Dwumiesięcznik dla chorych

Wychować wewnętrzne dziecko

Autor: , opublikowano: 14.03.2014

Wychować wewnętrzne dziecko

Ile to już razy widzieliśmy małe dzieci, które próbują wymusić coś na swoich rodzicach. Nowa zabawka, kolejna czekoladka, jeszcze kilka minut spędzonych na huśtawce – pojawiające się w dziecięcych umysłach potrzeby domagają się natychmiastowego zaspokojenia. Dziecko chce i już. Nie zawsze można mu wytłumaczyć, że to, czego tak pragnie, nie jest dla niego dobre w danym momencie. W takich sytuacjach rodzice reagują bardzo różnie – jedni ustępują, inni próbują tłumaczyć, jeszcze inni stawiają jasne granice.

Dziecięca strona nas samych

My, dorośli, niezależnie od tego, ile mamy lat, dysponujemy dziecięcą stroną samych siebie. I bardzo dobrze. Dzięki temu pozwalamy sobie na spontaniczność i kreatywność, zabawę oraz niegroźne odstępstwa od obowiązujących sztywnych zasad. Spędzając czas z najmłodszymi, jesteśmy w stanie wygłupiać się, wcielać w bohaterów dziecięcej wyobraźni i nasłuchiwać całym sobą wesołego śmiechu uczestników zabawy. Istnieje jednak w nas także drugie oblicze dziecięcości – rozkapryszone, niecierpliwe, dążące do natychmiastowego zaspokojenia własnych zachcianek. Takie wewnętrzne dziecko chce podporządkować sobie najbliższe otoczenie. Skupia się na doświadczaniu wygody i przyjemności, komfortu oraz samozadowolenia. Stawia własne zachcianki w centralnym miejscu swojego życia.

Podążając za zachciankami

Jak reagujemy na pojawiające się w nas kaprysy domagające się natychmiastowego zaspokojenia? Ustępujemy, tłumaczymy czy też konsekwentnie stawiamy zakazy? Co takiego dzieje się, kiedy zbyt często ulegamy własnym zachciankom? Istnieje granica, po przekroczeniu której nasze „chcę” zaczyna sprawować nad nami kontrolę. Wtedy zaczynamy się mu podporządkowywać. Czyni to z nas ludzi sfrustrowanych i niezadowolonych z życia. Uganiając się bowiem za zaspokajaniem chwilowych potrzeb, nie wcielamy w życie naszych najgłębszych pragnień, których realizacja wymaga samozaparcia i samodyscypliny. Zaczyna ogarniać nas coraz większe poczucie beznadziei i bezradności. Tracimy naszą wolność dla kolejnej przyjemności, następnej paczki papierosów, nowszej rzeczy, w której posiadanie koniecznie chcemy wejść.

Rozglądając się wokół, bez trudu dostrzeżemy dorosłych, którzy zachowują się dokładnie tak jak niczego nieświadome dzieci. Kolekcjonują drogie przedmioty niczym dziecięce zabawki, a każda następna zdobyta przez nich rzecz musi być droższa od poprzedniej. W innym wypadku jej posiadanie nie sprawia już bowiem nawet chwilowej satysfakcji. Są także tacy, którzy tak bardzo skupiają się na własnej wygodzie i komforcie, że nie są w stanie ofiarować siebie innym. Serca innych osób są z kolei tak zranione, że podejmują rozpaczliwe próby zagłuszenia posiadanych zranień poprzez koncentrowanie się na dążeniu do perfekcjonizmu.

Wchodząc na drogę samowychowania

Wielu dorosłych żyje w błędnym przekonaniu, że z osiągnięciem pełnoletności stali się dojrzałą, ukształtowaną osobą i wszystko to, co wiąże się z wychowaniem, mają już dawno za sobą. Tymczasem to dopiero początek. Wraz z wejściem w dorosłość jesteśmy bowiem zaproszeni do podjęcia odpowiedzialności za własny rozwój poprzez aktywne samowychowanie. Jakkolwiek dziwnie brzmi w naszych uszach to słowo, jednak to, co się za nim kryje, jest naszym zadaniem na całe dorosłe życie. Samowychowanie to podejmowanie świadomej pracy nad sobą. Zakłada ono poznawanie swoich mocnych i słabych stron, a następnie stawianie samemu sobie roztropnych wymagań. Podejmowanie pracy nad sobą ma czynić z nas ludzi coraz bardziej wolnych, to znaczy potrafiących wychodzić do drugiego człowieka spoza skorupy własnego egoizmu.

Kiedy własne starania to za mało

Tak jak rodzicom nieraz bardzo trudno postawić granice w procesie wychowawczym własnych dzieci, tak my nie zawsze będziemy potrafili samodzielnie pokierować własnym rozwojem. Nasz temperament, przyzwyczajenia, podejście do samego siebie będą albo wzmacniać, albo osłabiać toczący się w nas proces samowychowania. W zależności od trudności, z jakimi się zmagamy, i obszarów, nad którymi chcemy pracować, warto korzystać z odpowiedniego wsparcia. Jeżeli jesteśmy w małżeństwie, to nasz małżonek powinien być tą osobą, która szczególnie będzie pomagać nam na drodze rozwoju. Warto powiedzieć naszej drugiej połówce o tym, jaki dobry nawyk chcemy u siebie wypracować lub z jakimi złymi przyzwyczajeniami pragniemy się pożegnać. W chwilach, kiedy będziemy chcieli ulec pokusie, współmałżonek może nam pomóc postawić jasną granicę samemu sobie. Z drugiej strony my także powinniśmy wspierać i motywować go do podejmowania osobistego trudu.

Warto korzystać z pomocy stałego spowiednika czy kierownika duchowego, którzy pomogą nam ukierunkowywać własne działania na te zgodne z wolą Pana Boga. W niektórych przypadkach należy zwrócić się o pomoc do psychologa, psychoterapeuty czy doradcy rodzinnego. Ważne, żeby nie stać w miejscu, nie tracić już osiągniętego rozwoju, lecz podejmując pracę nad sobą, stawać się coraz bardziej wolnym, odpowiedzialnym i dojrzałym. Niezwykle cennym towarzyszem na tej drodze wzrastania dla każdego katolika powinno być słowo Boże, przez które sam Bóg kieruje do nas swoje osobiste wyznanie, wskazując codzienną drogę naszego kroczenia za Nim.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *