Dwumiesięcznik dla chorych

Wasze cierpienie nie jest nam obce

Autor: , opublikowano: 20.03.2017

Wasze cierpienie nie jest nam obce

W kwietniu 2017 roku nasze czasopismo „Wstań” będzie obchodziło 30. urodziny. O jego początkach opowiada ks. Piotr Surdel SCJ, jeden z inicjatorów jego powstania, obecnie misjonarz w RPA. Rozmawia kl. Dariusz Trzebuniak SCJ.

Na początek proszę powiedzieć kilka słów o sobie i swojej pracy misyjnej…

Moja przygoda misyjna rozpoczęła się zaraz po święceniach kapłańskich, które otrzymałem w 1991 roku. Jeszcze jako diakon złożyłem podanie o wyjazd na misje do Południowej Afryki i kilka miesięcy po święceniach, bo już we wrześniu, wyjechałem do RPA. Po nauce języków przez kilka lat pracowałem tam w duszpasterstwie. Później wyjechałem do USA. W Saint Luis University rozpocząłem kurs formacji życia zakonnego. Po powrocie podejmowałem kolejne funkcje w strukturach formacyjnych, najpierw jako magister postulatu, później nowicjatu, a w końcu przełożony seminarium. W 2007 roku objąłem posługę przełożonego Prowincji Południowoafrykańskiej naszego Zgromadzenia. Po zakończeniu urzędu prowincjała w 2013 roku wróciłem do formacji w postulacie. Od 2015 roku jestem na roku sabatycznym i mieszkam w naszej sercańskiej wspólnocie w Warszawie.

30 lat temu należał Ksiądz do grupy sercańskich kleryków, którzy rozpoczęli ewangelizowanie wśród chorych poprzez wydawanie dla nich specjalnego pisemka. Proszę opowiedzieć, jak do tego doszło?

W naszym seminarium w Stadnikach od wielu lat istnieje grupa charytatywna, która zajmowała się odwiedzinami starszych i chorych mieszkańców Stadnik i okolicznych wiosek. Regularne odwiedziny, wspólna modlitwa, a niekiedy i pomoc w posprzątaniu domu były cząstką naszej posługi. Apostolstwo chorych obejmowało również comiesięczne odwiedziny w pobliskim szpitalu w Myślenicach. Razem z chorymi uczestniczyliśmy w Eucharystii, z nimi się modliliśmy, a po Mszy Świętej odwiedzaliśmy tych, którzy przebywali w salach. Nasz czas na rozmowy był dość ograniczony. Jako klerycy wyczuwaliśmy potrzebę przedłużenia naszej obecności, taką potrzebę wykazywali również sami chorzy. I tutaj zrodziła się potrzeba jakiegoś pisemka, które choć przez parę chwil towarzyszyłoby osobom pozostającym często w samotności ze swoim cierpieniem. Przez te parę napisanych słów chcieliśmy im powiedzieć, że „Wasze cierpienie nie jest nam obce” (taki był pierwotny tytuł pisemka; późniejszy brzmiał: „Wasze cierpienie nie jest nam obojętne”), chcieliśmy ich zapewnić, że pamiętamy o nich w naszych osobistych modlitwach i modlitwach naszej seminaryjnej wspólnoty. Ta idea powstania pisemka nurtowała mnie coraz bardziej, dzieliłem się nią ze współbraćmi, aż postanowiliśmy skonsultować się z księdzem odpowiedzialnym za nasze Koło Charytatywne – ks. Stanisławem Mieszczakiem SCJ.

Jak wyglądały początki realizacji tego pomysłu?

Jak wspomniałem wcześniej, idea powstania pisemka była bardzo pozytywnie przyjęta przez współbraci grupy charytatywnej i po uzyskaniu zgody ze strony ks. Stanisława przygotowaliśmy pierwszy numer pisemka, który ukazał się w kwietniu 1987 roku. Oczywiście nasze możliwości wydawnicze były dość ograniczone, do dyspozycji mieliśmy tylko maszyny do pisania, szatę graficzną tworzyły rysunki bardziej utalentowanych współbraci. W pierwszym okresie przygotowany tekst kserowaliśmy w seminarium, później przesyłaliśmy go do Krakowa, do naszej sercańskiej tzw. Małej Poligrafii. Nakład początkowo wynosił 500 egzemplarzy.

Z jaką reakcją spotkało się nowe pisemko i inicjatywa z nią związana?

Jako członkowie Koła Charytatywnego po wydaniu pierwszego numeru pisemka czuliśmy się zadowoleni, ale i jeszcze bardziej zobowiązani, obiecaliśmy przecież chorym naszą szczególną modlitewną pamięć i duchową pomoc. Chorzy przyjmowali to pisemko różnie: jedni z radością przeglądali jego strony i dziękowali za nie, inni obojętnie odkładali je na szafkę przy łóżku. Byliśmy jednak przekonani, że nasza inicjatywa jest dobra i potrzebna i ten entuzjazm zapalał nas do przygotowywania kolejnych numerów.

Kto tworzył redakcję pisemka? Skąd czerpaliście pomysły do jego redagowania?

Redakcję pisemka tworzyli opiekun grupy charytatywnej oraz grupa kleryków i niektórzy księża. Pisemko początkowo było wydawane raz w miesiącu. Pomysły do wypełnienia jego treści czerpaliśmy głównie ze zmieniającej się tematyki roku liturgicznego. I tak w kwietniu zwykle nasze refleksje były związane z czasem wielkanocnym, czerwiec łączył się z rozważaniami na temat Serca Jezusowego, a np. miesiąc październik poświęcony był różańcowi.

Czy Wasze pisemko docierało również poza myślenicki szpital?

Tak, roznosiliśmy go też do chorych, starszych i samotnych, których odwiedzaliśmy w Stadnikach czy okolicznych wioskach.

Jak postrzega Ksiądz aktualny kształt naszego czasopisma „Wstań”, które korzeniami sięga do pisemka „Wasze cierpienie nie jest nam obojętne”? Czy można powiedzieć, że spełnia marzenia sprzed 30 lat?

Wówczas, kiedy byłem zaangażowany w pisemko, możliwości techniczne były bardzo ograniczone i wtedy chyba nikt z nas nie marzył, nie przypuszczał, że ono tak bardzo się rozwinie i będzie wydawane w takiej formie i nakładzie, jak dzisiaj. Obecnie to już nie jest pisemko, ale poważne czasopismo, w którego powstawanie zaangażowane są również osoby świeckie, lekarze, profesjonaliści. Czasopismo dociera nie tylko do wąskiego grona, jak to było 30 lat temu, ale rozprowadzane jest w całym kraju, a jego nakład to nie 500 egzemplarzy, ale 4500! Jestem bardzo wdzięczny wszystkim, którzy przyczynili się do rozwoju tego pisma i poświęcają swój talent i czas dla dobra tych, którzy borykają się z cierpieniem i chorobą.

Czy na misjach również w jakiś szczególny sposób zajmował się Ksiądz chorymi? Czy tam też wydawane jest jakieś pismo dla chorych?

Sprawa chorych, cierpiących zawsze była w moim sercu, stąd to zaangażowanie w seminaryjnym Kółku Charytatywnym. Również moja praca magisterska dotyczyła cierpienia. Tak się złożyło, że na misjach posługę duszpasterską rozpocząłem z ks. Potocnakiem, późniejszym biskupem diecezji De Aar, który miał specjalny dar codziennego odwiedzania chorych w miejscowym szpitalu, gdzie modlił się i błogosławił każdego spotkanego człowieka, niezależnie od jego przynależności religijnej. Tą posługą bp Potocnak mnie zaraził i odtąd starałem się jak tylko mogłem odwiedzać chorych w szpitalach i w domach. Bardzo poważnie zaangażowałem się na rzecz chorych w latach 90. ubiegłego stulecia, kiedy to Południowa Afryka przeżywała ogromny kryzys związany z rozszerzaniem się wirusa HIV i AIDS. Jako magister nowicjatu w małym miasteczku zająłem się wtedy organizowaniem warsztatów przygotowujących wolontariuszy do opieki nad umierającymi. Zainteresowanie szkoleniem, jak i pracą wolontariuszy były tak duże, że po kilu tygodniach pracy w terenie otworzyliśmy hospicjum, które służyło miasteczku i okolicznym farmom. Dzieło to, ciągle udoskonalane, przynosiło wielką ulgę w cierpieniu, tak dla chorych, jak i ich rodzin. Hospicjum to funkcjonuje do dziś, ale obecnie zarządzane jest przez departament zdrowia.

Wiem, że za kilka tygodni wraca Ksiądz do Południowej Afryki, życzę więc dalszej owocnej pracy misyjnej w tym kraju i serdecznie dziękuję za podzielenie się z nami wspomnieniami o początkach naszego pisma.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *