Dwumiesięcznik dla chorych

Znak Bożej miłości w Koszalinie

Autor: , opublikowano: 18.12.2017

Znak Bożej miłości w Koszalinie

„W naszych trzech domach mieszka łącznie 90 osób. W ciągu miesiąca pomagamy w przeróżnych sprawach kilkuset osobom. Codziennie na obiad przychodzi ok. 200 ludzi. Kilkunastu potrzebujących z ulicy każdego dnia kąpie się w naszej łaźni. Kilkanaście osób tygodniowo korzysta z pomocy naszych poradni. Każdego dnia odbieramy dziesiątki telefonów od ludzi, którzy chcą się z nami skontaktować w różnych sprawach. Ubieramy setki osób. Pokonujemy tysiące kilometrów miesięcznie, aby pomagać. Dom Miłosierdzia Bożego pragnie być konkretnym znakiem miłości Bożej dla każdego człowieka”. O jego działalności z ks. dr. Radosławem Siwińskim, prezesem Stowarzyszenia Dom Miłosierdzia, rozmawiał kl. Wojciech Olszewski SCJ.

Proszę powiedzieć, czym jest Dom Miłosierdzia?

Dzisiaj, po pięciu latach, myślę, że Dom Miłosierdzia to ramiona miłosierne Jezusa, to Serce Jezusa, które jest otwarte dzień i noc na każdego człowieka, dosłownie dla każdego potrzebującego jakiejkolwiek pomocy.

Sam budynek, z którego korzystamy, był w dużej ruinie. To, co mogliśmy zrobić od strony architektonicznej, zrobiliśmy. Mówimy, że serce tego domu ma dwie komory. Pierwsza to kaplica i wieczysta adoracja Najświętszego Sakramentu. Jesteśmy przekonani, że cud tego miejsca i dzieł, które przy nim powstają dokonuje się dzięki trwaniu przed Jezusem Eucharystycznym dzień i noc. To jest miejsce najważniejsze. Na pierwszym piętrze znajduje się druga komora serca, czyli piękna jadalnia z kuchnią. Chcemy, żeby każdy człowiek, który do nas przychodzi, mógł się pożywić, szczególnie osoby głodne z ulicy. Na parterze są pomieszczenia, w których można się spotkać z człowiekiem, porozmawiać, odpowiedzieć na jego potrzeby. Przygotowane jest również zaplecze sanitarne dla tych, którzy potrzebują pomocy od strony cielesnej. Ponadto na drugim i trzecim piętrze są pomieszczenia, gdzie mieszkają nasi podopieczni oraz wolontariusze. Tam również znajduje się sala konferencyjna, w której możemy się spotkać w większym gronie.

 

Oglądając wspomnianą jadalnię, przyznam, że urzekł mnie jej ekskluzywny wygląd. To wspaniałe, że ludzie w różnych tarapatach życiowych mogą być, spotkać się i posilić w tak dobrych warunkach. Przecież oni tak samo na to zasługują, aby żyć godnie.

Pragnęliśmy od początku stworzyć coś, co będzie podnosiło godność człowieka i w tym kierunku to poszło. Zrobiliśmy bardzo ładne pomieszczenia, przyjemne, przytulne. Żeby człowiek szedł do góry, a nie w dół.

 

Dom Miłosierdzia jest skoncentrowany na człowieku, ale inaczej niż świat. Co Ksiądz o tym myśli?

Ludzie, którzy do nas przychodzą mają różne historie życiowe. Nie chcemy tylko dać im jeść i ich przyodziać, chociaż często jest to konieczność i od tego zaczynamy. Pragniemy dać człowiekowi trzy rzeczy: Boga, miłość i poczucie wartości. Osoby, z którymi mamy do czynienia są w różnym stanie wiary, mają różną relację z Bogiem. My po prostu się za nich modlimy, jesteśmy bardzo delikatni w sprawach wiary. Chcemy człowieka pokochać, chociaż brzmi to może górnolotnie, ale naprawdę chcemy być bardzo życzliwi dla niego i zobaczyć w nim Jezusa. Dom Miłosierdzia jest skoncentrowany na człowieku, ale w tym sensie, że widzimy w nim Jezusa. Dlatego czekamy na każdego, kto potrzebuje pomocy.

Biskup Edward Dajczak nazwał Dom Miłosierdzia „szkołą człowieczeństwa”. Na czym polega owa szkoła? W jaki sposób ludzie odkrywają w niej siebie?

Naszą siłą jest modlitwa, zarówno ta w domu, jak i wszystkich osób, które o nią prosimy. Staramy się podejść do człowieka naprawdę, z wielką pokorą i godnością, bo historia ich życia nie ma dla nas znaczenia. Znam każdego z nich i kiedy jest jakieś święto i siedzimy wspólnie przy posiłku, to zawsze pozytywnie zadziwia mnie przemiana, która dokonuje się pośród naszych mieszkańców. Niektóre z historii poszczególnych domowników są trudne i pozostają tajemnicą, nie rozmawiamy o nich. Przede wszystkim dbamy o ich zdrowie, a także o to, żeby byli czyści, pachnący, umyci. Od strony najgłębszej delikatnie proponujemy Boga. Jest wielu wolontariuszy i przyjaciół, którzy posługują w domu. Często wyjeżdżamy na wędrówki, przejażdżki, spędzamy wspólnie czas. Staramy się także, żeby nasi podopieczni podejmowali prace, pomagamy im w znalezieniu zatrudnienia. Stawiamy sobie za cel, aby ktoś, kto do nas przychodzi, nie poczuł, że jest kimś gorszym od kogokolwiek. Chcemy się zaprzyjaźnić z tymi ludźmi. Przyjść im z pomocą w każdej sprawie.

Dom Miłosierdzia to nie tylko „szkoła człowieczeństwa” dla tych, którzy do niego przychodzą prosić o pomoc, ale także dla tych, którzy tam pracują, posługują…

Wolontariusze na początku często są przerażeni, bo ten dom jest bardzo trudny. Jego trud polega na tym, że w jednym miejscu skupia on cały świat, bardzo różny. Jeden jest alkoholikiem, inny narkomanem, jeszcze inny nie widzi sensu życia. Są kobiety, mężczyźni, starzy, młodzi. Chorzy lub zdrowi. Każdy ze swoją historią życia. To powoduje wiele trudu. Wiemy jednak, że porażka jest naszym losem, bo nie wszyscy nasi podopieczni wychodzą na prostą. Mimo wszystko często widzimy przepiękną przemianę człowieka, wielu osób, które mieszkają już poza Domem Miłosierdzia i mają się dobrze.

Papież Franciszek powiedział, że „czas spędzony obok chorego jest czasem świętym”. Czy w Domu Miłosierdzia można doświadczyć świętego czasu bycia z człowiekiem?

Myślę, że od strony ludzkiej, i to wiem na pewno, jest trudno. Bardzo trudno. Borykamy się z wielkimi problemami. Mnie osobiście Dom Miłosierdzia nauczył szacunku do tajemnicy, jaką jest człowiek. Owa świętość polega przede wszystkim na tym, że zasadniczym celem i pragnieniem jest zobaczenie Jezusa w człowieku, z którym się spotykamy. W tym duchu są formowani także wolontariusze. Wzorem są święci, którzy zajmowali się biednymi, potrzebującymi i którzy kładli mocny akcent na spotkanie z człowiekiem. Do tego stopnia, że słusznym jest odłożyć modlitwę, jeżeli wymaga tego spotkanie z bliźnim w potrzebie. Niejako odrywa się człowiek od spotkania z Jezusem na modlitwie dla spotkania z Jezusem w drugim człowieku.

Czym jest inicjatywa „Bądźmy razem w domu”?

Akcja ta funkcjonuje około pół roku i jest adresowana dla osób po 50. roku życia. W jej ramach organizujemy liczne wyjazdy, spotkania, animujemy czas w ciągu dnia. Robimy wszystko, aby umilić codzienność osobom, które do nas przychodzą. Spotkania odbywają się każdego dnia, z wyjątkiem sobót i niedziel. Trochę nam przykro z powodu małego zainteresowania. Jednak nie poddajemy się i chcemy dotrzeć do osób starszych, które boją się wyjść z domu, a niestety bardzo często płaczą z powodu samotności, jakiej doświadczają.

Skąd pozyskuje Ksiądz środki na utrzymanie Domu Miłosierdzia i podejmowanych przez niego inicjatyw?

Żyjemy dość skromnie, tylko z datków ludzi. Nie pomaga nam żadna instytucja, jedynie pojedyncze osoby. Zdarza się, że ktoś o nas nie pamięta i wtedy to trochę boli. Mimo wszystko jest to jednak wielki cud konkretnych osób, kochających serc. Przybywa nam również odwagi, aby żebrać o wszelką pomoc. Nasze stowarzyszenie posiada trzy domy, ponad setkę stałych mieszkańców, 200 osób przychodzi na posiłek codziennie. Funkcjonują darmowe poradnie, pomagamy ludziom na mieście, setkom osób w miesiącu w różnych sprawach. Zatem potrzebne są środki finansowe na opłacenie rachunków, podatków itp. Zdarza się dosyć często, że kupujemy lekarstwa ludziom, których na to nie stać. Tysiące ludzi nas wspomagało i wspomaga cały czas.

Czy Dom Miłosierdzia nie jest początkiem nowego ruchu, stowarzyszenia czy instytutu w Kościele katolickim?

Staram się pokornie podchodzić do tych spraw, bo bałbym się, że coś może być moim pomysłem. Dzisiaj wiemy, że Pan Bóg przemówił do nas i rzeczywiście potwierdził to znakami, a efektem jest to, co tutaj się dzieje. Interesującym jest, że dzisiaj w domu mieszka dziesięć osób poświęconych Bogu. Mamy tzw. klasztorek, w którym mieszka pięciu mężczyzn i kilka kobiet, którzy pragną poświęcić się Bogu i ofiarować Mu swoje życie. Przyglądamy się temu, gdyż to wszystko jest nowe i jeszcze świeże. Przypuszczamy, że może powstać jakieś nowe dzieło, tym bardziej, że celem Domu Miłosierdzia jest głoszenie Ewangelii. W związku z tym organizujemy liczne ewangelizacje, jak np. ewangelizacja nadmorska, wioskowa i inne. Mamy taką grupę ludzi, którzy żyją samotnie, ale charakteryzuje ich gotowość do pójścia i głoszenia Jezusa wszędzie, a którzy z drugiej strony kochają ubogich i chcą im służyć. Widzę, że Dom Miłosierdzia rodzi takich apostołów, głoszących odważnie Jezusa na sposób ewangeliczny, a jednocześnie pragnących służyć ubogim.

Dzieło jest bardzo młode, ma dopiero pięć lat, dlatego z miesiąca na miesiąc widzę coraz wyraźniej, kim jesteśmy. Wspólnie uważamy, że kończy się dla nas wiek dziecięcy, a wchodzimy w czas większej dojrzałości. Umacnia nas w tym fakt, że coraz bardziej odkrywamy charyzmat naszego powołania, coraz więcej wiemy na temat tego, co chcemy robić, a z czego trzeba nam zrezygnować. Mamy coraz głębsze przekonanie, że Bóg chce, żeby cały dom był prowadzony wolontaryjnie. Dzisiaj zatrudniamy tylko jedną osobę i jest nią księgowa. Wolontariusze są bezwzględnie przyszłością tego domu. Owa darmowość, która towarzyszy tej posłudze ma bardzo duże znaczenie.

Dom, który miał zostać wyburzony, został odremontowany i dzisiaj jest „szkołą człowieczeństwa dla wielu”. Co wyróżnia wasze dzieło spośród wielu innych podobnych dzieł?

Około 80 proc. prac budowlanych związanych z remontem generalnym naszego budynku, który niegdyś był szpitalem, wykonali więźniowie pracujący za darmo. Kilkunastu z nich po odsiadce wróciło do nas, aby ich wspomóc na starcie w nowe życie. Dodatkowo z całego kraju przychodzą do nas ludzie po odsiadce wyroku i proszą o pomoc. Po spędzeniu długiego czasu w więzieniu pojawia się wiele trudności, aby w pełni wrócić do społeczeństwa. Już z samym zatrudnieniem może być problem, gdyż przedsiębiorcy niechętnie przyjmują do pracy takie osoby. Co prawda w Polsce powstaje duża ilość domów opieki, a i w MOPS-ach pracują wspaniali ludzie, jednak ze smutkiem stwierdzam, że urzędowość nie pozwala na szybką, długotrwałą i solidną pomoc. Ponadto wielu ludzi chętniej pomaga za pieniądze, np. powstają piękne domy starców, w których trzeba płacić nieraz spore sumy za pobyt. Instytucje są jednak ograniczone w wielu sprawach, a to, co nas szczególnie wyróżnia, to miłość ewangeliczna, chrześcijańska. Odpowiadamy na potrzeby ludzi, którzy m.in. wyszli z więzienia i nikt ich później nie przyjął lub którymi nikt się nie zajął po opuszczeniu szpitala psychiatrycznego. Owszem, ktoś być może dostanie zapomogę 500-600 zł., ale nic poza tym. Niedawno przyszła do nas kobieta z Ukrainy, która została bez środków do życia, bo ktoś ją prawdopodobnie oszukał. I gdzie ona teraz ma się podziać? O pomoc prosiła nas także starsza kobieta, której komornik zajmuję całą rentę. W wielu podobnych sytuacjach państwo nie daje rozwiązań. Chciałbym jeszcze raz podkreślić, że nasz ośrodek wyróżnia podejście do człowieka. Dzisiaj nie pamiętamy już szpitali prowadzonych przez siostry miłosierdzia, ale one również odróżniały się tym szczególnym podejściem do człowieka. Mamy świadomość, że ciągle uczymy się miłości bliźniego, bo o niej właśnie mówię. Jesteśmy słabi i często pewnie nie wychodzi nam tak, jakbyśmy chcieli. Mimo wszystko pragniemy pochylać się z miłością nad człowiekiem i obdarzać go czułością na tyle, na ile nas stać.

Bóg zapłać za rozmowę!

Jeżeli ty lub ktoś z twoich znajomych jest w jakiekolwiek potrzebie lub masz pragnienie zaangażowania się w pomoc dla innych,

Dom Miłosierdzia prosi o kontakt:

Stowarzyszenie Dom Miłosierdzia

skrytka pocztowa 55, 75-350 Koszalin 9

tel.: +48 660 53 95 14

mail: poczta@dommilosierdzia.pl

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *