Dwumiesięcznik dla chorych

Zaprzyjaźniony z Krzyżem

Autor: , opublikowano: 07.02.2013

Zaprzyjaźniony z Krzyżem

Grudzień 1577 roku. Górskie więzienie w Toledo. Cela z niewielkim oknem. Ledwo dochodzące światło… Odpowiedź na rzuconą do Boga prośbę: Et pati et contemni („Cierpieć i zostać wzgardzonym!”) przyszła w życiu św. Jana od Krzyża niespodziewanie szybko. Jednak równie szybko owe toledańskie ciemności rozświetliło mistyczne doświadczenie, w którego blasku ludzkie cierpienie odnalazło swój sens.

Cierpienie drogą zrozumienia…

Późniejszy reformator i doktor Kościoła urodził się w 1542 roku w hiszpańskiej miejscowości Fontiveros. Osierocony przez ojca od najmłodszych lat całą nadzieję złożył w matce, która pomimo trudnej sytuacji materialnej potrafiła utrzymać rodzinę i zapobiec jej rozdzieleniu.

Po przeprowadzce do Mediny del Campo, jednego z najbogatszych miast ówczesnej Hiszpanii, św. Jan wspomagał matkę – jedyną żywicielkę rodziny – poprzez gorliwą pracę na rzecz nieuleczalnie chorych w jednym z pobliskich szpitali. Stykając się z ludzkim ubóstwem i cierpieniem, którego sam również doświadczał, zrozumiał, że prawdziwego piękna i szczęścia nie znajdzie w świecie, lecz jedynie w Bogu.

W poszukiwaniu tej harmonii w wieku 21 lat wstąpił do karmelitańskiego klasztoru w Medinie, a zaraz potem rozpoczął studia na Uniwersytecie w Salamance, które przygotowały go do przyjęcia święceń kapłańskich. Wtedy też spotkał Teresę…

Drogą reformy

Poznanie świętej z Ávili okazało się dla św. Jana działaniem Opatrzności, którego celem była reforma obu karmelitańskich gałęzi zakonu. Pokrewne dusze inspirowane pragnieniem serca i pomnożenia chwały Boga w świecie postanowiły nie zwlekać i działać… Już w 1568 roku św. Jan wraz z przyjaciółmi zamieszkał w nowym klasztorze, którego wspólnota żyła ideałem pierwotnej reguły Karmelu.

Zaproponowana przez „mistycznego doktora” całościowa odnowa karmelitańskich rodzin niestety nie zyskała aprobaty przełożonych, dlatego w nocy z 2/3 grudnia 1577 roku, po wcześniejszych upomnieniach, św. Jan został uwięziony – jak sam napisał – „w toledańskiej puszczy wieloryba”.

Jednakże pomimo słabego zdrowia nie zachwiała się głęboka wiara hiszpańskiego doktora Kościoła i jego przeświadczenie o słuszności zamierzenia, którego podjął się wraz ze świętą z Ávili. Nie pomogły stosowane wobec niego perswazje, a nawet represje i tortury. Chociaż uczyniono wszystko, by reforma przeszła do historii, stało się inaczej…

Sens cierpienia

Cierpienie zadawane św. Janowi przez konfratrów przygotowało go do prawdziwego zjednoczenia się z Bogiem! Na skrawkach papieru, które otrzymał od więziennego strażnika, napisał Pieśń duchową,jedno z największych dzieł chrześcijańskiego mistycyzmu. Ponadto w Nocy ciemnej opisał oczyszczające działanie Boga w ludzkiej duszy: „Dopóki bowiem sam Bóg nie skończy tego oczyszczenia, jakie chce w niej przeprowadzić, żaden środek czy sposób nie zmniejszy jej boleści. Dusza w tym stanie pozostaje tak bezbronna, jak więzień zamknięty w głębokiej ciemnicy, mający w dodatku ręce i nogi skrępowane kajdanami” (II,7,3).

Trudno nie zauważyć, że św. Jan mówił o sobie… Jednakże dzięki temu bolesnemu doświadczeniu odkrył przed nami stan ludzkiej duszy, której wydaje się, że Bóg ją opuszcza i zostawia samą, podczas gdy On dokonuje w niej oczyszczenia nieuporządkowanych uczuć i pragnień. Paradoksalnie ciemna noc staje się dla człowieka radosnym światłem, bo choć z powodu nadmiaru światła niczego jeszcze nie rozumie, to już przechodzi do stanu kontemplacji.

W momencie ucieczki z więzienia św. Jan zdawał się dokładnie rozumieć powyższe słowa, które stały się owocem przyjętego przez niego cierpienia. Wyraził to w 27. strofie Pieśni duchowej: „I tam mi piersi dał Jedyny, tam mnie najsłodszej nauczył mądrości. Tam Mu oddałam siebie i swe czyny, nie zostawiwszy żadnej własności. I tam przyrzekłam być Jego w miłości”.

To wszystko dokonało się w całkowitym ogołoceniu: nic dla zmysłów, nic dla wyobraźni, nic dla uczuć, nic dla pamięci, nic dla woli… Wyjście na górę Karmel, a więc nauka prawdziwej miłości, wymagało prawdziwej ofiary.

Cierpieć i zostać wzgardzonym

Skierowana do Chrystusa prośba, którą św. Jan wypowiedział w klasztorze Karmelitów w Segowii, w jego osobie znalazła wypełnienie. Nie chodziło mu jednak o samo cierpienie, lecz o wypróbowaną w strapieniach i bólu miłość do Boga. Bez względu na porę roku, dnia lub nocy pragnął przyjmować cierpienie, jak sam mówił: „dla Ciebie, Panie!”.

W ten sposób św. Jan okazał się prawdziwym mistykiem Kościoła katolickiego, któremu nie obca była tajemnica krzyża. Dzięki zrozumieniu jej dokonała się w nim duchowa rewolucja, która zamanifestowała swą obecność w artystycznej formie pisarskiej, głębokiej wiedzy i umiłowaniu mądrości. Nade wszystko doprowadziła jednak do tego, że hiszpański święty już od pięciu stuleci dokonuje w ludziach duchowej reformy i nie pozwala o sobie zapomnieć.

Jeden komentarz

Dołącz do dyskusji!

  1. Moria

    Matka Boża pomagała św. Janowi od Krzyża podczas pobytu w więzieniu i nie tylko.
    Fragment książki:
    o. Bruno Froissart OCD Święty Jan od Krzyża Wydawnictwo Karmelitów Bosych 1982:

    „Następnej nocy ukazała się Matka Najśw. Swemu cierpiącemu Braciszkowi, tak piękna, w całym blasku niebiańskiej chwały, niezrównanie piękniejszą od bizantyjskiej Dziewicy z Sagrario, odzianej płaszczem królewskim, na którym jaśniało osiemdziesiąt tysięcy drogocennych pereł. I temu skazańcowi, który więcej niż ktokolwiek inny jest uosobieniem powołania karmelitańskiego: Żyć w ustawicznej służbie Pana i Boga naszego i Jego Matki, Panny Maryi – oznajmia: „Miej cierpliwość, synu, wkrótce skończą się twoje cierpienia, wyjdziesz z więzienia, odprawisz Mszę św. i będziesz pocieszony”. Br. Marcin od Wniebowzięcia słyszał o tym z ust samego o. Jana od Krzyża, gdy tenże chciał pobudzić brata do większego nabożeństwa ku Matce Bożej. Ona to wesprze go, gdy przeprawiać się będzie przez rzekę, nie wiedząc nawet, ze idzie pojednać z Bogiem nieszczęsnego mnicha-odstępcę(…)
    „Kilka lat przed śmiercią, opowiadając Marcinowi historię cudownego wyratowania z sadzawki powiedział, iż tak wielkie i liczne były łaski, jakie otrzymał od Matki Bożej, że sam widok Jej obrazka napełniał go słodką pociechą i wlewał do duszy miłość i światło”.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *