Dwumiesięcznik dla chorych

Wiek nie ma znaczenia!

Autor: , opublikowano: 13.11.2017

Wiek nie ma znaczenia!

„Boże! Mamo! Tato! Podbiegłam do niej. (…) wzięłam w ręce jej spuchniętą rączkę. Antonietta patrzyła prosto przed siebie. Jej oczy były pogodne, na twarzy nie było widać najmniejszego napięcia. Duszność ustała i oddychała z długimi przerwami. Mój mąż podtrzymywał ją ramieniem. Poczuł, że córka się osuwa…”. Tak wspomina moment śmierci swojej córki Maria Meo. Po długich i nieznośnych cierpieniach sześcioletnia mistyczka zakończyła swoje życie… Poznajcie Antoniettę Nennolinę Meo.

 

Zwykłe dziecko

Urodziła się w pierwszej połowie XX wieku w Rzymie, w rodzinie katolickiej. Od najmłodszych lat była niezwykle ciekawa świata. Wspinała się na krzesła, szafy, chciała dotrzeć do wszystkiego, co tylko wzbudziło jej zainteresowanie. W miarę jak dorastała, z wielką przyjemnością zwiedzała ciekawe miejsca, zabytki, dopytywała o wszystko, co ją interesowało. Z uwagą słuchała tych, którzy przekazywali jej wiedzę. Była wychowywana jak normalne dziecko. Jej matka Maria nie zakładała przecież, że Antonietta będzie mistyczką! Dlatego też stosowała standardowe metody wychowawcze. Gdy pojawiała się potrzeba, była surowa i wymagająca, darząc przy tym córkę niesamowitą miłością. Antonietta chętnie chodziła do szkoły, o czym wspominała Jezusowi w jednym ze swoich listów, zaadresowanym właśnie do Niego. Brała udział w szkolnych przedstawieniach, recytowała wiersze i skakała, dokazując, bynajmniej nie wzbudzając w nikim sensacji, jakoby miała być kimś wyjątkowym i „jakby nie z tego świata”.

Od najmłodszych lat mama Antonietty przekazywała jej wiarę katolicką, uczyła miłości do Boga i Kościoła. Dziewczynka miała bardzo pogodne usposobienie, odznaczała się wielką siłą woli i… lubiła jeść salami! Co ciekawe, w swojej szkolnej klasie, gdy tylko któreś z kolegów lub koleżanek coś przeskrobało, Antonietta zawsze stawała w jego obronie. Usprawiedliwiała i zapewniała wychowawców, że owo przewinienie już więcej się nie powtórzy.

 

Świętość dla każdego – dla dziecka też

Jest autorką około 170 listów adresowanych do Boga Ojca, Jezusa, Ducha Świętego i Matki Bożej, które dyktowała swojej mamie, a niektóre pisała sama. Są one świadectwem jej głębokiego życia duchowego, jego stopniowego rozwoju. Można się z nich dowiedzieć, jak wielką miłością Nennolina darzyła Jezusa i jak świadomie ofiarowywała Mu swoje cierpienia w różnych intencjach: za grzeszników, misjonarzy, żołnierzy. 2 czerwca 1937 roku pisała: „Kochany Jezu, daj mi siłę, aby znieść bóle, które Ci ofiaruję za grzeszników [w tym momencie zaczęła wymiotować]. Kochany Jezu, powiedz Duchowi Świętemu, żeby mnie oświecił miłością i napełnił swoimi siedmioma darami”.

Kostniakomięsak, bo tak nazywała się choroba małej Antonietty, w wyniku której trzeba było amputować jej nogę, sprawiał, że dziewczynka bardzo cierpiała. Gdy miała nieco lepsze zdrowie, podczas swojej modlitwy wieczornej klękała na jedno kolano i wspierała się na łóżku. Rodzina, lekarze i duchowni chcieli ulżyć małej w bólu, dlatego często jej radzili, co ma zrobić, żeby ją mniej bolało. Antonietta zawsze zwracała im uwagę, że ona cierpi z miłości do Chrystusa, dziwiła się, że tego nie rozumieją i pragną, aby było jej lżej. Najczęściej stosowała się jednak do wskazań dorosłych, była posłuszna, szczególnie swojej ukochanej mamie. W czasie rozwoju choroby dolegliwości się nasilały. „Spuchniętą i nieruchomą rączkę Nennolina przykrywała drugą ręką i nie chciała jej pokazywać, guz na głowie, zapalenie pęcherza moczowego, opuchnięta noga, do tego doszła pleśniawka, która zaatakowała gardło i jamę ustną, duszności”. Mała bohaterka nigdy się nie skarżyła, nie narzekała, co przykuwało uwagę dorosłych.

 

Kult cierpienia

Ktoś może pomyśleć, że w Kościele panuje kult bólu i cierpienia. Jednak takie osoby jak Antonietta pragnęły cierpieć po to, żeby własne trudności ofiarować Bogu. Nikt jej do tego nie zmuszał. Nawet Bóg! Robiła to z potrzeby serca… Chciała dać wszystko, co miała. W swoich dolegliwościach była niezwykle pogodna i skoncentrowana na Bogu. Jej duch był zdrowy. Nasz Pan nie zawsze uzdrowi ciało w sposób fizyczny, ale zawsze pragnie, aby dusza była zdrowa. Nennolina modliła się o zdrowie, ale jeszcze bardziej prosiła Jezusa o zdrową duszę. Nade wszystko pragnęła wypełnienia się woli Bożej w swoim krótkim życiu.

Chrześcijanie znoszą w sposób pogodny i heroiczny cierpienie, dlatego że powierzają się Jezusowi, który uzdrawia ich duszę. Dzięki temu tryskają pogodą ducha, ofiarnością, a w swoim cierpieniu często są pociechą dla tych, którzy im towarzyszą. Cóż za paradoks!

 

Czcigodna Antonietto – módl się za nami!

Kiedy kończyłem przygotowywać powyższy artykuł, w dniu 15 sierpnia 2017 roku w Bazylice Świętego Krzyża Jerozolimskiego w Rzymie przyjaciółka redakcji „Wstań” na grobie sługi Bożej Antonietty Meo modliła się za Was, nasi Drodzy Czytelnicy, oraz za naszą redakcję. Serdecznie jej dziękujemy!

 

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *