Dwumiesięcznik dla chorych

Zatroszczyć się o Nowonarodzonego

Autor: , opublikowano: 24.12.2012

Zatroszczyć się o Nowonarodzonego

Zamieszkał wśród nas w wilgotnej skalnej grocie, gdyż zabrakło dla Niego miejsca w gospodzie. Świadkami Jego narodzin byli ubogi cieśla o imieniu Józef oraz… zwierzęta trzymane w grocie dla ochrony przed zimnymi bliskowschodnimi nocami.

Stał się człowiekiem

Przychodząc na świat, wyrzekł się swego nieziemskiego piękna i przybrał ciało małego dziecka. Wymagał troskliwej opieki jak każdy nowo narodzony człowiek. Musiał być nakarmiony, trzeba było zadbać, aby było Mu ciepło. A przecież to On stworzył wszechświat. Przed Jego potęgą drżały demony. Przed Jego majestatem serafini oddawali pokłony.

Bóg-Człowiek – zgorszenie dla Żydów, głupstwo dla pogan. Przyszedł do swoich, a swoi Go nie przyjęli (por. J 1,11). Elita ówczesnego Izraela nie rozpoznała czasu Nawiedzenia. Hołdy przyjął od mędrców z dalekich krain, pokłony od zwykłych pasterzy. Jakby tego wszystkiego było mało, Herod – władca Judei – zazdrosny o swoją pozycję próbował zabić Nowonarodzonego.

Tak miała się sprawa z narodzeniem „najpiękniejszego z synów ludzkich” (por. Ps 45,3). Tak było wtedy – dwadzieścia wieków temu. I myślę, że wielu z nas – szczególnie przy okazji zbliżających się świąt Bożego Narodzenia – po cichu marzy, aby choć przez chwilę znaleźć się przy Maryi i Józefie w grocie, w której narodził się Król królów. A przecież Jezus przychodzi do nas każdego dnia. Przychodzi w drugim człowieku, w smutnym spojrzeniu samotnej staruszki czy osieroconego dziecka, które woła o miłość. Przychodzi w człowieku umierającym na raka albo w więźniu, którego wszyscy spisali na straty.

Zatroszczyć się o Nienarodzonego

Nowonarodzony przychodzi także w ludziach najbardziej bezbronnych, bo nienarodzonych, których tysiące każdego dnia są mordowane w majestacie prawa. Dzieci te przeżywają cierpienia, jakich nie doświadczył sam Jezus. Maryja kochała Go przecież bardziej, niż jakiekolwiek stworzenie będzie kiedykolwiek kochać swego Stwórcę. Tymczasem abortowane dziecko ginie za zgodą tej, która powinna je kochać bardziej niż własne życie. Umierającemu Chrystusowi towarzyszyła Jego Matka, św. Jan i najwierniejsi przyjaciele. Zabijane w łonach matek dzieci umierają w całkowitej samotności, bez cienia współczucia ze strony otoczenia. Ciało Chrystusa po śmierci zostało uczczone i złożone do grobu, podczas gdy ciała nienarodzonych wyrzucane są do kanalizacji albo wykorzystywane do produkcji kosmetyków czy ulepszaczy smaku. Obowiązkiem każdego z nas jest głośne domaganie się zaprzestania tych okropnych czynów. Jezus też był kiedyś nienarodzonym, przez co uświęcił i wywyższył życie każdego człowieka rozwijającego się pod sercem matki.

Chleb Życia

Dwa tysiące lat temu Jezus się nie zawahał, chociaż wiedział, jak zostanie przyjęty. Dziś podobnie jak wtedy Zbawiciel pragnie, abyśmy przyszli do Niego. Nazwę Betlejem tłumaczy się jako „dom chleba”. To właśnie tam Chleb Życia przyszedł do każdego z nas. Nowonarodzony czeka w tabernakulach i w dłoni kapłana rozdającego Najświętszą Komunię. Czeka też w kaplicach, w których trwa codzienna adoracja Najświętszego Sakramentu. Przyjmując Jezusa eucharystycznego, naśladujmy Maryję, która przyjęła Go nie po to, aby zatrzymać dla siebie, ale aby dać Go światu. Musimy zatroszczyć się o to, aby Jezus narodził się w sercach tych naszych braci i sióstr, którzy Go jeszcze nie znają, a dla których On stał się człowiekiem.

Radość na wyciągnięcie ręki

Święty Łukasz pisze w swojej Ewangelii, że pasterze wrócili, chwaląc i wysławiając Boga za wszystko, co usłyszeli i zobaczyli (por. Łk 2,20). Taka radość może stać się udziałem każdego z nas. I to codziennie! Tego nie da nam świat, nie dadzą nam pieniądze, sława ani to, co przemija. Nowonarodzony przychodzi do każdego z nas. I każdy z nas może Go przyjąć, ale także odrzucić. Historia powtarza się i dziś możemy wcielić się zarówno w rolę Heroda, jak i mędrców ze Wschodu, którzy wyruszyli w nieznane, aby spotkać Jezusa. Angażując się w duchową adopcję nienarodzonego dziecka, pomagając matce w stanie błogosławionym, wielodzietnej rodzinie albo odwiedzając chorego, sprawimy, że świat stanie się lepszy, bo będzie w nim więcej Boga, który domaga się naszej współpracy w dziele zbawiania świata.

I ty możesz pomóc

Każdy może zatroszczyć się o Nowonarodzonego, nawet jeśli brakuje sił, zdrowia czy pieniędzy. Wielu ludzi, których dotknęła starość, zniedołężnienie czy choroba, boleśnie odczuwa, że są niepotrzebni. Tymczasem wszyscy potrzebujemy ich wsparcia. Jezus zbawił świat nie przez to, że uzdrowił wielu chorych, wskrzesił tysiące zmarłych czy nakarmił rzesze. On zbawił świat przez Krzyż. Jeśli i ty dźwigasz krzyż samotności, bólu, niepełnosprawności, możesz ofiarować swoje cierpienie w intencji matek rozważających możliwość zabicia w sobie nienarodzonego dziecka. Możesz ofiarować swój krzyż za ojców, którzy przez nadużywanie alkoholu niszczą swoje rodziny. Możesz wynagradzać Najświętszemu Sercu Jezusa zniewagi i świętokradztwa wyrządzane Mu w Najświętszym Sakramencie. Jeśli choroba uniemożliwia ci podjęcie pracy zawodowej, zdecyduj się na duchową adopcję nienarodzonego dziecka. Masz więcej czasu? Poświęć go na modlitwę w intencjach Kościoła i świata. W ten sposób zatroszczysz się o Nowonarodzonego.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *