jednego z objawień Maryja poleciła im, aby ściągały go na noc.

Cierpienia w drodze do nieba

Matka Boża obiecała dzieciom w czasie objawień, że łaska Boża nie opuści ich w momentach wielu cierpień i trudności, które będą musiały znieść. Franciszek i Hiacynta 23 grudnia 1918 roku zachorowali na zapalenie oskrzeli. Nadal kontynuowali modlitwy, a swoje cierpienia ofiarowali w intencji nawrócenia grzeszników. Według relacji Łucji, Franciszek cierpiał, nie narzekając, w ciszy, nie pozwalając sobie na jęki czy skargi, a jego cierpliwość była wręcz heroiczna. Przed śmiercią przystąpił do pierwszej, a zarazem ostatniej spowiedzi i Komunii Świętej. Pomimo wysokiej gorączki, zachował długi post eucharystyczny. Tak przygotowany na śmierć odchodził z tego świata w obecności swoich bliskich, którzy odmawiali przy nim różaniec, gdy on już nie miał siły…

Hiacynta w czasie swojej choroby cierpiała straszliwe boleści, była całkowicie samotna, nie było przy niej osób, które tak bardzo kochała. W wyniku operacji usunięto jej dwa żebra, po których został otwór na szerokość dłoni. W swojej chorobie nie uskarżała się, podobnie jak Franciszek była cicha i cierpliwa. Odeszła samotnie, w opinii świętości, nie mając nawet dziesięciu lat.

Cierpienie, które ma sens

Przykład Franciszka i Hiacynty jest dla nas zachętą do codziennego ofiarowania Bogu naszego życia w duchu miłości. W czasie objawień Matka Boża zapewniała, że wiele dusz idzie do piekła, bo nie ma kto się za nich pomodlić i ofiarować. Wierząc Bogu, że nasze życie jest w Jego rękach, jesteśmy w stanie przetrwać to, co nas spotyka. Może to zabrzmi irracjonalnie, ale uwielbiajmy Boga w tym, co dla nas trudne i co nas przygniata, a szybko odzyskamy pokój serca i wiarę w Bożą Opatrzność. Tak postępując, nie tylko przybliżamy się do Boga, ale jesteśmy w stanie uratować innym życie wieczne!

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *