Dwumiesięcznik dla chorych

Uśmiech jak lekarstwo

Autor: , opublikowano: 11.05.2018

Uśmiech jak lekarstwo

O swojej pracy i pacjentach mówią ze łzami wzruszenia. Kochają uśmiech i twierdzą, że to najlepsze lekarstwo. W jaki sposób pacjent może wesprzeć pielęgniarkę, kiedy ona uwija się po salach szpitalnych? Gdzie Bóg podziewa się ze swoją miłością, gdy dotyka nas cierpienie? Na te i inne pytania w rozmowie z kl. Wojciechem Olszewskim SCJ odpowiedziały siostry nazaretanki Natalia Bartoszczyk i Urszula Karczewska oraz Dorota Poręba, żona, matka i pielęgniarka, pracujące w Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym w Rabie Wyżnej.

Bycie pielęgniarką to zawód, praca, powołanie, a może misja?

Dorota Poręba (DP): Pielęgniarstwo to zawód, którym zarabiamy na życie, lecz nie każdy może go wykonywać na wysokim poziomie. Żeby to robić, trzeba mieć powołanie. Dużo mówi się o pracy pielęgniarki w sposób wzniosły, przyrównując ją do powołania czy misji. Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach wielu wybiera ten rodzaj pracy tylko jako zawód, a jeżeli ktoś spełnia go dobrze, to ma do tego powołanie.

Siostra Urszula Karczewska (UK): Jeszcze jako nastolatka wybrałam pracę pielęgniarki, a w progi życia zakonnego wstąpiłam z wyuczonym zawodem. Myślę, że odkrywanie pielęgniarstwa jako powołania jest procesem, który dojrzewa w człowieku. Z perspektywy życia w zakonie pielęgniarstwo jest dla mnie powołaniem w powołaniu.

Co znaczy być dobrą pielęgniarką?

DP: Bycie dobrą pielęgniarką to spełnianie swoich obowiązków należycie, z serca, z wielką starannością i sumiennością. Ponadto fundamentalnym jest traktowanie pacjenta jako podmiotu, a nie przedmiotu. Empatia, wrażliwość i czułe podejście do chorego to cechy, które wyróżniają dobrą pielęgniarkę.

UK: W tym zawodzie najważniejsze jest być człowiekiem dla człowieka i w tej zasadzie wszystko się zamyka. Trzeba mieć świadomość, że pielęgniarstwo to ciężki kawałek chleba. Potrzeba nie tylko dobrego wykształcenia, ale także dużo sił fizycznych i sprawności. Towarzyszymy ludziom, którzy przeżywają wielkie cierpienia, cierpią także ich bliscy. Wiąże się z tym obciążenie psychiczne, a jednocześnie pragnienie udzielenia pomocy zarówno medycznej, jak i duchowej. Wszystko po to, aby mogli szybciej pogodzić się z trudnościami, które ich dotknęły.

DP: Jakimś wyzwaniem jest też próba poradzenia sobie z tą rzeczywistością tak, aby nie obarczać nią przede wszystkim swoich najbliższych. Pomagają nam w tym przyjacielskie relacje między członkami personelu, a także coroczne rekolekcje organizowane dla nas i naszych rodzin w ośrodku. Dzięki relacji z Bogiem, poznawaniu siebie jesteśmy w stanie w jakiejś mierze obronić samych siebie i swoich bliskich przed przygniatającym ciężarem cierpienia. Wiara umożliwia nam dotarcie do osób, które chorują nie tylko fizycznie, ale też duchowo, nie mogąc zaakceptować swojej choroby.

Co cieszy, sprawia przyjemność w pracy pielęgniarki?

UK: Wdzięczność pacjentów, bez dwóch zdań. Jej najwspanialszym wyrazem jest zwykły uśmiech czy słowo „dziękuję”. Tak nagradzane zdobywamy przekonanie, że swoją pracę wykonałyśmy należycie i komuś jest po prostu lepiej. To znaczy bardzo dużo. Dzięki temu odczuwamy satysfakcję, która dodaje skrzydeł na dalsze godziny pracy.

DP: Gdy pacjent złapie za rękę i powie: „Siostro, dziękuję”. Naprawdę nie potrzeba nic więcej. My czujemy, że to, co robimy, robimy dobrze, a pacjent utwierdza nas w przekonaniu, że ma do nas zaufanie. Wtedy i nam nie zabraknie uśmiechu!

Co może zrobić pacjent, aby obojgu było łatwiej, zarówno jemu, jak i pielęgniarce?

UK: Dzisiaj we współpracy chorego z pielęgniarką podkreśla się ich wzajemne działanie. Moim zadaniem jest wzbudzić w pacjencie takie postawy, które zmobilizują go do maksymalnej samodzielności po to, aby przyspieszyć jego powrót do zdrowia lub zapobiec jego uwstecznianiu się. Czasem spotykamy się z zarzutem, że nie pracujemy jak służące przy łóżku pacjenta, a przecież dostajemy za to pieniądze. To nie o to chodzi. Zarówno my, jak i pacjenci musimy zrozumieć, że pielęgniarka ma pomagać choremu, aby wracał do zdrowia i właściwej sprawności. Pielęgnacja pacjenta wymaga po prostu partnerstwa.

DP: Myślę, że duży wpływ na podejście osoby chorej do pielęgniarki ma jego stosunek do stanu, w jakim się znalazł. Jeżeli pacjent w dużej mierze pogodził się ze swoją chorobą, niepełnosprawnością czy ograniczeniami, to wówczas jego postawa względem personelu medycznego jest bardzo przyjazna, a wspomniana współpraca układa się pomyślnie.

UK: Dużym utrudnieniem zarówno dla pacjenta, jak i pielęgniarki jest rozbudowana przez lata biurokracja. Oczywiście w jej podstawowych założeniach i wymaganiach chodzi o dobro obojga. W praktyce jednak to wygląda tak, że okresowe kontrole placówek bardziej skupiają się na tym, co zawiera dokumentacja, a czego nie zawiera, następnie nakładają określone kary za brak takiego czy innego wpisu do kart zdrowia. Hanna Chrzanowska w naszej pracy podkreślała rolę sumienia, które dobrze ukształtowane, prowadzi nas pielęgniarki w naszej pracy. Różne kontrole i instytucje mogą nie sprawdzić istoty wykonywania naszego zawodu, jednak w sumieniu zawsze pojawią się pytania: Czy byłam człowiekiem dla człowieka? Czy nie zabrakło mi miłości, współczucia i empatii dla chorego, przy którym służę?

DP: Boli nas to, że kontrola naszej pracy nie sprowadza się do dialogu z pacjentem na temat tego, w jaki sposób jest pielęgnowany. Czy nie jest zaniedbywany, czy zespół pielęgniarski otacza go odpowiednią opieką? Niestety, liczy się tylko to, co zostanie zapisane w dokumentach.

Jakie wyzwania stawia sobie Zakład Opiekuńczo-Leczniczy w Rabie Wyżnej?

Siostra Natalia Bartoszczyk (NB): Staramy się stworzyć pacjentowi namiastkę domu, klimatu rodziny, atmosfery przyjaźni. Wszyscy wspólnie obchodzimy swoje imieniny, święta i uroczystości. Dużym atutem są wspólne posiłki, na które przychodzą wszyscy mieszkańcy domu z wyjątkiem chorych, dla których jest to niemożliwe ze względów zdrowotnych. Najważniejszym wydarzeniem w ciągu roku są jednak wspólne rekolekcje. To właśnie wówczas mamy okazję do dzielenia się wiarą, do wypowiedzenia tego, jak Bóg dotyka naszych serc. W tych dniach stajemy się sobie bliżsi.

Na tablicy pamiątkowej przy wejściu do domu można przeczytać następujące słowa: „Ten dom ma służyć Panu Jezusowi”.

DP: Realizacja tych słów to ciągła walka, aby sprostać wyzwaniu, jakie ze sobą niosą. Pośród wielu trudności trzeba nam zawsze pamiętać o człowieku i o miłości, która nieraz domaga się ryzyka. Doskonale o tym wie s. Natalia, która zarządza naszym ośrodkiem i jest pierwszą odpowiedzialną za jego funkcjonowanie, personel, a przede wszystkim za pacjentów.

NB: Sama praca z drugim człowiekiem jest nie lada wyzwaniem. Dobro, które się tutaj realizuje, jest możliwe dzięki Bożej opatrzności oraz personelowi, który wykazuje świetne podejście do swoich pacjentów i obowiązków. Mierzymy się z tym, aby pokazać innym, ale także samemu sobie, że to człowiek jest na pierwszym miejscu. Chcemy w nim dostrzegać Pana Jezusa, który przychodzi do nas w porę i nie w porę, o czasie i gdy tego czasu nie ma. Niestety, nie zawsze się to udaje, ale cel mamy wyznaczony i podejmujemy wyzwanie.

Dlaczego jest nam tak trudno zaufać Bogu i Jego miłości, gdy spada na nas cierpienie?

NB: W jakiejś mierze problem tkwi w naszej relacji z Bogiem. Nasze zaufanie zależy od tego, na ile nasza przyjaźń z Nim jest prawdziwa, przeżywana szczerze i z pełnym oddaniem. Czy Bóg jest rzeczywistym towarzyszem naszego życia na dobre i na złe? A może jest tylko wtedy obecny, gdy nasza pewność jutra wymyka się nam spod kontroli? Nasz kontakt z Nim musi być jak z realną osobą. Takie podejście jest trudne, bo Boga nie widać, ale możliwe. Podjęcie takich kroków jak życie sakramentalne, rozmowa, modlitwa, czytanie słowa Bożego, słuchanie katechez, pogłębianie swojej wiary sprawiają, że staje się nam bliższy i bardziej obecny.

DP: Jeżeli relacja z Bogiem jest zachowana i pielęgnowana, to łatwiej jest nam zmierzyć się z wątpliwościami w Jego prawdziwą miłość i opatrzność. Postawa człowieka, który upatruje na przykład w pielęgniarce postać Jezusa opatrującego swoje rany jest wyrazem jego zaufania i wiary w to, że Bóg go nie opuszcza w chorobie. Bóg posługuje się ludźmi, a pielęgnując w sobie miłość do każdego człowieka, stajemy się prawdziwymi naśladowcami Pana Jezusa. Wówczas Bóg, choć na pozór odległy, staje się nam bliższy.

Bóg zapłać za rozmowę!

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *