Dwumiesięcznik dla chorych

Wyzdrowieć choć troszeczkę

Autor: , opublikowano: 01.09.2015

Wyzdrowieć choć troszeczkę

Chłopiec zapytał kiedyś mamę: „Dlaczego płaczesz?”. „Ponieważ jestem kobietą”. „Nie rozumiem” – odpowiedział chłopiec. Mama przytuliła go i powiedziała: „I nigdy nie będziesz”. Potem chłopiec zapytał tatę. „Wszystkie kobiety płaczą bez powodu!” – usłyszał od ojca.

Kiedy chłopiec stał się mężczyzną, zadzwonił do nieba i zadał pytanie: „Dlaczego kobiety płaczą?”. „Kiedy tworzyłem kobietę, zrozumiałem, że musi być wyjątkowa. Zrobiłem jej ramiona na tyle silne, by mogła udźwignąć ciężar świata, i na tyle delikatne, by mogła utulić smutki bliskich. Dałem jej wewnętrzną siłę, by znosiła porody i utratę dzieci. Dałem jej twardość, która pozwala wytrwać, kiedy inni padają. Dałem jej czułość, by kochała bezwarunkowo swoje dzieci. Dałem jej siłę i mądrość, by w trudnych chwilach stała u boku męża. A na końcu dałem jej możliwość ronienia łez, kiedy będzie tego potrzebowała. Widzisz, synu – powiedział Stwórca – piękno kobiety to nie wygląd i sposób ubierania. Piękno kobiety jest widoczne w jej oczach, ponieważ są to drzwi do jej serca; miejsca, w którym mieszka miłość”.

Walczę, bo kocham

Kochający rodzice walczą o swoje dziecko do końca, za wszelką cenę starając się ulżyć mu w cierpieniach. Nasz synek ma 2 lata, ale ból i cierpienie towarzyszyły mu często. Jest już silniejszy, ale nadal nie siedzi, nie chodzi, nie mówi. Stał się jednak źródłem miłości i prawdy, której nie umiałabym wyczytać z żadnej książki.

Pół roku temu Kubuś przeszedł operację plastyki podniebienia. Zabieg udał się, ale nie obyło się bez powikłań. Synek trafił na OIOM, gdzie przez 3 tygodnie podłączony do respiratora dzielnie walczył o życie, by w końcu wrócić do domu.

Pierwsze próby jedzenia łyżeczką i znów strach, czy sobie poradzi. Udało się, Kubuś pokazał, że jest silny. Przełykanie nie stanowiło wielkich trudności. Zjada miksowane zupki przed nauką gryzienia. U Kubusia nadal pojawiają się napady padaczkowe, choć jest ich dużo mniej, a on jest po nich wiotki i słaby. Rehabilitacja przynosi rezultaty, ale bardzo powoli, i myślę, że trzeba jeszcze trochę czasu, aby nastąpiła stabilizacja.

Ręka z nadzieją

Hospicjum otoczyło nas kompleksową opieką 1,5 roku temu. Jestem wdzięczna za pomoc i wsparcie, jakie nam daje. Opiekując się dziećmi, niesamowicie pomaga rodzicom. Wiele osób sądzi, że dzieci, które trafiają do hospicjum, nie mają przyszłości, ale ona jest zawsze, czasem tylko krótsza. Pracują tam naprawdę cudowni ludzie. Polubiłam wizyty domowe i nieocenioną pomoc. Przestałam czekać, aż w życiu stanie się coś wielkiego, bo dzieje się to każdego dnia. Nie krytykuję innych za brak zrozumienia, teraz to ja próbuję zrozumieć innych. Uczciwie muszę przyznać, że zanim urodziło się nam niepełnosprawne dziecko, sama nie zajmowałam się tym tematem. Nie angażowałam się w pomoc rodzicom takich dzieci, a okazuje się, że jest ich tak wiele. Właśnie teraz odkrywam, że w ludziach jest mnóstwo wrażliwości i chęci pomocy.

Kiedy synek powoli stawał się silniejszy, niespodziewanie pojawiła się wysoka temperatura. Okazało się, że przyczyną była infekcja dróg moczowych. Mimo leczenia antybiotykami gorączka nie mijała, tylko nasilała się wraz z dreszczami i sinicą ust. Sytuacja robiła się poważna, dlatego trafiliśmy do szpitala. Dożylne antybiotyki o szerokim spektrum działania też nie pomagały. Tomograf komputerowy pokazał ropnie na nerce. Została podjęta decyzja o natychmiastowej operacji. Kubuś słabł z godziny na godzinę. Był tak słaby, że trzeba było przetoczyć mu krew, a potem pojechał prosto na blok operacyjny.

Nadzieja wysłuchana

W szpitalnej kaplicy prosiłam Boga o łaskę opieki nad synkiem, by mógł poczuć, jak bardzo jest kochany, oraz bym mogła wziąć go w ramiona i jeszcze przytulić. Marzenie szybko spełniło się i ukoiło serce. Operacja udała się. Mimo wystąpienia zapalenia płuc synek szybko wracał do zdrowia. Po 5 dniach mogłam wziąć go na ręce. Te kilka sekund przyniosło ulgę. Lekarstwem na udrękę jest miłość.

Potem było coraz lepiej, od nowa uczyliśmy się jeść, zaczynaliśmy od malutkich porcji. Kubuś nabierał sił, by znów po miesięcznym pobycie w szpitalu wrócić do domu. Każdy dzień spędzony razem to dar, za który dziękuję Bogu. Kiedy na świecie pojawia się dziecko, wychodzi piękne słońce. A jeśli dziecko rodzi się niepełnosprawne, to czy wtedy słońce przyćmiewają szare chmury? Na początku bywają łzy przeplatane radością, strachem, gniewem. Potem pojawia się pytanie: Dlaczego moje dziecko? Niestety nie ma czasu na zastanawianie się, bowiem przychodzi moment, w którym widzi się cud. Najgorszą rzeczą jest wstydzić się go i zamykać na świat. To, co łączy wszystkie niepełnosprawne dzieci, to uczucie, dotyk, uścisk, pocałunek w policzek, jakikolwiek znak, że je cenisz, wierzysz w nie. To właśnie sprawia, że promienieją.

Gdy w życiu jest pod górkę, trzeba pamiętać, że dojdzie się na szczyt, a wiara w to, że będzie lepiej, dodaje sił.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *